
To, co jeszcze kilka dni temu brzmiało jak polityczny poker w wykonaniu Romana Giertycha i Dariusza Jońskiego, stało się oficjalnym faktem procesowym. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek potwierdził, że nagrania z udziałem kluczowych postaci afery Zondacrypto są już w posiadaniu prokuratury. Polską scenę polityczną czeka potężne trzęsienie ziemi.
"Lubicie nagrania?" – pytał niedawno na portalu X Roman Giertych, pełnomocnik szefa upadłej giełdy kryptowalut. Dziś te słowa nabierają zupełnie nowego znaczenia. Prokurator Generalny oficjalnie przyznaje, że śledczy zabezpieczyli taśmy. Wyjaśniamy, kogo najbardziej może zaboleć ich ewentualne ujawnienie.
Taśmy ws. Zondacrypto naprawdę istnieją. Żurek zdradził, kto je teraz ma
Spekulacje, puszczanie oka w mediach społecznościowych i wieloznaczne zapowiedzi polityków zastąpiła właśnie oficjalna, procesowa rzeczywistość. To, co przez ostatnie tygodnie uchodziło za element wojny psychologicznej, okazało się realnym materiałem dowodowym.
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek potwierdził w porannym programie "Graffiti" na antenie Polsat News, że prokuratura jest w posiadaniu nagrań związanych z aferą Zondacrypto.
– Mamy taśmy w prokuraturze – oświadczył krótko Waldemar Żurek. Pytany o to, czy na nagraniach utrwalono wizerunki i głosy polityków, biznesmenów lub znanych dziennikarzy, odparł powściągliwie: – Kogo one dotyczą? Nie mogę o tym powiedzieć. Proszę zwolnić mnie z tej odpowiedzi.
Od wpisu Giertycha do prokuratorskiego sejfu. Kulisy nagrań Krala
Wokół istnienia taśm Przemysława Krala – szefa upadłej giełdy kryptowalut – wrzało od dawna. Atmosferę podgrzewał poseł KO Dariusz Joński, mówiąc wprost, że ujawnienie nagrań z udziałem polityków "może rozbić całą prawicę w Polsce".
Oleju do ognia dolał również mecenas Roman Giertych, oficjalny obrońca Krala, który pytał na portalu X: "Postawię wam pisowcy takie ogólne pytanie: lubicie nagrania?". Jeszcze kilka dni temu całą sprawę podsumowywało pytanie: nagrania Krala istnieją? Żurek milczał, Giertych podpalił spekulacje. Dziś już wiemy więcej.
Dlaczego szef Zondacrypto poszedł na współpracę z prokuraturą
Nie był to pusty strzał. Przemysław Kral, któremu postawiono zarzuty udziału w oszustwie wielkich rozmiarów, poszedł na szeroką współpracę ze śledczymi. Pisaliśmy o tym już wcześniej: Przełom w aferze zondacrypto? Kwiatkowski: Kral się boi, dlatego poszedł na współpracę.
W zamian za status kluczowego świadka i złagodzenie kary przekazał prokuraturze materiały, które zdejmują kurtynę z kulis finansowania prawicowego obozu. Listę nazwisk, które mogą się w tych aktach pojawić, opisywano zresztą od tygodni – Zondacrypto: oni mogą się bać.
Zobacz także
Zatrzasnąć pułapkę. Zatrzymanie prezesa PKOl to dopiero początek?
Przełom w śledztwie widać było już pod koniec sierpnia, kiedy doszło do spektakularnego zatrzymania prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza. Jeszcze tego samego dnia Piesiewicz usłyszał zarzuty. Choć śledczy z uwagi na dobro postępowania unikali podawania szczegółowych zarzutów, czwartkowa deklaracja Żurka o posiadaniu taśm układa te klocki w spójną całość.
Śledztwo Prokuratury Krajowej nabiera tempa
Prokuratura Krajowa otwarcie przyznaje, że postępowanie ma charakter dynamiczny, a nowe dowody – w tym zabezpieczone nagrania audio i wideo – są na bieżąco weryfikowane. Najlepiej pokazuje to ostatni ruch śledczych: 3 kolejne osoby zatrzymane ws. Zondacrypto, w tym znany inwestor.
Dla wielu postaci z pierwszych stron gazet komunikat Prokuratora Generalnego oznacza bezsenne noce. Nagrania trafiły w ręce ludzi Waldemara Żurka, a fakt, że szef resortu sprawiedliwości nie chce ujawnić, kto na nich występuje, może świadczyć o tym, że prokuratura chce domknąć wszystkie wątki śledztwa, zanim odpali tę bombę.






