Samolot, LOT, lotnisko, Warszawa, Okęcie, Lotnisko Chopina
Pokazał, jak pilot wybrnął z groźnie wyglądającej sytuacji na Okęciu w czasie wichury Fot. zrzut ekranu / facebook.com / Rafał Ganowski – Warsaw By Drone

Silne wiatry w Polsce od kilku dni nie dają nam spokoju. Także lotnisko na Okęciu w Warszawie musiało mierzyć się z wichurą, przez co pasażerowie lądującego tam samolotu doświadczyli niemałych wrażeń.

REKLAMA

O tym, że wichura sieje spustoszenie w Warszawie, informowaliśmy już wczoraj w naTemat. W sobotę 22 sierpnia strażacy w stolicy mieli bowiem pełne ręce roboty z powodu powalonych drzew i połamanych gałęzi tarasujących drogi. Trudne warunki pogodowe wymusiły nawet na zarządcach popularnych atrakcji zmiany w organizacji. Zamknięte do odwołania zostało m.in. warszawskie zoo, Łazienki Królewskie oraz park i ogrody w Muzeum Pałacu w Wilanowie.

Tego samego dnia porywisty wiatr dał się we znaki również załogom samolotów lądujących na warszawskim Okęciu, co na swoim nagraniu uwiecznił jeden z internautów.

Walka z wiatrem na Okęciu i podziw dla załogi

Rafał Ganowski, twórca profilu Warsaw By Drone, udostępnił w mediach społecznościowych wideo przedstawiające groźnie wyglądającą sytuację na Lotnisku Chopina. Jak zaznaczył w opisie, w sobotę 22 sierpnia wiatr wiał tam w porywach nawet do 100 km/h, co stanowiło – jak to ujął – "idealną okazję, by podziwiać prawdziwy kunszt pilotażu".

Na opublikowanym materiale widać, jak maszyna Polskich Linii Lotniczych LOT podchodzi do lądowania, jednak w trakcie jest tak silnie kołysana przez podmuchy, że ostatecznie pilot decyduje się przerwać manewr i ponownie wzbić się w powietrze.

Dla postronnego obserwatora taki widok może wywołać gęsią skórkę. Komentarze pod filmem potwierdzają zresztą, że pasażerowie rzadko wspominają takie momenty z uśmiechem. Jeden z internautów opisał swoje doświadczenia z lotu na trasie z Warszawy do Luton: "Pierwsza reakcja pasażerów to głębokie echchch, kilkanaście sekund absolutnej ciszy na tle maksymalnego ryku silników przezwyciężających grawitację, i uspokajający komunikat kapitana: w trakcie przyziemnienia gdy koła dotknęły płyty lotniska dostaliśmy silny podmuch, zdecydowałem o odejściu na drugi krąg, zapewniam że za 5 minut wylądujemy pomyślnie. I tak się stało. Uffff".

Inna komentująca dodała: "Byłam raz w takim samolocie, nie chciałabym drugi raz czegoś takiego przeżyć. Człowiek ma wtedy miliony myśli, niekoniecznie dobrych".

Znaleźli się też weterani podniebnych podróży, przypominający, że przy kilkudziesięciu lotach rocznie takie wydarzenia trafiają się statystycznie dość często. Pod wpisem zaroiło się również od słów uznania dla pilotów, którzy w tak wymagających warunkach zachowują zimną krew i potrafią bezpiecznie opanować maszynę.

Odejście na drugi krąg to standardowa procedura

W żargonie lotniczym przerwanie manewru lądowania i ponowne wzbicie się w powietrze nazywa się fachowo "odejściem na drugi krąg". Jak się okazuje, dla samych pilotów to chleb powszedni i standardowy element szkolenia. Kapitan Jacek Samecki, latający na maszynach Airbus A320, w rozmowie z naTemat wyjaśniał, że choć z perspektywy kabiny pasażerskiej sytuacja wydaje się niebezpieczna, nie ma najmniejszych powodów do obaw.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to nieprzyjemne dla pasażerów i może powodować dyskomfort. Wiąże się to z bardzo gwałtownym przejściem pracy silników na maksymalny ciąg, z bardzo szybkim przyrostem prędkości i szybkim wznoszeniem. To jest uczucie, jakbyśmy startowali rakietą, a nie samolotem. Działa też na pasażerów psychologicznie, bo jak to, byliśmy już na ziemi i znów startujemy? Ale jest to normalny element lotu, przewidziany manewr, który umożliwia rozwiązanie kłopotu przy lądowaniu – tłumaczył.

Jak dodawał, "to jeden z najbardziej akceptowalnych sposobów poprawiania błędów przy podejściu do lądowania". Pilot podkreślał, że pasażerowie absolutnie nie powinni odczuwać strachu. Jest to manewr wielokrotnie ćwiczony przez załogi na symulatorach we wszystkich możliwych konfiguracjach: z wypuszczonym podwoziem lub bez, a nawet na jednym silniku. – Dla pasażerów powinien to być świadomy znak, że ktoś panuje nad lotem, że dla kapitana ważne są standardy bezpieczeństwa – zaznaczał.