Dawid Kacprzyk
Dawid Kacprzyk ma nową pracę w przychodni pod Warszawą Fot. UW.warszawa.pl / Jet Stouten / Unsplash / Montaż: naTemat.pl

Miał zarobić 1,6 mln zł w rok, będąc w trakcie specjalizacji, i przyjmować polityków bez kolejki. Dawid Kacprzyk, bohater skandalu w warszawskim Szpitalu Południowym, ma nową pracę w przychodni pod Warszawą. Ale znów wpada w kłopoty. W sprawie jego uprawnień oraz tytułowania go internistą interweniuje samorząd lekarski.

REKLAMA

Dwa śledztwa prokuratorskie, wielowątkowe kontrole NFZ i PIP oraz postępowanie dyscyplinarne przed sądem lekarskim. Mimo gigantycznego skandalu były radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk znowu przywdział fartuch. Poszedł w ślady bohatera "Znachora" Dołęgi-Mostowicza i przeniósł się na wieś, choć w sposób bardziej skoordynowany niż literacki pierwowzór.

Dawid Kacprzyk odnalazł się w przychodni. "Lekarz milioner" znowu przyjmuje

Dwie wiceprezydentki Warszawy straciły stanowiska, a resort zdrowia na polecenie premiera szykuje ustawowy bat na niebotyczne stawki godzinowe dla lekarzy. Tymczasem główny bohater systemowego skandalu spokojnie odrabia godziny na dyżurze.

Dawid Kacprzyk, były koordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym i główny bohater głośnej afery finansowo-politycznej, odnalazł nowe zatrudnienie. Medyk, przeciwko któremu toczą się dwa śledztwa prokuratorskie oraz priorytetowe postępowanie dyscyplinarne w samorządzie lekarskim, przyjmuje pacjentów w Centrum Medycznym w Jaktorowie pod Warszawą.

Z ustaleń portalu Niezależna.pl wynika, że Kacprzyk został zatrudniony w placówce w Jaktorowie w ramach Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ). Podczas gdy w rejestracji przychodni medyk przedstawiany jest jako internista, samorząd lekarski przypomina o wymogach formalnych.

Kacprzyk nie ukończył specjalizacji z chorób wewnętrznych (był w trakcie rezydentury z anestezjologii), zatem nie ma prawa oficjalnie posługiwać się tytułem internisty. Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) Piotr Pisula podkreślił, że nazywanie lekarza bez specjalizacji internistą jest nieprawidłowe, choć może wynikać z błędu personelu rejestracji. W POZ medyk bez specjalizacji może pracować jedynie jako lekarz wspomagający.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski ujawnił, że Kacprzyk nie zgłosił zmiany miejsca pracy w oficjalnym rejestrze medyków. Mimo że sprawa przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej prowadzona jest priorytetowo, do czasu wydania prawomocnego wyroku przez sąd lekarski Kacprzyk zachowuje prawo do wykonywania zawodu.

Anatomia skandalu. Milionowe zarobki i polityczni VIP-owie

Sprawa Dawida Kacprzyka uderzyła w opinię publiczną po publikacjach mediów w czerwcu. Skala ujawnionych nieprawidłowości w zarządzaniu Szpitalem Południowym doprowadziła do trzęsienia ziemi w stołecznym ratuszu oraz w samej strukturze ochrony zdrowia.

Przypomnijmy: 17 czerwca Szpital Południowy zwolnił Dawida Kacprzyka, a wstępne wyniki audytu potwierdziły nieprawidłowości w obsadzaniu grafiku SOR. Dzień później Kacprzyk zwrócił pół miliona złotych placówce i zrzekł się mandatu radnego dzielnicy Ursus. Ustalenia audytorów okazały się jeszcze bardziej niewygodne dla ratusza. Gdy Trzaskowski świecił oczami po aferze w szpitalu, wyszło na jaw, że te same osiem godzin dyżuru rozliczano równolegle na dwóch oddziałach, a stawka godzinowa lekarza rosła z 230, przez 300, aż do 330 zł.

Afera szybko przestała dotyczyć jednej placówki. Dawid Kacprzyk zarabiał też w Częstochowie, gdzie – oficjalnie w ramach szkolenia specjalizacyjnego – zatrudniono go jako jedynego w trybie pozarezydenckim. Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego wszczął w tej sprawie kontrolę.

Trzy ustawy i koniec lekarzy-milionerów

Wycinek z działalności Kacprzyka stał się zapalnikiem dla ogólnokrajowej reformy. Premier Donald Tusk postawił minister zdrowia Jolancie Sobierańskiej-Grendzie ultimatum dotyczące ukrócenia patologii na stykach komercyjnego i publicznego lecznictwa.

W reakcji na aferę resort zdrowia skierował do dalszych prac pakiet trzech ustaw reformujących. Nowe przepisy mają wprowadzić sztywne limity stawek godzinowych dla medyków, ograniczenie zatrudnienia do maksymalnie dwóch etatów oraz obowiązek przeprowadzania jawnych konkursów na świadczenia zdrowotne.

Pierwsze przepisy przeszły przez parlament w trybie ekspresowym – koniec lekarzy-milionerów Sejm przyklepał zaledwie kilka dni po ujawnieniu afery, a rządowa propozycja zakłada pułap 240 zł brutto za godzinę i maksymalnie dwa etaty.

Równolegle dochodzenie w samorządzie lekarskim zmierza ku końcowi. Kacprzykowi grozi szeroki wachlarz kar – od nagany i sankcji finansowych, przez zakaz pełnienia funkcji kierowniczych, aż po zawieszenie lub całkowite odebranie prawa wykonywania zawodu.