
Każdy chciał kiedyś rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Jak poinformował niedawno Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej, niektórzy poszli nawet o krok dalej i swoje plany rzeczywiście zrealizowali. Niestety, dwaj męczyźni, którzy urządzili sobie biwak w Parku Narodowym, nie spodziewali się surowych konsekwencji.
Jak poinformował Bieszczadzki Park Narodowy na swoim profilu w mediach społecznościowych, do nietypowego zdarzenia doszło 25 sierpnia 2026 późnym wieczorem, kiedy to dwaj mężczyźni rozbili namiot i rozpalili ognisko na terenie objętym ochroną. Nie spodziewali się, że wpadną w oko Straży Granicznej z placówki w Ustrzykach Górnych, która patrolowała granicę za pomocą kamer termowizyjnych.
Nielegalne biwakowanie w Bieszczadach ma swoje konsekwencje
Gdy mężczyźni zorientowali się, że zbliża się patrol, od razu rzucili się do ucieczki w głąb lasu. Finał poszukiwań okazał się dość kuriozalny. Mundurowi odnaleźli uciekinierów ukrywających się między koszami na śmieci. Chociaż pracownicy Straży Granicznej przypuszczali na początku, że zdarzenie może mieć związek z nielegalnym przekroczeniem granicy, szybko okazało się, że mężczyźni to mieszkańcy województw mazowieckiego i zachodniopomorskiego.
Turyści tłumaczyli, że chcieli jedynie spędzić czas w atrakcyjnym przyrodniczo rejonie. Za złamanie zakazu biwakowania zostali ukarani mandatami po 500 zł. A przed opuszczeniem terenu musieli jeszcze dokładnie posprzątać swoje obozowisko. Wkrótce wypad w Bieszczady może kosztować więcej także z innego powodu. Ministerstwo chce podnieść opłaty w górach.
Zobacz także
To nie jedyny problem. Turyści w górach są bardzo pomysłowi
Biwakowanie na dziko to niejedyny problem, z jakim zmagają się służby w polskich parkach narodowych. Na łamach naTemat pisaliśmy ostatnio o licznych wykroczeniach, których dopuszczali się turyści na terenach chronionych.
Chociaż regulaminy większości polskich parków narodowych zakazują wprowadzania na teren parku psów, te domowe pupile były ostatnio częstym widokiem na południu kraju. Niewiele osób nie wie, że pies na szlaku to zagrożenie nie tylko dla dzikich zwierząt, które traktują go jak drapieżnika. To również zwiększone ryzyko upadku zarówno jego opiekuna, jak i innych turystów, a także duży stres dla zwierzęcia.
Przyrodnicy i behawioryści regularnie przypominają o obowiązujących zasadach. Przykładowo, na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązuje niemal całkowity zakaz wprowadzania psów. Wyjątkiem pozostają jedynie Droga pod Reglami oraz szlak dnem Doliny Chochołowskiej do schroniska. Służby sięgają po różne formy edukacji – w tym nietypowe apele pisane z perspektywy zagubionego w górach zwierzęcia – by uświadomić właścicielom, że brak psa na szlaku to wyraz odpowiedzialności i troski o jego zdrowie.






