Koszmar na pokładzie Ryanaira
Samolot Ryanaira Fot.Shutterstock

Dwuipółgodzinny lot z Włoch do Hiszpanii zamienił się w sprawdzian wytrzymałości. Pasażerowie rejsu z Bolonii do Malagi z 19 sierpnia spędzili w maszynie niemal połowę doby. Jednak Ryanair nie widzi w tym problemu.

REKLAMA

Nic nie wskazywało na to, ze sprawy na lotnisku w Bolonii potoczą się aż tak źle. Odprawa pasażerów Ryanaira lecących do Hiszpanii rozpoczęła się 19 sierpnia jeszcze po południu, o godzinie 16:45. Pasażerowie zajęli swoje miejsca, oczekując na start, jednak drzwi samolotu zostały zamknięte na dłużej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Mimo że samolot miał wystartować o 17:00, maszyna wzbiła się w powietrze dopiero o 1:07 następnego dnia.

10 godzin siedzenia w samolocie. Trzy osoby miały zemdleć

Jak podaje "La Sicilia", podczas przedłużającego się opóźnienia lotu, zamiast przenieść podróżnych z powrotem do terminala, przewoźnik zdecydował o pozostawieniu ich w kabinie. Podobne decyzje irlandzkiego przewoźnika budziły kontrowersje już wcześniej – tak było choćby wtedy, gdy samolot Ryanair miał niebezpieczne lądowanie w Grecji, a podróżnych mimo uszkodzonego skrzydła nie ewakuowano. Oczekiwanie na start samolotu przeciągnęło się aż do 8 godzin, a z biegiem czasu atmosfera na pokładzie stawała się coraz bardziej napięta.

Z relacji uwięzionych na pokładzie pasażerów wynika, że w samolocie bardzo szybko zaczęło brakować jedzenia, a od załogi mieli otrzymać po jednej szklance wody. Według ich świadectw aż trzy osoby zemdlały, co zmusiło obsługę do wezwania pogotowia na płytę lotniska. Skala frustracji przypomina to, co przeżyli podróżni, wobec których Ryanair zostawił pasażerów bez leków i ubrań podczas lotu na Wyspy Kanaryjskie.

Ryanair odpiera zarzuty. Winna miała być pogoda nad Włochami

Irlandzki przewoźnik przedstawia jednak inne spojrzenie na tę sytuację. Ryanair tłumaczy, że opóźnienie było skutkiem załamania pogody nad Włochami, co sparaliżowało ruch na lotnisku – w tym sezonie z powodu warunków nad Italią Ryanair odwoływał kolejne loty do Polski. Decyzję o przetrzymywaniu ludzi w maszynie argumentuje chęcią rozpoczęcia lotu przy pierwszej możliwej okazji.

Linia odrzuca również zarzuty dotyczące głodzenia pasażerów, twierdząc, że na pokładzie uruchomiono sprzedaż przekąsek i napojów. Przewoźnik nie zgadza się także z doniesieniami o omdleniach. Według Ryanaira medycy udzielili pomocy tylko jednemu pasażerowi, który po zbadaniu kontynuował podróż do Hiszpanii.

Sprawa nagłośniona dzięki artyście

Sprawa zyskała rozgłos we włoskich mediach w dużej mierze dlatego, że na pokładzie znajdował się znany włoski artysta z Rimini, Massimo Cedrini. Opisał on całą sytuację w swoich mediach społecznościowych. Bez takiego głosu historia zapewne przepadłaby wśród setek podobnych – jak choćby 16 godzin opóźnienia Ryanaira w Krakowie, o którym zrobiło się głośno dopiero po interwencji pasażerów.

Dlaczego Ryanair nie postanowił zawrócić pasażerów na lotnisko? Przewoźnik najprawdopodobniej zdecydował się na czekanie, ponieważ opuszczenie tzw. slotu startowego oznaczałoby dla niego ogromne koszty.

Aby wykorzystać nagłą poprawę pogody i zgodę na start, samolot musi być gotowy do lotu (z zamkniętymi drzwiami i pasażerami na miejscach). Powrót pod terminal, wypuszczenie ludzi i ponowny boarding spowodowałyby utratę miejsca w kolejce. Dla przewoźnika oznaczałoby to nie tylko opóźnienie lub nawet odwołanie lotu, ale też duże koszty, takie jak zapewnienie noclegów dla kilkuset pasażerów i modyfikacja siatki połączeń tego samolotu na kolejny dzień.

Właśnie takie sytuacje ma ukrócić szykowana w Brukseli reforma. Nadchodzą zupełnie nowe prawa pasażerów linii lotniczych, wobec których Ryanair nie kryje oburzenia.