
Masło z Biedronki, Lidla, Dino czy Carrefoura często powstaje w zakładach należących do dobrze znanych producentów nabiału. Wystarczy dokładniej przeczytać etykietę, by odkryć, kto stoi za markami własnymi największych sieci handlowych. A wkrótce takie informacje mogą stać się znacznie łatwiejsze do znalezienia.
Nie jest tajemnicą, że producenci i dyskonty korzystają na współpracy w ramach tzw. marek własnych. To dywersyfikuje sprzedaż i tworzy dwa kanały: jeden pod własną marką, gdzie eksponowane są prestiż, lojalność i jakość, drugi pod marką własną dyskontu, gdzie marże są zdecydowanie niższe, choć jakość często pozostaje na takim samym poziomie.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku firm produkujących wyroby mleczne. Okazuje się, że czytając drobny druczek na etykietach, możemy sprawdzić, kto tak naprawdę stoi za masłem w Lidlu, Biedronce, Dino czy Carrefourze.
W Biedronce, Dino i Lidlu kupujesz masło znanej marki w dyskontowym przebraniu
Jak to wygląda w praktyce? Jak podaje portal Strefa Biznesu, asortyment największych sklepów w Polsce produkowany jest przez czołowych producentów z sektora mleczarskiego:
Lidl – masło i mleko marki Pilos
Biedronka – nabiał marki Mleczna Dolina
Dino – produkty mleczne marki Krasula
Carrefour – masło i sery marek własnych
Wygląda na to, że niedługo nie trzeba będzie sięgać po lupę, by rozszyfrować, kto tak naprawdę stoi za danym produktem. Okazuje się, że rząd ma pewien plan na zapewnienie klientom pełnej przejrzystości przy codziennych zakupach.
Na horyzoncie duże zmiany w Biedronce, Lidlu, Carrefourze itd.
Dyskonty niedługo utracą swoją "tajemnicę". O obowiązek umieszczeniu etykiet z wyraźnym oznaczeniem, kto jest producentem danego produktu, zabiega Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Projekt rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie znakowania poszczególnych rodzajów środków spożywczych (numer wykazu: 337) zakłada, że na każdej etykiecie ma się znaleźć jedna z dwóch informacji:
Konsument musi wiedzieć, co kupuje – projekt jasno precyzuje, jakie są graficzne wymagania nowych etykiet – ich wielkość ma stanowić co najmniej 50 proc. znaku towarowego (logo marki).
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Projekt powstał ponad miesiąc temu – 5 sierpnia – i jest obecnie na etapie opiniowania. Niekoniecznie musi wejść w życie – gra toczy się o to, czy jego założenia są zgodne z unijnymi wytycznymi. Chodzi tu o rozporządzenie UE 1169/2011, które zawiera wytyczne na temat etykietowania produktów spożywczych. Nie posługuje się ono wprost słowem "producent", ale wprowadza pojęcie "podmiotu odpowiedzialnego", co często interpretowane jest jako podanie danych tego, kto zlecał danej fabryce wykonanie produktu, jak to ma miejsce w przypadku marek własnych.
Paradoksalnie na proponowanych zmianach najwięcej mogą stracić sami producenci, a dopiero pośrednio dyskonty. Klient widzący masło marki własnej za 5,99 zł i taki sam produkt tego samego producenta za 9,99 zł będzie mniej chętny do płacenia różnicy wynikającej z marketingu marki. Producenci mogą przez to być mniej skłonni do współpracy z markami własnymi. Jak pokazują wcześniej wspomniane przykłady – niektórzy producenci nie zwracają na to aż takiej uwagi, "kamuflując się" drobnym druczkiem.






