Władimir Putin
Rośnie liczba ochroniarzy Putina. Kreml boi się zamachu? Foto: photoibo/Shutterstock

Władimir Putin wyraźnie czegoś się obawia. Liczba pracowników Federalnej Służby Ochrony ma zostać zwiększona i to już po raz czwarty od momentu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą. Wszystko dzieje się w czasie, gdy pojawiają się pogłoski sugerujące, że może dojść do zamachu na życie "cara".

REKLAMA

Kreml pracuje nad wzmocnieniem systemu ochrony. Liczba pracowników Federalnej Służby Ochrony zostanie zwiększona. Wszystko w odpowiedzi na pogłoski o rzekomych planach przeprowadzenia bezpośredniego ataku na Putina.

Putin chce mieć więcej ochroniarzy

Władze Kremla przez ostatnie miesiące miały wyraźnie zwiększać środki bezpieczeństwa. Chodzi w szczególności o otoczenie Władimira Putina. Jego najbliższym współpracownikom zakazano korzystania z komunikacji miejskiej i urządzeń telekomunikacyjnych, gdy znajduje się on w pobliżu. Ma to zapewne utrudnić ustalenie przez potencjalnego zamachowca miejsca pobytu rosyjskiego prezydenta. Oprócz tego w domach kluczowych urzędników zainstalowano kamery.

"Car" podpisał też dekret o zwiększeniu personelu centralnego biura Federalnej Służby Ochrony, co potwierdziło "The Moscow Times". Chodzi o podniesienie liczby personelu z 785 do 812 pracowników. Warto dodać, że to już czwarta taka decyzja od przeprowadzenia pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. W styczniu 2025 r. zwiększono liczbę agentów tajnych służb do 785 osób, rok wcześniej do 775, a pod sam koniec 2022 r. do 760 (z 725).

Federalna Służba Ochrony Federacji Rosyjskiej to odpowiedniczka polskiej Służby Ochrony Państwa (dawniej Biuro Ochrony Rządu). Jej pracownicy zajmują się zapewnianiem bezpieczeństwa najważniejszym politykom w kraju: prezydentowi, premierowi, przewodniczącym parlamentu, przewodniczącym sądów wyższej instancji i prokuratorowi generalnemu. W jej ramach utworzono specjalną sekcję, która odpowiada tylko za ochronę Putina.

Nie tylko skok liczby ochroniarzy

Na tym zmiany w służbach się nie kończą. "Financial Times" podało w maju, że na Kremlu zaostrzono także protokoły bezpieczeństwa związane z bezpośrednią ochroną Putina. Ten ponoć – jak podają źródła mediów – sporo czasu spędza w podziemnych bunkrach i to stamtąd zarządza krajem. Wszystko w obawie przed zamachem na jego życie. Dodajmy też, że Putin to nie jedyny posiadacz superbunkra, a na świecie ma je jeszcze kilku przywódców. Swego czasu spekulowano też, że bunkier Putina to tak naprawdę podziemne miasto, w którym rosyjski dyktator miał się ukrywać z rodziną.

Z jednej strony pokazuje to narastającą paranoję samego Putina, ale z drugiej wpisuje się w historię jego kraju, w której trup ściele się niemal tak gęsto jak w prozie George'a R. R. Martina. Rosja ma długie i makabryczne tradycje dotyczące wymian swoich elit rządzących. Na Kremlu dochodziło już do zamachów stanu, a wręcz carobójstwa. Szczególnie w sytuacjach, gdy dany przywódca zaczął zawodzić i prowadzić politykę uderzającą w interesy bojarów (dziś: oligarchów).

W przypadku Putina sprawa dodatkowo się komplikuje, gdyż Ukraina może liczyć, że jego obalenie (czyt. zabicie) mogłoby dać Kremlowi impuls do wymiany elit władzy i prowadzenia negocjacji pokojowych. To także wpisuje się w historię Rosji.

Czy poznajesz tych polityków i polityczki? Sprawdź swoją wiedzę w naszym quizie!

logo
Quiz

1 / 30 Na początek coś prostego: Kim jest ten polityk?

Fot. JACEK DOMINSKI / REPORTER

Sama sytuacja finansowa Federacji Rosyjskiej staje się z kolei coraz trudniejsza. Jak pisaliśmy w naTemat, Rosja wpadła w pułapkę bez wyjścia – to cios w samo serce gospodarki Putina: ukraińskie drony celowo uderzają w rafinerie i terminale eksportowe. Jak także wskazywaliśmy w naTemat, Putin dostał ostrzeżenie od swoich ministrów – Kreml nie może ukryć tego problemu, bo sprzeciw wobec wykolejającej się maszyny wojennej zgłaszają dziś sami przedstawiciele władz.

Coraz głośniej mówią o tym też najbliżsi sojusznicy rosyjskiego dyktatora. Jak pisaliśmy w naTemat, najważniejszy sojusznik Putina ma dość – maszyna wojenna drży w posadach, gdyż Herman Gref, prezes Sbierbanku, ponawia apele do banku centralnego, z kolei Pekin naciska na wznowienie negocjacji z Ukrainą.