Krzysztof Bosak
Krzysztof Bosak krytykuje system wyborczy w Polsce. Foto: FotoDax/Shuttersrock

Konfederacja nie będzie miała swojego kandydata w wyborach w Krakowie. Powód? Jej reprezentant nie zdołał uzbierać dostatecznie dużej liczby podpisów poparcia. Wszystko skomentował Krzysztof Bosak. Jego zdaniem zrobiono "świństwo wobec obywateli".

REKLAMA

Krzysztof Bosak skomentował porażkę Bartosza Bocheńczaka, który miał reprezentować Konfederację w wyborach prezydenckich w Krakowie. Jego zdaniem skrzywdzono przede wszystkim wyborców.

Konfederacja bez kandydata w Krakowie

Na początku tego tygodnia dowiedzieliśmy się, że Bocheńczak, który miał być kandydatem Konfederacji w elekcji prezydenckiej w stolicy Małopolski, poniósł porażkę na całej linii. Nie będzie mógł walczyć o krakowski ratusz. Powód? Nie zebrał dostatecznie dużej liczby podpisów poparcia.

Jak to jednak możliwe, że partia, która w sondażach cieszy się poparciem na poziomie kilkunastu procent, nie zebrała 3 tys. podpisów? Tylko tyle jest potrzebne do zarejestrowania kandydata na prezydenta miasta. Odrzucane mogą być jednak podpisy nieczytelne, niekompletne wpisy (np. niepełny PESEL) albo należące do tych osób, które nie są uprawnione do poparcia zgłoszenia (przykładowo, zameldowanych w innym mieście). Podsumowując: liczy się łączna liczba podpisów, ale tych prawidłowo zebranych.

W odpowiedzi na to wszystko Sławomir Mentzen, współlider Konfederacji, przekazał, że odwołuje Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa lokalnego okręgu partii i chce zawieszenia osób, które pełnią kluczowe funkcje w strukturach krakowskich. Do akcji wkroczyć ma też Sąd Partyjny, który ma zbadać "indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę". Jak opisywaliśmy, Konfederacja zaliczyła wpadkę w Krakowie, a Mentzen nie owijał w bawełnę.

Krzysztof Bosak widzi w tym "świństwo"

Konfederaci mają jednak wyraźny problem z pogodzeniem się ze swoją porażką. Krzysztof Bosak, drugi współlider Konfederacji, w czasie rozmowy z Telewizją Republika, starał się zrzucić winę na cały system wyborczy, jaki obowiązuje w naszym kraju. Jego zdaniem sama praktyka zbierania podpisów poparcia jest "dyskusyjna z punktu widzenia prawnego", bowiem polega ona "na tym, że jeżeli nawet obywatel jest mieszkańcem danego miasta, np. Krakowa, wpisze dane poprawnie, ale wpisze inny adres niż sprawdzający urzędnicy mają w swojej bazie, np. wpisze adres zamieszkania, a nie adres zameldowania albo na odwrót, to oni potrafią taki podpis odrzucać".

Jego zdaniem "tak nie powinno być, dlatego że nikt nie pamięta, nikt nie wie, jaki jego adres jest w bazie urzędowej i to nie powinno mieć żadnego znaczenia". Jak więc miałoby to wyglądać w idealnym świecie wicemarszałka Sejmu? Jego zdaniem "powinno się liczyć tylko, czy się zgadza imię, nazwisko, PESEL".

– Natomiast ja już się zetknąłem z tym parę lat temu, że w momencie, kiedy komisje dostały te terminale, oni sobie zaczęli wprowadzać taki rygor, że odrzucają każdy podpis, który im się różni z bazą danych – załamywał ręce, dodając, że "z ustawy nie wynika, jaki ma być adres wpisany, ale, jak wiemy, prawo interpretuje się uznaniowo".

Przypomniał, że krakowskie struktury zebrały ponoć "prawie pięć tysięcy" podpisów. Wystarczyć miały tylko trzy tysiące, więc Konfederacja miała aż dwutysięczną poduszkę. I to okazało się zbyt małą liczbą.

– Może trzeba było przynieść 10 tysięcy i by się znalazło wśród 10 tysięcy trzy. Natomiast to nie powinno tak być, ja uważam, że już dawno powinno być to scyfryzowane – zasugerował rozwiązanie Bosak.

Jego zdaniem to, co obecnie ma miejsce, "to jest też nie tylko świństwo wobec kandydatów, bo [Bocheńczak] nie jest jedynym kandydatem, który nie będzie zarejestrowany, (...) ale to jest świństwo wobec obywateli, no bo obywatele poświęcają czas, wypełniają to, w dobrej wierze wpisują swoje dane, wpisują prawdziwe dane i później się okazuje, że to nic nie znaczy".

QUIZ: Sprawdź, co wiesz o wyborach samorządowych

Quiz

1 / 15 Kogo nie wybiera się w wyborach samorządowych?

Blisko 5 proc. poparcia

Bocheńczak nie był outsiderem tej kampanii. Jeszcze w sierpniu sondaż wskazał faworytów wyścigu o Kraków, a kandydat Konfederacji notował w nim 4,8 proc. poparcia.

Cała batalia zaczęła się od majowego referendum, w wyniku którego Aleksander Miszalski został odwołany. Przez kolejne tygodnie partie ogłaszały swoich reprezentantów. W czerwcu okazało się, że KO i PSL mają kandydatkę na wybory w Krakowie.