Przemysław Czarnek, Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak w Sejmie
Czy bronić państw bałtyckich w razie ataku Rosji? Polacy odpowiedzieli w sondażu Fot. Flickr / Kancelaria Sejmu

Gdyby Rosja zaatakowała Litwę, Łotwę lub Estonię, Polska powinna ruszyć im z pomocą – tak uważa zdecydowana większość naszych rodaków w sondażu IBRiS dla Radia ZET. Wyniki są kłopotliwe szczególnie dla byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka, który na to samo pytanie odpowiedział tydzień temu zupełnie inaczej.

REKLAMA

Za wsparciem państw bałtyckich w razie rosyjskiej agresji opowiedziało się łącznie 77,8 proc. uczestników sondażu IBRiS dla Radia ZET. 47,5 proc. wskazało odpowiedź "zdecydowanie tak", a 30,3 proc. "raczej tak". Przeciwnego zdania było 16,1 proc. badanych, z czego 6,3 proc. zadeklarowało zdecydowany sprzeciw. Zdania nie miało 6,1 proc. pytanych. Pytanie nie jest przy tym czysto hipotetyczne – pretekstem do rosyjskiego uderzenia mogą być choćby nieobywatele na Łotwie.

Sondaż, którego Błaszczak nie chciałby widzieć. Polacy ws. pomocy Bałtom mówią jasno

Najciekawsze wnioski płyną jednak przy podziale głosów na poszczególne elektoraty. Wśród wyborców obozu rządzącego – Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 – pomoc Bałtom popiera 83 proc. ankietowanych, przy 13 proc. przeciwnych. Wśród zwolenników opozycji, czyli PiS, obu Konfederacji i Partii Razem, poparcie sięga już 86 proc., a sprzeciw deklaruje zaledwie 6 proc. Radio ZET określiło to jako zgodność rzadko spotykaną w polskiej debacie publicznej.

Podobnie jest w podziale na deklarowane poglądy. 92 proc. ankietowanych o przekonaniach centrowych uważa, że Polska powinna stanąć po stronie państw bałtyckich w razie uderzenia Moskwy. Wśród badanych o poglądach lewicowych jest to 75 proc., natomiast wśród ankietowanych konserwatywnych – 73 proc. Pomoc Litwie, Łotwie i Estonii popiera 86 proc. mężczyzn i 70 proc. kobiet. Za wschodnią granicą Litwa ocenia Polskę właśnie przez pryzmat armii i przekonania, że to my ruszylibyśmy jej z pomocą jako pierwsi.

Sondaż nie powstał w próżni. 1 września, w 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej, dokładnie to samo pytanie usłyszał w Radiu ZET Mariusz Błaszczak. – Polscy żołnierze powinni bronić Polski. Trzeba być silnym w sojuszach. Tak było za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy byłem ministrem obrony narodowej. Trzeba stawiać na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi – odpowiedział. – My graniczymy z Rosją. My graniczymy z Rosją bezpośrednio i graniczymy z Rosją, która faktycznie objęła terytorium Białorusi, więc my też jesteśmy na froncie – dodał polityk PiS dopytywany o artykuł 5 NATO.

Z jego ust padły też słowa, że obrona sojuszników zależy od okoliczności, a także dłuższy fragment o Donaldzie Tusku, którego Błaszczak nazwał antyamerykańskim i proniemieckim. Rzecznik rządu Adam Szłapka ocenił, że były szef MON podważył najważniejszą zasadę Sojuszu, czyli artykuł 5, mówiący o wzajemnej pomocy państw członkowskich w razie ataku na którekolwiek z nich. Szłapka zwrócił uwagę, że słowa Błaszczaka padły w rocznicę wybuchu II wojny światowej, która zaczęła się od uznania przez wolny świat, że cudzy problem go nie dotyczy.

PiS próbowało tłumaczyć Błaszczaka. Wyszło tylko gorzej

PiS uruchomiło mechanizm obronny Błaszczaka. Tyle że nieudolny, bo znów opierający się na... premierze. Wicerzecznik partii Mateusz Kurzejewski przypomniał kwietniowy wywiad Donalda Tuska, w którym szef rządu mówił, że chce wierzyć w obowiązywanie artykułu 5, ale bywa, że ma wątpliwości. Problem w tym, że Tusk mówił to w kontekście gróźb wyjścia Stanów Zjednoczonych z NATO, ogłoszonych 2 kwietnia przez Donalda Trumpa, czyli tego samego prezydenta, którego Błaszczak wskazuje jako jedynego sensownego partnera.

Ale wypowiedź byłego szefa MON w Radiu ZET z 1 września kłóci się też z jego własnym dorobkiem. To rząd PiS, w którym odpowiadał za armię, po lutym 2022 roku przekazywał Ukrainie sprzęt, który pomógł odeprzeć Rosjan spod Kijowa. Dziś PiS stało się partią antyukraińską, ścigającą się w tej dyscyplinie nie z Konfederacją, a Grzegorzem Braunem.

Stąd pomysły Nowogrodzkiej na deportację Ukraińców niepracujących w Polsce czy wstrzymanie jakiejkolwiek pomocy temu krajowi z powodu nierozliczenia się ws. Wołynia. Taki jest pomysł partii na siebie od momentu, odkąd Przemysław Czarnek jest kandydatem PiS na premiera.

A dziś ten sam Mariusz Błaszczak sugeruje, że NATO jest w praktyce dwustronną relacją Warszawy z Waszyngtonem. Jego argument działa jednak w dwie strony: jeśli Polacy mają bronić wyłącznie Polski, nic nie powstrzyma Niemca czy Brytyjczyka przed powiedzeniem tego samego. Również wtedy, gdyby to nasz kraj potrzebował pomocy.