Polak zaatakowany w Alpach
Niebezpieczne zajście w Alpach Fot.Mateusz Moch/X

W sierpniu 2026 roku podczas wejścia na Großglockner w Austrii doszło do zatrważających scen. Austriacki przewodnik bez ogródek napadł na polskiego wspinacza, który kilka chwil wcześniej zwrócił mu uwagę. Nagranie z tego zajścia szybko obiegło media społecznościowe, a przewodnika czekają surowe konsekwencje.

REKLAMA

Do niebezpiecznych scen doszło 22 sierpnia 2026 roku podczas wejścia na szczyt Großglockner. Na wąskiej grani austriacki przewodnik próbował bez ostrzeżenia wyprzedzić polskiego wspinacza i jego żonę, stwarzając bezpośrednie zagrożenie dla ich życia i zdrowia. Mrożące krew w żyłach nagranie szybko obiegło sieć, a Austriak nie pozostanie bezkarny.

Przewodnik zaatakował Polaka. Wszystko zostało nagrane

Choć w zachowanie austriackiego przewodnika trudno jest uwierzyć, całe zajście zostało uwiecznione przez kamerę polskiego wspinacza. Wszystko zaczęło się od próby wyprzedzenia polskiej pary, czego przewodnik próbował dokonać mimo zwrócenia mu uwagi.

Sytuacja szybko eskalowała; doszło do utarczki słownej i szarpaniny. Nagranie z zajścia zostało opublikowane w mediach społecznościowych i natychmiast wywołało reakcje internautów – podobnie jak wtedy, gdy opisywaliśmy, że zachowanie młodzieży na górskim szlaku poraża i jest to dowód, że zawiedliśmy. Chociaż sytuacja wygląda skrajnie niebezpiecznie, ostatecznie nikt z jej uczestników nie doznał obrażeń.

Agresywny przewodnik zostanie ukarany

Atak i szarpanina nie uszły przewodnikowi płazem, a na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Stowarzyszenie Przewodników Górskich z Kals, które pośredniczyło w zleceniu wyprawy, zdystansowało się od zachowania mężczyzny. Przewodnik stracił służbową kurtkę, a stowarzyszenie zapowiedziało brak dalszych zleceń na Großglockner.

Dodatkowo styriańskie Stowarzyszenie Przewodników Górskich wykluczyło Austriaka ze swoich szeregów, a komisja dyscyplinarna skłoniła go do oddania licencji przewodnika. Sprawą niebezpiecznego zajścia zajmuje się policja w Tyrolu Wschodnim. Sprawa jest badana pod kątem sprowadzenia bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa fizycznego i życia uczestników wyprawy w trudnych warunkach wysokogórskich (na grani panowała m.in. ograniczająca widoczność mgła).

Warunki w Alpach stają się coraz trudniejsze

Przypomnijmy, że nawet bez agresywnego zachowania innych wspinaczy wyprawa w Alpy jest pełna niebezpieczeństw. Jak pisaliśmy na łamach naTemat, Alpy się rozpadają, bo przez pogodę znika "klej gór", który trzymał je w całości — w ostatnim czasie sytuacja na najwyższym pasmie górskim Europy znacząco się pogarsza.

Topnienie wieloletniej zmarzliny, określanej też mianem "kleju gór", prowadzi do groźnych obrywów skalnych i spływów błotno-skalnych po deszczu. Niewielkie opady śniegu zimą, łagodna wiosna i wczesne fale upałów prowadzą do zapadania się mostów śnieżnych nad szczelinami. Wszystkie te zjawiska zmieniają warunki panujące na szlakach.

Zachowanie bezpieczeństwa na wymagających trasach wymaga stałego śledzenia komunikatów. Jak radzą eksperci, opieranie się na nieaktualnych opisach tras daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Przebieg szlaków i stan lodowców może zmieniać się z dnia na dzień, dlatego przed wyjściem należy sprawdzić najnowsze komunikaty. Eksperci zwracają też uwagę na to, że wiele osób wyrusza w drogę za późno, na przykład po południu zamiast wczesnym rankiem, co samo w sobie jest ryzykowną praktyką. Rosnący ruch turystyczny sprawia zresztą, że szykuje się koniec samowolki turystów na najsłynniejszym szlaku Europy, bo władze chcą zmian.