
Już za nieco ponad rok powinniśmy wybrać nowy skład parlamentu. Znany polityk PiS jest jednak zdania, że nie udamy się wtedy do lokali wyborczych. Powód? Donald Tusk miałby wprowadzić stan wyjątkowy i tym samym przełożyć datę wyborów.
W niedzielę dowiedzieliśmy się od premiera Donalda Tuska, że Europie Wschodniej i Środkowej grozi zagrożenie ze strony Rosji. Adam Bielan, europoseł PiS, sugeruje, że słowa szefa rządu nie są przypadkowe: ma chodzić o przygotowanie nas do wprowadzenia w Polsce stanu nadzwyczajnego.
Polityk PiS ostrzega: Tusk wprowadzi stan nadzwyczajny
Jesienią 2027 r. powinny odbyć się wybory do Sejmu i Senatu. Jak na razie sondaże sugerują, że KO wygra wybory, ale zarazem je przegra: zajmie 1. miejsce, ale nie zdoła zbudować większościowej koalicji, która ponownie przegłosowałaby kandydaturę Donalda Tuska na premiera. Prawica – PiS, obie Konfederacje i Rozwój Plus – powinna zdołać zbudować swój rząd, "przesuwając" posłów KO i Lewicy do ław opozycyjnych.
Europoseł PiS Adam Bielan twierdzi jednak, że obóz byłej Platformy Obywatelskiej ma pewien plan na utrzymanie władzy. W rozmowie z TV Republika zasugerował, że Tusk może wprowadzić w Polsce stan wyjątkowy, a tym samym przełożyć datę elekcji o nawet kilka miesięcy.
– Ma moim zdaniem [Donald Tusk] wiele pretekstów, żeby wprowadzić stan nadzwyczajny i w związku z tym odłożyć wybory co najmniej o pół roku, a być może nie przeprowadzić ich do czasu, kiedy jego zdaniem nie odzyska szans na utrzymanie władzy – ostrzegał polityk.
QUIZ: Dopasuj partie polityczne polityków
1 / 25 Na początek proste. Do jakiej partii należy ten Pan?
Nawiązał wręcz do czasów PRL-u, czy wybory do parlamentu były fikcją, a Polska nie była w praktyce państwem demokratycznym, a dyktaturą rządzoną przez ścisłe kierownictwo jednej partii.
– Muszę powiedzieć, i czuję to pierwszy raz od upadku komuny w Polsce, że możemy nie mieć w ogóle wyborów albo możemy nie mieć wyborów w pełni demokratycznych. Możemy nie mieć w ogóle wyborów, jeżeli Tusk wprowadzi stan nadzwyczajny. Co chwilę ma jakieś preteksty w postaci ataków dronów na nasze terytorium albo na kraje sąsiednie, Tusk buduje atmosferę przedwojenną – ostrzegał.
Zobacz także
Tusk jest zaniepokojony działaniami Rosji
Znaczenie ma czas wypowiadania tych słów przez polityka z Nowogrodzkiej: w czasie odprawy w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa premier powiedział, że "najbliższe tygodnie i miesiące to będzie okres bardzo wzmożonych akcji ze strony rosyjskiej" i "nie możemy wykluczyć, że ta eskalacja będzie dotyczyła także naszego terytorium". Jego zdaniem w najgorszym scenariuszu Kreml może zdecydować się użyć bardzo wyspecjalizowany sprzęt bojowy. Skonkretyzował, że ma chodzić o drony odrzutowe, o zasięgu i precyzji, które "są niepokojące". Relacjonowaliśmy to szerzej: Tusk na odprawie w RCB bez ogródek mówił, że "eskalacja ze strony Rosji stała się faktem".
Niedzielne spotkanie w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa to efekt ataków Rosji, do których doszło w niedzielę zaledwie parę kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej. Rosjanie trafili w pociąg relacji Kijów–Warszawa. Inny dron znalazł się w pobliżu przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin.
O możliwości zaognienia sytuacji w naszym regionie premier mówił zresztą już latem – wtedy pisaliśmy: Rosja zaatakuje Polskę? Tusk głośno mówi o nadejściu "krytycznych miesięcy". Warto odnotować, jak na te same wydarzenia zareagował Pałac Prezydencki. Jak opisywaliśmy, Nawrocki 12 wpisami wystawił sobie świadectwo – w dniu alertów RCB konto Kancelarii Prezydenta relacjonowało dożynki w Tryńczy.




