biurko, lampka, laptop, krzesło, zasłony w tle
Ten błąd na Home Office ma ogromne konsekwencje. Fot. Max Vakhtbovych / Pexels.com

Praca zdalna wciąż ma się dobrze, a wraz z nią rośnie znaczenie tego, jak wygląda nasze domowe stanowisko pracy. Sam komputer i wygodne krzesło to nie jest wystarczający zestaw. Doskonała ergonomia opiera się o zupełnie inne rozwiązania.

REKLAMA

Z racji tego, że ponad połowa mojego życia zawodowego odbywa się w przestrzeni zdalnego biura, wielokrotnie pojawiało się w mojej głowie pytanie, jak sprawić, by przestrzeń ta była maksymalnie ergonomiczna i przyjazna dla tego trybu pracy. Poza pomysłami pojawiały się także pewne mniej lub bardziej udane eksperymenty.

Głównym założeniem jest to, by nie spędzać licznych godzin w pozycji siedzącej, katując m.in. kręgosłup i mieć możliwość wykonywania prostego ruchu w trakcie pracy. Choć założenie jest bardzo proste, w praktyce pojawiają się pewne ciekawe przeszkody, które znacząco uprzykrzają życie na home office.

Przykład nieudanego eksperymentu w pracy zdalnej – rower z klawiaturą

Jednym z ciekawszych pomysłów było wykorzystanie na stanowisku roboczym roweru stacjonarnego. Działanie takiej aberracji było w swoim założeniu dość proste – zdemontowałem kierownicę, a na śrubach, które ją trzymały, przymocowałem półkę z marketu budowlanego. Do półki przytwierdziłem również podkładkę pod myszkę, która miała sprawić, by położona na niej klawiatura się nie ruszała.

Nietypowa instalacja rowerowa. Fot. Michał Panek / naTemat.pl

Rozwiązanie wyglądało zjawiskowo, ale niestety nie było dostatecznie praktyczne. Po pierwsze – taka konfiguracja sprawia, że pozycja przy pracy nie była zbyt ergonomiczna. Po drugie – praca odbywała się na monitorze, który był nad poziomem deski z klawiaturą, przestrzeń na ekranie poniżej nie była zbyt dobrze zagospodarowana. Dla wyjaśnienia – w moim przypadku stosuję dość nietypową konfigurację dwóch ekranów nad sobą (jako główna przestrzeń robocza) i różnych konfiguracji ekranów pomocniczych. W tej sytuacji dolny główny ekran nie był dostatecznie dobrze widoczny – w praktyce wymagało to nadmiernego schylania głowy, więc w przypadku rowerowych wojaży w miejscu byłem zmuszony do korzystania tylko z jednego głównego ekranu.

Cios w ten fantastyczny pomysł nastąpił jednak z zupełnie nieoczekiwanej strony. Głównym problemem okazało się to, że instalacja jest zbyt niestabilna, a wydajna praca na klawiaturze w trakcie pedałowania jest niemal niemożliwa (kto by się spodziewał!).

Ostatecznie rozwiązanie sprawdziło się w trakcie około 20-minutowych interwałów, przerw, czytania dokumentów, czy rozrywki, gdzie częściej można było się zaprzeć rękoma o deskę, bez konieczności sięgania po myszkę i klawiaturę. Okazało się jednak, że da się to zrobić dużo lepiej.

Konfiguracja podnoszone biurko i bieżnia rozwala system

Od wielu lat w głowie miałem pewne rozwiązanie – podnoszone biurko z krótką i wąską domową bieżnią pod nim, które pozwala na jednoczesne przemieszczanie się i pisanie na komputerze. Nie jest to rozwiązanie tak odkrywcze (jak np. rower z klawiaturą) – coraz częściej pojawia się przy aranżowaniu home office z prawdziwego zdarzenia.

Ostatecznie do wdrożenia takiego "cacka" przekonały mnie comiesięczne promocje na jednym z portali e-commerce. Za biurko dałem 450 złotych, a za bieżnię 650 złotych, czyli łącznie 1100 złotych. Standardowe ceny "sprzed 30 dni" wynosiły odpowiednio 650 i 800 złotych, oszczędność była więc na tyle kusząca, że przesądziła o decyzji zakupowej.

Tu jednak warto zaznaczyć jedną bardzo ważną rzecz – kosztu takiej konfiguracji nie obliczymy, sumując cenę bieżni i biurka. Warto zresztą zainwestować w nieco droższe biurko, ale o tym później. Przy takim zakupie często trzeba doliczyć również koszt dłuższych kabli i przedłużaczy lub dodatkowego mebla, na którym umieszczona zostanie jednostka robocza (położenie jej na podłodze nie jest zbyt optymalne). Szczęśliwi posiadacze laptopów mogą zignorować tę uwagę.

Zalety połączenia bieżnia plus biurko – praca zdalna wre

Takie rozwiązanie ma kilka wyraźnych zalet w stosunku do rowerowej aberracji i standardowego zestawu krzesło biurowe ze standardowym blatem.

  1. Możliwość pracy w przynajmniej trzech pozycjach – stojącej, siedzącej i w marszu.
  2. Swobodne dostosowanie wysokości ekranów do wysokości krzesła.
  3. Dobra, choć nieidealna, stabilność i możliwość zatrzymania pracy bieżni, by wykonać bardziej precyzyjną operację.
  4. Monotonny i niewymagający uwagi ruch.
  5. Inny rodzaj zmęczenia niż w przypadku roweru – głębsze i mocniejsze, prawdopodobnie korzystniejsze z perspektywy prozdrowotnej.

W praktyce taki "trening", o ile odpalenie bieżni z prędkością 2-4 km/h możemy tak nazwać, najlepiej sprawdza się z samego rana, tuż po rozpoczęciu codziennych aktywności przy komputerze. Choć reguł tu nie ma – można to robić dowolnie.

W moim przypadku optymalna sesja na bieżni wynosi około godziny, ale zdarzały mi się sytuacje, że taki ruch trwał nawet do 4 godzin. Jednocześnie jest to znacznie bardziej męczące niż standardowy spacer, nawet biorąc pod uwagę niższą prędkość. Co równie ważne – w przypadku roweru łatwo się było zatrzymać na moment i zapomnieć o czynniku ruchowym w trakcie pracy. Tu takiej opcji nie ma – pas bieżni jest bezwzględny.

Wady rozwiązania biurko i bieżnia w home office

Każdy kij ma dwa końce. Pseudomobilne centrum zarządzania ma pewne wady. Po pierwsze – nie działa idealnie z każdym podnoszonym biurkiem. Pierwotne rozwiązanie (to za 450 złotych) wymieniłem po pewnym czasie na znacznie cięższe i szersze biurko.

Bieżnia jest przyrządem głośnym. Niekoniecznie będzie to przeszkadzać nam – zwłaszcza jeśli założymy słuchawki, ale hałas może uprzykrzyć życie domownikom i sąsiadom.

Dalsza część artykułu poniżej.

Niestety, tanie biurka, szczególnie jeśli nie są odpowiednio dociążone, mogą być niestabilne. W przypadku niektórych monitorów może to przekładać się na drżenie obrazu, co utrudnia lub uniemożliwia pracę. Zdecydowanie warto postawić tu na ekrany mocowane za pomocą standardu VESA i takie, które mają względnie szerokie kąty widzenia i są stosunkowo ciężkie.

Kolejna sprawa to kwestia peryferiów. W przypadku niektórych z nich zdecydowanie konieczne jest zaopatrzenie się w przedłużacze. Mowa tu zwłaszcza o kamerkach internetowych i niektórych lampkach biurkowych. Biurowe klawiatury i myszki również mogą mieć zbyt krótkie kable, ale te tzw. gamingowe radzą sobie bardzo dobrze.

No i na sam koniec – takie rozwiązanie może wymagać doktoratu z planistyki i okablowania, bo odpowiednie uporządkowanie całego zaplecza bez kupowania biurka z maskownicami i podobnymi bajerami to nie lada wyzwanie. Choć nie ukrywam, że oceniam to z perspektywy wymagającego użytkownika, który w okolicy biurka ma podłączone ponad 15 kabli o różnym zastosowaniu.

Ostatecznie jednak wydaje mi się, że zalety takiego rozwiązania zdecydowanie przewyższają potencjalne wady.