
Jedni powiedzą o nim "barwny", inni "kontrowersyjny", inni odruchowo złapią się za portfel. Na jednych zdjęciach widać uśmiechniętego, pulchnego mężczyznę, na innych ma czarny pasek na oczach. Marek Mikuśkiewicz był uosobieniem dzikiego polskiego kapitalizmu lat 90. Zbudował potęgę MarcPolu, zostawił za sobą setki oszukanych wierzycieli i legendę absolutnej nietykalności.
Marek Mikuśkiewicz przez lata kiwał prokuraturę i komorników, serwując Polakom lekcję transformacji w jej najbardziej bezwzględnym, barwnym i kontrowersyjnym wydaniu. Zmarł w lipcu 2026 roku, ale wiadomość o jego śmierci wyszła na jaw dopiero po tygodniach.
Marek "Nic mi nie udowodnicie" Mikuśkiewicz nie żyje
Twórca pierwszej rodzimej sieci supermarketów przez lata balansował na granicy biznesowego geniuszu, prawniczych uników, sprytu i bezwzględności. Marek Mikuśkiewicz zmarł po latach głośnych procesów i goniących go komorników, pozostawiając po sobie mentalny pomnik przełomu wieków.
W lipcu 2026 roku, w cieniu medialnego zgiełku i bez błysku fleszy, odszedł człowiek, który dla jednych był geniuszem rodzimej przedsiębiorczości, a dla innych – bezwzględnym symbolem wszystkiego, co w polskiej transformacji było najbardziej drapieżne. Wiadomość o śmierci i pogrzebie Marka Mikuśkiewicza wyszła na jaw dopiero po tygodniach.
Założyciel sieci MarcPol zmarł 20 lipca, a jego cichy pochówek odbył się kilka dni później.
Od łóżka polowego na Bazarze Różyckiego do miliardowej fortuny
Kariera Mikuśkiewicza to podręcznikowa – i do bólu plastyczna – ilustracja drogi "od pucybuta do milionera" w wydaniu PRL-u i wczesnej III RP. Wszystko zaczęło się w latach 80. od handlu na warszawskim Bazarze Różyckiego. To tam wyostrzył się jego biznesowy sznyt i spryt. Gdy pękł komunistyczny system, Mikuśkiewicz nie czekał na zachodnie wzorce – sam stworzył MarcPol, pierwszą wielką polską sieć supermarketów, która stawiła czoła wchodzącym do kraju zagranicznym gigantom.
W szczytowym momencie, około 2010 roku, jego majątek wyceniano na astronomiczne 3,9 miliarda złotych. Mikuśkiewicz brylował na salonach jako jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych Polaków.
Zobacz także
Miliarder, który "nie miał nic". Upadłość MarcPolu i 700 wierzycieli
Jego biznesowa ekspansja szła świetnie, ale zbyt wiele działo się pod dywanami. Mikuskiewicz chętnie przyjmował pieniądze, mniej chętnie sam je płacił, wykorzystywał kruczki w umowach, przepisy lekceważył. Ale miał ponoć bardzo dobrych prawników i jakoś szedł w górę. Do czasu.
Wraz z napływem dyskontów i zagranicznej konkurencji MarcPol zaczął tracić rynek, a w 2016 roku ogłosił spektakularną upadłość likwidacyjną. W tle pozostała demolka: ponad 215 milionów złotych długów i blisko 700 oszukanych wierzycieli – od wielkich dostawców po drobnych kooperantów.
Los MarcPolu nie był zresztą wyjątkiem, lecz zapowiedzią trendu. Rodzimy handel od lat przegrywa starcie z dyskontami i galeriami – dość przypomnieć, jak po ponad stu latach uwielbiana sieć polskich sklepów kończy działalność, zostawiając pracowników z dnia na dzień bez zatrudnienia.
"Nic nie mam i nic mi nie udowodnicie"
Najbardziej porażające były jednak relacje byłych pracowników. Wypłaty spóźniające się o pół roku, oszczędności szukane w odejmowaniu kasjerkom krzesełek, by "nie leniuchowały" na zmianie, oraz legendarna już bezczelność samego właściciela. Gdy komornicy i śledczy pukali do jego drzwi, Mikuśkiewicz serwował im słynne, rozbrajające zdanie: "Nic nie mam i nic mi nie udowodnicie". I przez lata rzeczywiście udowadniał, że majątek potrafi rozpłynąć się w powietrzu, podczas gdy on sam pozostawał poza oficjalnym zasięgiem wierzycieli.
Mechanizm, w którym właściciel z miliardowym zapleczem zostawia załogę bez wypłat, wraca zresztą w polskim biznesie regularnie. Głośno było chociażby o tym, jak North Fish upadał, a najbogatszy Polak nie walczy o uratowanie własnej spółki, choć majątek pozwalałby mu na to bez mrugnięcia okiem.
Policja, 19 zarzutów i ostateczny sąd
Ostatnie lata życia dawnego krezusa nie przypominały już emerytury opływającej w dostatki, lecz niekończącą się ucieczkę przed prokuraturą. W 2021 roku Mikuśkiewicz został zatrzymany w związku ze szkodami rzędu 30 mln zł przy budowie galerii handlowej w Podkowie Leśnej. Rok później znów trafiał w ręce służb – tym razem z litanią aż 19 zarzutów dotyczących oszustw, transakcji majątkowych i działania na szkodę własnych wierzycieli.
Dla wierzycieli takie historie kończą się zwykle latami postępowań i groszowymi ratami układu. Podobnie było, gdy po ćwierćwieczu na rynku znana marka zgasiła światło w ostatnim sklepie: dostawcy odzyskiwali część należności w trzydziestu sześciu ratach, a najemcy lokali – ułamek tego, co im się należało.
Śmierć dłużnika nie kasuje zobowiązań – przechodzą one na spadkobierców, którzy mają pół roku na reakcję. Dlatego prawnicy powtarzają, że po śmierci bliskiego trzeba zrobić przede wszystkim jedno, zwłaszcza gdy zmarły miał problemy finansowe: sprawdzić stan majątku, zanim spadek zostanie przyjęty.
Koniec ery dzikiego kapitalizmu w polskim handlu
Śmierć Marka Mikuśkiewicza definitywnie zamyka pewien nawias. Odchodzi postać barwna, skrajnie kontrowersyjna, podszyta cynizmem, ale też bezsprzecznie nietuzinkowa. Czas Mikuśkiewicza i jego MarcPolu skończył się wprawdzie znacznie wcześniej niż jego żywot, jednak to właśnie teraz, wraz z jego odejściem, ostatecznie żegnamy erę, w której fortuny budowało się na żywioł, na brawurze, na bazarowym cwaniactwie i bezwzględnym braku skrupułów.
Że tamta epoka wciąż nie została do końca rozliczona, pokazuje choćby fakt, że Bagsik nagle znów wraca do roli złoczyńcy – ścigany czerwoną notą Interpolu ponad trzy dekady po aferze Art-B. Dziś tamten dziki kapitalizm trafia do podręczników historii, a historia Mikuśkiewicza pozostanie w nich jedną z najbardziej gorzkich i pouczających lekcji.






