
Kto jest winny temu, że Prawo i Sprawiedliwość nie zdołało przeprowadzić pełnej reformy państwa? Jarosław Kaczyński ma na to gotową odpowiedź i wcale nie wskazuje na Mateusza Morawieckiego, z którym ma na pieńku. Podczas sobotniego kongresu w Augustowie prezes PiS po raz kolejny przekonywał, że "przebudowa" została zatrzymana przez słynne podwójne weto Andrzeja Dudy.
Jarosław Kaczyński pojawił się w sobotę na ECR Kongresie Młodych 2026 w Augustowie. Dwudniowe wydarzenie odbywa się pod hasłem "Młodzi dla Polski Jutra". W pewnym momencie wrócił do okresu rządów Prawa i Sprawiedliwości w latach 2015-2023. Wspomniał "rozległą i drogą, z punktu widzenia państwa, politykę społeczną, która zmieniła w niemałej mierze obraz Polski", projekt budowy nowoczesnej armii i wielkie inwestycje, których "symbolem jest CPK".
Jarosław Kaczyński obwinia Andrzeja Dudę. Chodzi o słynne podwójne weto z 2017 roku
Nieoczekiwanie lider PiS zaczął mówić również o mniej przyjemnej dla niego kwestii – o tym, czego jego partii nie udało się wówczas zrealizować. Przyznał, że PiS nie przeprowadziło jednej z najważniejszych planowanych zmian, czyli reformy państwa. Jego zdaniem niepowodzenie miało nie tylko konkretną przyczynę, ale również konkretne imię i nazwisko. I nie jest to Mateusz Morawiecki, który założył własne stowarzyszenie Rozwój Plus i wyleciał z partii.
– Musiała jednak ona [reforma państwa - red.] zacząć się od reformy sądów, w tym reformy Sądu Najwyższego. (...) Na skutek weta prezydenta Andrzeja Dudy zostało to zahamowane. Cały ten związek przyczynowy został zerwany – mówił prezes PiS, cytowany przez Gazeta.pl.
Chodzi o tzw. podwójne weto Andrzeja Dudy. W lipcu 2017 roku prezydent odmówił podpisania dwóch kontrowersyjnych i szeroko krytykowannych przez opozycję ustaw PiS – dotyczących Sądu Najwyższego oraz Krajowej Rady Sądownictwa. Trzecia, dotycząca ustroju sądów powszechnych, została przez niego podpisana.
Duda tłumaczył wtedy, że nie kwestionuje potrzeby reformy sądownictwa, ale ma zastrzeżenia do konkretnych punktów. W przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym chodziło m.in. o zbyt duże uprawnienia ministra sprawiedliwości, który był jednocześnie Prokuratorem Generalnym (funkcję tę pełnił wówczas Zbigniew Ziobro). Minister miał decydować m.in. o tym, którzy sędziowie SN będą mogli dalej orzekać, a którzy przejdą w stan spoczynku, co zdaniem Dudy mogło zagrażać niezależności Sądu Najwyższego.
Prezydent miał też zastrzeżenia do sposobu wyboru sędziów do KRS. PiS chciało, aby Sejm wybierał ich zwykłą większością głosów. Duda zaproponował większość 3/5, co miało zmusić rządzących i opozycję do porozumienia.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
We wrześniu 2017 roku Duda przedstawił własne projekty ustaw o SN i KRS, a w grudniu je podpisał. Różniły się one od tych, które wcześniej zawetował. Zamiast ministra sprawiedliwości to prezydent otrzymał prawo do decydowania o przedłużeniu możliwości orzekania przez sędziów SN. W przypadku KRS wprowadzono zasadę, że jeśli Sejm nie wybierze sędziów większością 3/5, w drugim głosowaniu każdy poseł będzie miał jeden głos. W praktyce i tak pozwoliło to PiS samodzielnie wybrać większość członków KRS.
Kaczyński uderza w Dudę od lat
Dla Kaczyńskiego weta z 2017 roku stały się symbolem przerwania wielkiej reformy państwa, która była oczkiem w głowie PiS. Zresztą prezes partii wypomina to Andrzejowi Dudzie od lat. Rok temu, podczas spotkania z wyborcami w Łodzi, również przekonywał, że PiS nie zdołało zrealizować planowanej przebudowy państwa przez fiasko reformy sądownictwa.
– Ona się załamała, bo trzeba by ją było zacząć od przebudowy sądownictwa, a to się nie udało – mówił wówczas, cytowany przez Polskie Radio. Podkreślił, że "żadnych reform bez reformy sądownictwa przeprowadzić się nie da".
Kaczyński określał wtedy weta Dudy mianem "potężnego ciosu" i podkreślał, że decyzja prezydenta była dla obozu PiS szokiem. – Trzeba jasno powiedzieć: nie udało się, dlatego że prezydent Duda podstawową ustawę prowadzącą do tej zmiany, ku naszemu zaskoczeniu, bez żadnych konsultacji z nami, zawetował – mówił. Dodajmy, że było to jedno z największych spięć na linii Nowogrodzka – Pałac Prezydencki.




