Kapitan postawił na swoim
Samolot easyJet Fot.Shutterstock

To miał być zwykły powrót z greckich wczasów do Neapolu. Okazało się jednak, że urlopowe pamiątki i walizki ważą więcej, niż pozwalają na to przepisy lotnicze. Samolot linii easyJet nie mógł bezpiecznie wzbić się w powietrze, dopóki z jego luków nie zniknęła część bagaży. Kiedy obsłudze nie udało się znaleźć ochotników do pozbycia się swoich walizek, pilot musiał stanowczo postawić na swoim.

REKLAMA

Wyspa Skiathos jest uwielbiana przez turystów, ale przez pilotów uważana za jedno z najbardziej wymagających lotnisk w Europie. Tamtejsza infrastruktura nie wybacza błędów: pas startowy jest wyjątkowo krótki. Gdy 24 sierpnia do trudnych warunków dołączył niesprzyjający wiatr, piloci doszli do wniosku, że maszyna jest zbyt ciężka na bezpieczny rozbieg.

Próba znalezienia ochotników, którzy zgodziliby się zrezygnować z lotu i poczekać na kolejny rejs, okazała się niezbyt udana. Nikt nie chciał zmieniać planów powrotnych. W tym momencie do akcji wkroczył pilot.

"Jestem kapitanem i ja decyduję. Dla bezpieczeństwa wszystkich musimy wyładować bagaże!"

Limit masy samolotu to nie sztywna cyfra, lecz wartość ustalana tuż przed wylotem. Pilot musi uwzględnić temperaturę otoczenia (gorące powietrze jest rzadsze i zmniejsza siłę nośną), siłę wiatru, długość pasa i ilość paliwa potrzebną do wykonania trasy. A na lotnisku tak wymagającym jak Skiathos, parametry te są niemal zawsze wyśrubowane do granic możliwości.

Jak podaje "La Repubblica", zabranie głosu przez pilota zamknęło dyskusję. Wyjaśnił on pasażerom, że wyładowanie części bagażu jest konieczne dla zachowania bezpieczeństwa lotu. Obsługa lotniska przystąpiła do wyciągania walizek z samolotu. O dziwo, po fali oburzenia na pokładzie wybuchły brawa. Bagaże wysłano w ślad za pasażerami następnym transportem.

To nie pierwszy raz, gdy na pokładzie samolotu puszczają nerwy

Sytuacja z bagażem w Grecji to dosyć łagodny epizod na tle innych, znacznie bardziej nerwowych incydentów, o których donosiliśmy w ostatnich miesiącach. Jakiś czas temu na pokładzie Ryanaira wybuchła ogromna awantura, kiedy okazało się, że z braku wolnych miejsc żona jednego z pasażerów nie została wpuszczona do maszyny. Awantura przełożyła się na dotkliwą karę finansową. Służby ukarały mężczyznę mandatem w wysokości 3 tys. euro, czyli ok. 13 tys. zł.

Z kolei podczas jednej z lipcowych tras z Bułgarii do Krakowa nastąpiła próba szturmu na kabinę pilotów. Agresywny Polak spróbował siłą zdemolować drzwi i wedrzeć się do kokpitu. Ostatecznie został obezwładniony. Po wylądowaniu w Krakowie pasażer nadal stawiał opór i stwarzał zagrożenie dla ludzi wokół siebie, dlatego strażnicy musieli zastosować wobec niego kajdanki. Badanie alkomatem potwierdziło, że pasażer był pijany.