
Podróżowanie w przypadku wielu Polaków stało się częścią życia, bez której nie wyobrażamy sobie codzienności. Na krajowe lub zagraniczne wojaże rusza od ok. 65 do nawet 76 proc. z nas. I wielu przed wyjazdem popełnia dokładnie ten sam błąd, którego trudno uniknąć.
Polacy na przestrzeni lat stali się wytrawnymi podróżnikami. Wyjazdy krajowe nadal nas pociągają, ale coraz częściej latamy także za granicę. I oczywiście popularne są Grecja, Turcja, Egipt czy Hiszpania, ale naszych podróżnych nie brakuje także w Meksyku, a niebawem doczekamy się bezpośrednich lotów do stolicy Senegalu. Jednak niezależnie od tego, czy będziemy podróżować do Japonii, która ma dość turystów i zapowiada zmiany, czy urządzimy sobie city break w polskim mieście, wyjazd możemy zepsuć sobie przez media społecznościowe.
Podróżowanie przestało być odkrywaniem czegoś nowego. I trudno tego uniknąć
W podróżowaniu od samego początku chodziło o poznawanie nowych miejsc, odkrywanie kultur, smakowanie, zwiedzanie i poniekąd zaskakiwanie. Wyjeżdżaliśmy, żeby zmienić otoczenie i doświadczać. Bardzo wiele z tego odebrały nam jednak media społecznościowe, które są kopalnią wiedzy dotyczącej zwiedzania świata, ale i pułapką.
Aplikacja Hint przeprowadziła badania wśród 10 684 dorosłych osób z Europy, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii i Ameryki Łacińskiej, a ich wyniki dają do myślenia. Aż 74 proc. badanych wskazało, że "tak dokładnie sprawdza miejsca docelowe, że po przyjeździe czeka na nich niewiele prawdziwych niespodzianek". Ci ludzie mają wrażenie, że już tam byli. Kolejnych 64 proc. przyznało, że z powodu przeglądania materiałów w mediach społecznościowych rozpoznawało zabytki i popularne punkty widokowe będąc już na miejscu.
I w tym momencie pojawia się pewien problem. Nawet jeżeli nie jesteśmy w gronie osób, które dokonują bardzo wnikliwego przeglądu informacji przed podróżą, trudno jest nie natrafić na żadne materiały dotyczące odwiedzanego miejsca. Algorytmy rządzące mediami społecznościowymi są tak zaawansowane, że wychwycą nasze przygotowania i zaczną nam podsuwać odpowiednie treści. Tego tak naprawdę nie da się uniknąć, ale można próbować to ograniczyć.
Zobacz także
Przygotowania do wyjazdu z przewodnikiem, a nie TikTokiem i Instagramem
TikTok i Instagram to cudowne miejsca, które potrafią zainspirować nas do kolejnej podróży. Są prawdziwą kopalnią wiedzy w kwestii muzeów wartych odwiedzenia, porad dotyczących dojazdów, lokalnych zwyczajów i wielu innych kwestii. Problem polega jednak na tym, że kiedy zaczniemy tam szukać większej liczby informacji, to przeglądając kolejne rolki, zaspoilerujemy sobie całą podróż.
Dlatego zamiast opierać planowanie na mediach społecznościowych, warto cofnąć się w czasie do okresu, kiedy podróże planowało się z przewodnikami. Ksiażkowe wydania również są pełne ciekawostek i porad, a równocześnie zawierają jedynie pojedyncze zdjęcia, które nie zdradzają wszystkiego na temat danego miejsca.
Sama, planując kolejne podróże, zamiast na YouTube czy Instagrama wolę zajrzeć na blogi podróżnicze – m.in. te w języku angielskim – które są pisane przez podróżników, opisują dane miejsca, ale nie pokazują wszystkiego. Staram się dla was tworzyć podobne treści, które później trafiają na łamy naTemat. Jednym z nich jest np. moja relacja z wizyty w Universal Studios w Singapurze.
Inny sposób, który poleca "Euronews" i który sama wyznaję, to po prostu zabłądzenie w odwiedzanym miejscu. Zamiast planować zwiedzanie do ostatniej minuty i z dokładną mapą kolejnych punktów do odhaczenia, pójdźcie na spacer między budynkami zabytkowego centrum. Nie dość, że zboczycie z często zatłoczonej turystycznej ścieżki, to jeszcze zobaczycie, jak wygląda życie danego miejsca poza popularnymi punktami. Być może w ten sposób znajdziecie unikatową lokalną kawiarnię albo spotkacie gościnnych mieszkańców, którzy polecą wam ciekawe miejsce. Rozmawianie z ludźmi bywa naprawdę dobrym sposobem na odkrywanie nieoczywistych zakątków.






