Przejazd koleją w Austrii jest wygodniejszy niż w Polsce
Przejazd pociągiem w Austrii to inny poziom komfortu. PKP Intercity powinno zgłosić się do nich na szkolenie Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Pociągami podróżuję regularnie, przynajmniej 2-4 razy w miesiącu. I im dłużej nimi jeżdżę, tym bardziej mam dość. Ceny rosną, punktualność już dawno spakowała walizki i się wyniosła, a co dostaję w zamian? Zmodernizowane pociągi, które się psują? Wspomnienie, że PKP Intercity ma lepszą punktualność niż Niemcy? To dla mnie marne pocieszenie. Tym bardziej po tym, gdy zobaczyłam, jak działają koleje w Austrii.

REKLAMA

Podróże pociągami w Polsce szybko zyskują na popularności. Wystarczy spojrzeć na najpopularniejsze trasy, czyli Warszawa-Poznań albo Warszawa-Gdańsk, żeby nie mieć wątpliwości, że poziom zainteresowania już dawno pokonał możliwości PKP Intercity. Tłok i jazda na stojąco są tym bardziej irytujące, że ceny biletów stale rosną, a równocześnie punktualność szoruje po dnie.

Najnowsze dane pokazują, że od marca do czerwca jedynie 68,2 proc. pociągów przyjeżdżało na czas. Prawie 1/3 miała zatem opóźnienie. A do tego automat z przekąskami zamiast WARS-u, brak wystarczającej liczby wagonów z miejscem dla rowerów i moje ulubione "udogodnienie" – przymusowy odwyk od internetu. Bo o darmowym Wi-Fi nawet nie marzę. Zasięg w telefonie to chyba też próżne nadzieje. I kiedy zaczynałam się godzić z tą rzeczywistością, wsiadłam do pociągu ÖBB w Austrii i zobaczyłam, że moje marzenia nie są jednak wygórowane.

Pociąg się spóźnił? Żaden problem. Za chwilę wsiądziesz do następnego

Końcówkę sierpnia spędzałam na alpejskich trekkingach w Schladming w regionie Styrii w centralnej części Austrii. Żeby się tam dostać, poleciałam do Wiednia, a następnie wsiadłam do pociągu, a w zasadzie dwóch, bo w połowie drogi czekała mnie przesiadka. W sumie było to ok. 4 godzin przejazdu koleją w jedną stronę.

Niestety zmora PKP dopadła mnie i tam. Pociąg z Wiednia spóźnił się o 12 minut, czyli dokładnie tyle, ile miałam na przesiadkę. Drugi pociąg na mnie nie zaczekał mimo mojej interwencji u konduktora. Ten bowiem był przekonany, że zdążymy dojechać na czas, a mój drugi pociąg miał czekać po drugiej stronie peronu. Niestety zabrakło nam dosłownie dwóch minut.

Kolejka do wyjścia w pociągu
Komfort przejazdu inny, ale kolejka do wyjścia przed zatrzymaniem pociągu taka sama jak w Polsce Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

W Polsce w takiej sytuacji zaczyna się kombinowanie. Trzeba iść do konduktora lub kasy biletowej, aby uzyskać poświadczenie o opóźnieniu. Następnie trzeba znaleźć następny pociąg tego samego przewoźnika i pilnować dokumentów, żeby podczas kontroli biletów pokazać, że macie prawo jechać tym połączeniem na "starym" bilecie.

W Austrii było o wiele łatwiej. Kiedy podeszłam do konduktora z pytaniem, co dalej (pierwszy raz jechałam pociągami w Austrii), od razu poinformował mnie, że na peronie 1 stoi pociąg do Bischofshofen, który przejeżdża przez Schladming. Dodał też, że odjeżdża on za 12 minut i że nie muszę kupować żadnego innego biletu ani zdobywać niczyich podpisów i poświadczeń. I tak było.

A gdyby tego było wam mało, jest szansa, że austriacka kolej zapłaci wam za przejazd innym środkiem transportu. "Jeśli w ciągu 100 minut od planowego odjazdu pociągu nie otrzymają Państwo informacji o możliwościach dalszej podróży, mogą Państwo kontynuować podróż innym środkiem transportu publicznego (pociągiem lub autobusem). Zwrócimy Państwu wszelkie niezbędne i uzasadnione poniesione w związku z tym koszty" – informują na swojej stronie. W Polsce też jest to możliwe, ale tylko jeśli opóźnienie pociągu wyniosło 100 minut, a przewoźnik nie zaoferuje żadnego alternatywnego połączenia ani pomocy w ciągu 100 minut od planowanego odjazdu. A później trzeba jeszcze walczyć o swoje pieniądze na drodze formalnej.

Darmowe Wi-Fi i zasięg, a na koniec toaleta z górską fototapetą

Wygodna zmiana pociągu w przypadku opóźnienia (a to jest rzadkie, bo punktualność ÖBB w lipcu 2026 roku wynosiła 93,1 proc.) to jednak tylko jedna kwestia. Drugą ogromną zmianą na plus jest dostęp do internetu. W pociągach dalekobieżnych i regionalnych dostępne jest darmowe Wi-Fi, które dobrze działa nawet w górskich i zalesionych regionach. Przetestowałam to podczas pracy redakcyjnej.

Przekąski w pociągu w Austrii
Jeden z pociągów, którymi jechałam nie miał wagonu restauracyjnego. W jego miejsce powstała strefa z przekąskami, która była dobrze oznaczona. Nikt nie ciągnął termosu z kawą przez cały skład Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

W drodze powrotnej w drugim pociągu pojawił się jednak problem i z jakiegoś powodu nie mogłam zalogować się do bezpłatnego internetu. Wtedy jednak pojawiła się alternatywa. Na całej trasie (poza przejazdami przez tunele trwającymi nawet 2-3 minuty) miałam zasięg i dostęp do internetu w telefonie. Szybko zrobiłam więc hotspota i mogłam działać dalej. I właśnie to jest jedna z największych (obok punktualności) przewag ÖBB nad naszym PKP Intercity.

Znajdą się pewnie też tacy, którzy powiedzą, że nasze pociągi są ładne i nowe. Ja powiem, że austriackie też. Mało tego, w ich toaletach można poczuć się jak w górach. Zamiast szarego WC mamy bowiem ogromną fototapetę z górskimi szczytami na wszystkich ścianach. Jednak podobnie jak w naszym PKP, tam również pod koniec podróży nie było papieru toaletowego.

A co z cenami? Z Wiednia do Schladming jest ok. 290 kilometrów. Bilet na ostatnią chwilę (dzień wcześniej) kosztuje w przeliczeniu na złotówki od ok. 180 zł. Ale system rabatów jest bardzo prosty. Jeżeli zarezerwuję przejazd miesiąc wcześniej, za bilet zapłacę ok. 86 zł. W Polsce w momencie pisania tego artykułu trwa promocja obejmująca 35 proc. rabatu na bilety jednorazowe. Ale takie akcje to rzadkość. W praktyce o tańsze bilety, zwłaszcza na popularnych trasach, jest bardzo trudno. Sama najczęściej jeżdżę 120 km na wschód od Warszawy i po raz ostatni promocyjny bilet kupiłam na tej trasie w kwietniu. Później (mimo sprawdzania z różnym wyprzedzeniem) obniżek już nie doświadczyłam, a przejazd w dwie strony kosztuje mnie 90 zł.

Widoczki w pociągu w Austrii nawet w toalecie
Widoczki w pociągu w Austrii to dodatek do podróży. Góry są za oknem, a nawet w toalecie Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

PKP Intercity ma z kogo brać przykład. Oby poszli tym tropem

Ostatecznie więc komfort podróży z kolejami austriackimi jest wyższy od tego, co oferuje nasze PKP Intercity. Już sam dostęp do internetu lub po prostu zasięgu w telefonie sprawia, że z mojej perspektywy przejazd jest o wiele przyjemniejszy. O widokach za oknem nie będę wspominać, bo na to akurat nasza kolej nic nie poradzi.

Bardzo bym chciała, żeby zamiast cieszyć się z faktu bycia bardziej punktualnym niż Deutsche Bahn, PKP Intercity wzięło się za poprawę punktualności i dostarczanie tak podstawowych udogodnień, jak internet albo przynajmniej zasięg we wszystkich pociągach oraz przejrzysty system promocji. Konkurencja kusi już ofertami w stylu 8 zł za bilet z Warszawy do Krakowa. Inaczej prędzej lub później ich wyniki zaczną spadać, bo podróżni nie będą przepłacać za obecny standard w nieskończoność.