Monika Piątkowska
W debacie przed przedterminowymi wyborami prezydenta Krakowa Monika Piątkowska często wracała do jednego tematu Fot. Flickr / Kancelaria Premiera

Sześcioro kandydatów, 80 minut, quiz o mieście, ring i czerwone kartki. W debacie przed przedterminowymi wyborami prezydenta Krakowa Monika Piątkowska często wracała do jednego tematu: co się w mieście wydarzy po 27 września. A konkurenci konsekwentnie próbowali sprowadzić dyskusję na jej życiorys i polityczne zaplecze.

REKLAMA

Debata "Bitwa o Kraków", zorganizowana przez "Super Express" 2 września, była pierwszym tak dużym starciem kandydatów przed wyborami, których jeszcze pół roku temu nikt się nie spodziewał. Aleksander Miszalski, który objął urząd w 2024 roku, został odwołany przez mieszkańców w referendum 24 maja. Rada Miasta się utrzymała, a prezydenta Krakowianie wybiorą 27 września. Jeśli będzie potrzebna dogrywka, II tura odbędzie się 11 października.

Na scenie stanęli Łukasz Gibała, Monika Piątkowska, Daria Gosek-Popiołek, Michał Drewnicki, Aleksandra Owca i Bartosz Bocheńczak. W niedawnym sondażu Opinia24 zapytano mieszkańców stolicy Małopolski, na kogo zamierzają oddać głos. Pierwsze miejsce zajął Gibała z wynikiem 25,2 proc., Piątkowska była druga z 15,3 proc. poparciem. Około jedna czwarta wyborców wciąż nie wie, na kogo zagłosuje – i to do nich w praktyce mówili wszyscy uczestnicy debaty.

"Piątka Piątkowskiej" i metro w Krakowie za 13 mld zł

Kandydatka popierana przez Koalicję Obywatelską i Polskie Stronnictwio Ludowe, startująca z komitetu Ponad Podziałami (w trakcie debaty, odpowiadając na pytanie Bocheńczaka o błędy Miszalskiego, Piątkowska odpowiedziała, że jest niezależna, a jej "pracodawcami będą mieszkańcy Krakowa"), całą swoją narrację oparła na jednym schemacie: kilka wielkich projektów i, równolegle, drobne rzeczy widoczne na osiedlach.

Mam dużą Piątkę Piątkowskiej, czyli duże przedsięwzięcia, duże inwestycje realizowane w perspektywie pięciu lat oraz w każdej dzielnicy mniejsze propozycje do realizacji – mówiła. I rzeczywiście wokół tego budowała swoje odpowiedzi. Z jednej strony – wielkie inwestycje zmieniające Kraków. Z drugiej – rzeczy, które mieszkaniec ma zobaczyć na własnej ulicy. Na liście tych dużych znalazły się metro, trasa Pychowicka i Zwierzyniecka, przyspieszone remonty dróg, tereny pod inwestycje i miejsca pracy oraz przebudowa sposobu działania ratusza.

Pytana, czy metro w Krakowie to realny plan, czy tylko obietnica wyborcza, Monika Piątkowska nie uciekła w ogólniki o kosztach. Oszacowała inwestycję na około 13 mld zł i od razu zastrzegła, że miasto samo tego nie udźwignie. – Miasto Kraków jest miastem zadłużonym – przyznała otwarcie, wskazując, że ambitne inwestycje trzeba rozłożyć w czasie i finansować przede wszystkim ze środków unijnych i rządowych.

Deklarowała, że z nowej perspektywy finansowej na lata 2028–2034 Kraków mógłby pozyskać około 8 mld zł, a resztę domknąć budżetem miasta oraz pieniędzmi z BGK i PFR. – Mam na to gotowy pomysł. Gotowy montaż – przekonywała. Koszt tras Pychowickiej i Zwierzynieckiej, które jej zdaniem powinny powstawać razem, wyliczyła na 3–4 mld zł.

"Efekty pracy muszą być i zapewniam, że będą"

Monika Piątkowska mówiła też, że chce twardych zasad wobec deweloperów i precyzyjnego określania, co mają wybudować w zamian za zgodę na kolejne osiedla. Zastrzegła jednak, że nie uważa deweloperów za "zło wcielone". To jedna z wyraźniejszych linii podziału w tej kampanii: część kandydatów mówi o presji na deweloperów, Piątkowska – o negocjacjach z biznesem.

Kandydatka Ponad Podziałami zapowiedziała też audyt dróg zniszczonych przy realizacji dużych inwestycji, a potem stwierdziła: "To mają być krótkie, szybkie inwestycje. Praca na trzech zmianach, natychmiastowa wymiana nawierzchni". To jeden z tych postulatów, które łatwo przełożyć na codzienne doświadczenie Krakowian: skoro ulica musi zostać rozkopana, miasto powinno zrobić wszystko, żeby była rozkopana jak najkrócej.

To był też moment, w którym konkurent znalazł lukę w jej odpowiedzi. Michał Drewnicki poprosił o nazwę konkretnej ulicy wymagającej naprawy. Piątkowska jej nie podała, mówiąc o potrzebie wcześniejszego audytu.

Osobne starcie dotyczyło ludzi w urzędzie. Owca pytała, czy przyszła prezydentka zwolni partyjnych działaczy zatrudnionych w miejskich spółkach i postawiła przed rywalką symboliczny stołek. Piątkowska zapowiedziała przegląd kadr i zadeklarowała, że osoby, które pobierają publiczne pieniądze bez pracy, niezależnie od barw partyjnych, nie znajdą miejsca w jej zespole. – Oczekuję rzetelności, profesjonalności i pracowitości – mówiła, dodając: – Efekty pracy muszą być i zapewniam, że będą.

Rewolucji jednak nie obiecywała. – W Krakowie kamienic się nie burzy. W Krakowie kamienice się remontuje – stwierdziła. Doświadczonych urzędników chce zatrzymać, od reszty oczekiwać wyników. To zresztą dobrze streszcza ton, który próbuje nadać całej swojej kandydaturze: bliżej menedżerki niż burzycielki.

Spór o to, kto jest "z Krakowa". Piątkowska odwróciła pytanie Bocheńczaka

Najostrzejszy personalny moment debaty przyszedł, gdy Bocheńczak zakwestionował związki Piątkowskiej z miastem, wypominając jej, że nie urodziła się w stolicy Małopolski i sugerując, by udowodniła, że faktycznie tu mieszka.

Kandydatka odpowiedziała, że przyjechała do Krakowa na studia – skończyła prawo i administrację na UJ, tu poznała męża, urodziła dziecko, ma mieszkanie, meldunek i płaci podatki. Ale zamiast poprzestać na własnym życiorysie, przeniosła spór na poziom miasta. – Kraków to jest piękne miasto, które serdecznie wita nie tylko osoby urodzone w Krakowie, ale również te, które przyjechały do tego miasta i wybrały sobie Kraków na swoje miejsce do życia – powiedziała.

Wątek podchwyciła Gosek-Popiołek, która użyła czerwonej kartki wobec Bocheńczaka, sprzeciwiając się dzieleniu mieszkańców według miejsca urodzenia. – Kraków jest wielkim miastem, zmieścimy się w nim wszyscy – skontrowała.

Co ciekawe i zarazem bardzo wymowne, w ostatnich 90 sekundach Monika Piątkowska nie wróciła do personalnych sporów. Sięgnęła za to po herb Krakowa i symbol otwartej bramy. – Takie właśnie jest nasze miasto, które potrafi chronić i dbać o swoich mieszkańców, ale ma bardzo szeroko otwartą bramę – mówiła. I dodała: – Zaprasza wszystkich, tych, którzy się urodzili w Krakowie, tych, którzy przyjechali albo chcą przyjechać do naszego miasta, żeby studiować, uczyć się, pracować, tutaj zakładać swoje rodziny, tutaj się zestarzeć.

Od metra i dróg, przez miejsca pracy i ratusz, Piątkowska doszła do odpowiedzi na bardziej podstawowe pytanie: jakim miastem ma być Kraków? Jej odpowiedź: silnym, rozwijającym się, bezpiecznym, ale otwartym.

5 rzeczy, które w debacie zadziałały na korzyść Piątkowskiej

Po pierwsze, przyszła na debatę nie tylko z listą obietnic. Z wypowiedzi kandydatki dało się złożyć opowieść o Krakowie za pięć lat: duże inwestycje, sprawniejsze miasto, miejsca pracy i otwartość.

Po drugie, miała konkrety: metro, "Piątka Piątkowskiej", remonty na trzy zmiany, twarde warunki dla deweloperów i magistrat rozliczany z efektów. W trakcie starcia z rywalami potrafiła też przejmować tematy – najlepszy przykład to pytanie o jej związki z Krakowem. Z odpowiedzi o sobie przeszła do opowieści o mieście otwartym dla ludzi, a potem tym samym motywem zakończyła debatę.

Piątkowska nie udawała też, że Kraków ma nieograniczony budżet. Mówiła wprost o zadłużeniu i konieczności pozyskiwania pieniędzy państwowych i europejskich. Wreszcie pokazała styl swojej prezydentury: nie rewolucja, tylko zarządzanie, nie wojna z biznesem, a negocjacje oraz nie wielkie inwestycje kosztem dzielnic, lecz jedno i drugie.

Przy pięciorgu konkurentów Piątkowska nie pozwoliła, żeby jej występ sprowadził się do odpowiadania na kolejne pytania o politykę i własny życiorys. Wracała do przyszłości Krakowa: metra, dużych inwestycji, szybszych remontów, silniejszej pozycji miasta wobec deweloperów, miejsc pracy i sprawniejszego magistratu.

A gdy padło pytanie, czy sama jest wystarczająco "krakowska", wykorzystała je do zbudowania finałowej opowieści o Krakowie z szeroko otwartą bramą. To właśnie może być najważniejszy obraz tej debaty.