
Nieistniejące formalnie stanowisko, błyskawicznie rosnące stawki, dyżury trwające nawet 110 godzin i rozliczanie tych samych godzin pracy w dwóch miejscach jednocześnie. Rafał Trzaskowski przedstawił wyniki audytu w Szpitalu Południowym, wskazując na liczne nieprawidłowości związane z działalnością tamtejszych lekarzy, a w zasadzie lekarza. Część ustaleń, jak podkreślił prezydent Warszawy, jest wyjaśniana przez prokuraturę.
5 sierpnia w trakcie konferencji prasowej Rafał Trzaskowski poinformował o ustaleniach audytu w Szpitalu Południowym w Warszawie. Polityk zapewnia, że stolica robi wszystko, by sprawa została wyjaśniona i w odpowiedni sposób nagłośniona, a pełna treść audytów w warszawskich szpitalach ma zostać opublikowana w piątek na oficjalnej stronie stolicy.
Polityk oznajmił, że Szpital Południowy otrzymał od audytorów 44 zalecenia. Część z nich już teraz została wdrożona, a jak zapewnia prezydent miasta, podmiot obecnie funkcjonuje "normalnie".
Jednocześnie prezydent Warszawy wyraźnie zaznaczył, że placówka nie będzie udostępniać informacji na temat tego, kto korzystał z jej usług. – My nie zaglądamy w dokumentację medyczną pacjentów, bo tego nam zakazuje prawo i słusznie. Informacje dotyczące tego, kto korzystał z jakich procedur, tym i wyjaśnieniem tego zajmuje się NFZ. My nie badaliśmy kwestii dotyczących pacjentów czy leczenia ich – oznajmił prezydent miasta.
Najbardziej bulwersujące ustalenia audytu dotyczą osoby, którą Rafał Trzaskowski konsekwentnie określa mianem "lekarza". Opis sprawy sugeruje, że chodzi tu o głównego bohatera afery ws. Szpitala Południowego – Dawida Kacprzyka.
Rafał Trzaskowski: funkcja pełniona przez Dawida Kacprzyka nie istniała
Prezydent przekazał w trakcie konferencji, że Dawid Kacprzyk pełnił funkcję koordynatora SOR. Koordynatora, a nie lekarza prowadzącego.
– Ta funkcja po prostu nie istniała. Takiego stanowiska nie było w regulaminie organizacyjnym szpitala – zauważył polityk.
Co więcej, według relacji Rafała Trzaskowskiego, Szpital Południowy "przez półtora roku płacił za funkcję, której formalnie nie było w strukturze, i nikt nie spisał, za co dokładnie te pieniądze były wypłacane". Jednocześnie stawka godzinowa, którą lekarz otrzymywał za swoją pracę, szybko rosła. Pierwotnie Kacprzyk miał zarabiać 230 złotych za godzinę, później 300, a przed zwolnieniem go ze szpitala nawet 330.
Jak zauważa prezydent Warszawy, było to więcej, niż zarabiali doświadczeni specjaliści. Według Rafała Trzaskowskiego "nie ma uzasadnień w dokumentach dla tych podwyżek". Polityk wspomniał także, jaką rolę w tym procederze odgrywały konkursy rozpisywane z powodu nagłego zrywania umów przez lekarza.
Rafał Trzaskowski
prezydent Warszawy
Lista naruszeń jest jeszcze dłuższa. Lekarz miał z tytułu innej umowy wynagrodzenie w wysokości 10 tys. miesięcznie za czynności, które pokrywały się z zadaniami realizowanymi podczas dyżurów, Rafał Trzaskowski określił to jako "realne ryzyko, że za to samo płacono dwa razy".
Koordynator SOR miał też dostęp do szpitalnych kamer. Nie jest jasne, kto z nich korzystał i na jakich zasadach. Co więcej, szpital nie rejestrował rozliczeń za pomocą elektronicznego systemu wyjść/wejść (który jest w nim zainstalowany), a korzystał z grafik i oświadczeń. Z audytu wynika, że były sytuacje, w których rejestracja SOR pracowała jedna osoba, a nie dwie, a także dyżury lekarskie, gdzie medycy bez przerwy pracowali po 48, 60 czy 72 godziny. Najdłuższy dyżur trwał 110 godzin, a rekord przepracowanych godzin w miesiącu wyniósł 400.
Rafał Trzaskowski o najcięższym kalibrze przewinień. Tym "powinna zająć się prokuratura"
Prezydent Warszawy wspomniał także o najbardziej bulwersujących doniesieniach ze Szpitala Południowego.
– Audyt ujawnił rozliczenie tych samych 8 godzin dyżurów w dwóch oddziałach jednocześnie z wypłatą wynagrodzenia za obie pozycje – potwierdził polityk. – Audytorzy stwierdzili również wykonywanie świadczeń w innej placówce w godzinach, w których ten sam lekarz miał opłacony dyżur w szpitalu – dodał.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Polityk poinformował również o odnotowaniu przypadków "zatwierdzenia przez lekarza własnych dokumentów rozliczeniowych przy uprawnieniach w systemie informatycznym pozwalających mu edytować grafiki będące podstawą jego własnych rozliczeń". To właśnie to miało być powodem złożenia korekty 33 rachunków w wysokości pół miliona złotych.
Choć Rafał Trzaskowski podkreśla, że sprawa będzie wyjaśniana, a wszystkie kwestie z nią związane będą nagłośnione, złożył też twardą deklarację w sprawie "oskarżania i skazywania osób", które są związane z warszawską aferą. Osób, a właściwie raczej osoby, bo jak zauważył prezydent "większość tych nieprawidłowości dotyczy jednego lekarza, który nie pracuje już w Szpitalu Południowym".
– Audyt opisuje nieprawidłowości w dokumentach, natomiast nie przesądza oczywiście niczyjej winy. Od tego jest prokuratura i sąd – zapewnił polityk.






