
Praca zdalna wciąż ma się dobrze, a wraz z nią rośnie znaczenie tego, jak wygląda nasze domowe stanowisko pracy. Sam komputer i wygodne krzesło to nie jest wystarczający zestaw. Doskonała ergonomia opiera się o zupełnie inne rozwiązania.
Z racji tego, że ponad połowa mojego życia zawodowego odbywa się w przestrzeni zdalnego biura, wielokrotnie pojawiało się w mojej głowie pytanie, jak sprawić, by przestrzeń ta była maksymalnie ergonomiczna i przyjazna dla tego trybu pracy. Poza pomysłami pojawiały się także pewne mniej lub bardziej udane eksperymenty.
Głównym założeniem jest to, by nie spędzać licznych godzin w pozycji siedzącej, katując m.in. kręgosłup i mieć możliwość wykonywania prostego ruchu w trakcie pracy. Choć założenie jest bardzo proste, w praktyce pojawiają się pewne ciekawe przeszkody, które znacząco uprzykrzają życie na home office.
Przykład nieudanego eksperymentu w pracy zdalnej – rower z klawiaturą
Jednym z ciekawszych pomysłów było wykorzystanie na stanowisku roboczym roweru stacjonarnego. Działanie takiej aberracji było w swoim założeniu dość proste – zdemontowałem kierownicę, a na śrubach, które ją trzymały, przymocowałem półkę z marketu budowlanego. Do półki przytwierdziłem również podkładkę pod myszkę, która miała sprawić, by położona na niej klawiatura się nie ruszała.

Rozwiązanie wyglądało zjawiskowo, ale niestety nie było dostatecznie praktyczne. Po pierwsze – taka konfiguracja sprawia, że pozycja przy pracy nie była zbyt ergonomiczna. Po drugie – praca odbywała się na monitorze, który był nad poziomem deski z klawiaturą, przestrzeń na ekranie poniżej nie była zbyt dobrze zagospodarowana. Dla wyjaśnienia – w moim przypadku stosuję dość nietypową konfigurację dwóch ekranów nad sobą (jako główna przestrzeń robocza) i różnych konfiguracji ekranów pomocniczych. W tej sytuacji dolny główny ekran nie był dostatecznie dobrze widoczny – w praktyce wymagało to nadmiernego schylania głowy, więc w przypadku rowerowych wojaży w miejscu byłem zmuszony do korzystania tylko z jednego głównego ekranu.
Cios w ten fantastyczny pomysł nastąpił jednak z zupełnie nieoczekiwanej strony. Głównym problemem okazało się to, że instalacja jest zbyt niestabilna, a wydajna praca na klawiaturze w trakcie pedałowania jest niemal niemożliwa (kto by się spodziewał!).
Ostatecznie rozwiązanie sprawdziło się w trakcie około 20-minutowych interwałów, przerw, czytania dokumentów, czy rozrywki, gdzie częściej można było się zaprzeć rękoma o deskę, bez konieczności sięgania po myszkę i klawiaturę. Okazało się jednak, że da się to zrobić dużo lepiej.
Konfiguracja podnoszone biurko i bieżnia rozwala system
Od wielu lat w głowie miałem pewne rozwiązanie – podnoszone biurko z krótką i wąską domową bieżnią pod nim, które pozwala na jednoczesne przemieszczanie się i pisanie na komputerze. Nie jest to rozwiązanie tak odkrywcze (jak np. rower z klawiaturą) – coraz częściej pojawia się przy aranżowaniu home office z prawdziwego zdarzenia.
Ostatecznie do wdrożenia takiego "cacka" przekonały mnie comiesięczne promocje na jednym z portali e-commerce. Za biurko dałem 450 złotych, a za bieżnię 650 złotych, czyli łącznie 1100 złotych. Standardowe ceny "sprzed 30 dni" wynosiły odpowiednio 650 i 800 złotych, oszczędność była więc na tyle kusząca, że przesądziła o decyzji zakupowej.
Tu jednak warto zaznaczyć jedną bardzo ważną rzecz – kosztu takiej konfiguracji nie obliczymy, sumując cenę bieżni i biurka. Warto zresztą zainwestować w nieco droższe biurko, ale o tym później. Przy takim zakupie często trzeba doliczyć również koszt dłuższych kabli i przedłużaczy lub dodatkowego mebla, na którym umieszczona zostanie jednostka robocza (położenie jej na podłodze nie jest zbyt optymalne). Szczęśliwi posiadacze laptopów mogą zignorować tę uwagę.
Zalety połączenia bieżnia plus biurko – praca zdalna wre
Takie rozwiązanie ma kilka wyraźnych zalet w stosunku do rowerowej aberracji i standardowego zestawu krzesło biurowe ze standardowym blatem.
- Możliwość pracy w przynajmniej trzech pozycjach – stojącej, siedzącej i w marszu.
- Swobodne dostosowanie wysokości ekranów do wysokości krzesła.
- Dobra, choć nieidealna, stabilność i możliwość zatrzymania pracy bieżni, by wykonać bardziej precyzyjną operację.
- Monotonny i niewymagający uwagi ruch.
- Inny rodzaj zmęczenia niż w przypadku roweru – głębsze i mocniejsze, prawdopodobnie korzystniejsze z perspektywy prozdrowotnej.
W praktyce taki "trening", o ile odpalenie bieżni z prędkością 2-4 km/h możemy tak nazwać, najlepiej sprawdza się z samego rana, tuż po rozpoczęciu codziennych aktywności przy komputerze. Choć reguł tu nie ma – można to robić dowolnie.
W moim przypadku optymalna sesja na bieżni wynosi około godziny, ale zdarzały mi się sytuacje, że taki ruch trwał nawet do 4 godzin. Jednocześnie jest to znacznie bardziej męczące niż standardowy spacer, nawet biorąc pod uwagę niższą prędkość. Co równie ważne – w przypadku roweru łatwo się było zatrzymać na moment i zapomnieć o czynniku ruchowym w trakcie pracy. Tu takiej opcji nie ma – pas bieżni jest bezwzględny.
Wady rozwiązania biurko i bieżnia w home office
Każdy kij ma dwa końce. Pseudomobilne centrum zarządzania ma pewne wady. Po pierwsze – nie działa idealnie z każdym podnoszonym biurkiem. Pierwotne rozwiązanie (to za 450 złotych) wymieniłem po pewnym czasie na znacznie cięższe i szersze biurko.
Bieżnia jest przyrządem głośnym. Niekoniecznie będzie to przeszkadzać nam – zwłaszcza jeśli założymy słuchawki, ale hałas może uprzykrzyć życie domownikom i sąsiadom.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Niestety, tanie biurka, szczególnie jeśli nie są odpowiednio dociążone, mogą być niestabilne. W przypadku niektórych monitorów może to przekładać się na drżenie obrazu, co utrudnia lub uniemożliwia pracę. Zdecydowanie warto postawić tu na ekrany mocowane za pomocą standardu VESA i takie, które mają względnie szerokie kąty widzenia i są stosunkowo ciężkie.
Kolejna sprawa to kwestia peryferiów. W przypadku niektórych z nich zdecydowanie konieczne jest zaopatrzenie się w przedłużacze. Mowa tu zwłaszcza o kamerkach internetowych i niektórych lampkach biurkowych. Biurowe klawiatury i myszki również mogą mieć zbyt krótkie kable, ale te tzw. gamingowe radzą sobie bardzo dobrze.
No i na sam koniec – takie rozwiązanie może wymagać doktoratu z planistyki i okablowania, bo odpowiednie uporządkowanie całego zaplecza bez kupowania biurka z maskownicami i podobnymi bajerami to nie lada wyzwanie. Choć nie ukrywam, że oceniam to z perspektywy wymagającego użytkownika, który w okolicy biurka ma podłączone ponad 15 kabli o różnym zastosowaniu.
Ostatecznie jednak wydaje mi się, że zalety takiego rozwiązania zdecydowanie przewyższają potencjalne wady.






