Andrzej Duda
Andrzej Duda z afery Zondacrypto przeszedł na Władimira Putina Fot. Shutterstock / Tomasz Warszewski

Rozpaleni aferą Zondacrypto politycy zaczęli obrzucać się nawzajem oskarżeniami o powiązania z upadłą giełdą, o czym świadczy chociażby ostatnia przepychanka Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem. Teraz do akcji wkroczył jeszcze wywołany przez premiera Andrzej Duda.

REKLAMA

W mediach społecznościowych trwa właśnie polityczny łańcuszek przytyków, w który zamieszani są prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, a teraz także i były prezydent Andrzej Duda. Chodzi o wzajemne obrzucanie się oskarżeniami o rzekomych powiązaniach zarówno z upadłą giełdą Zondacrypto, jak i prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Można śmiało chwytać za popcorn.

Andrzej Duda odpowiada Donaldowi Tuskowi – i to podwójnie

Donald Tusk w niedzielę zamieścił w swoich mediach społecznościowych zdjęcie przedstawiające Karola Nawrockiego, byłego prezydenta Andrzeja Dudę oraz Radosława Piesiewicza, czyli prezesa PKOl, który został w czwartek zatrzymany w ramach śledztwa w sprawie Zondacrypto.

"Tu się nie ma co śmiać, panowie..." – skwitował krótko premier w serwisie X. Te ciężkie działa wytoczył w odpowiedzi na wcześniejszą wypowiedź Karola Nawrockiego o jego rzekomych powiązaniach z Zondacrypto.

Do tablicy został więc w ten sposób wywołany przez szefa rządu Andrzej Duda, obecny na opublikowanym przez niego zdjęciu. Były prezydent Polski nie czekał długo. Jeszcze tego samego dnia zamieścił w mediach społecznościowych nie jedną, a dwie fotografie, mające być przytykiem w stronę Donalda Tuska.

Pierwsze ze zdjęć jest dosyć stare i przedstawia uśmiechniętych szefa rządu wraz z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. "Premier Tusk chyba traci czujność jeśli zaczyna licytację na zdjęcia:" – skomentował Andrzej Duda w serwisie X.

Z kolei na drugiej fotografii udostępnionej przez byłego prezydenta widzimy już dokument, który Donald Tusk podpisał w 2011 roku, sprawując wówczas urząd premiera. "Premierze Tusk, czyj to podpis? Po agresji na Gruzję? Po katastrofie w Smoleńsku?" – pyta sarkastycznie Andrzej Duda.

Byłemu prezydentowi chodzi o to, że Tusk zgodził się na współpracę Służb Kontrwywiadu Wojskowego ze służbami specjalnymi m.in. Rosji krótko po katastrofie w Smoleńsku i rosyjskiej inwazji na Gruzję. Jak jednak wskazuje Onet, w podpisanym dokumencie tak naprawdę "chodziło o ewakuację polskich żołnierzy z Afganistanu".

W piśmie datowanym na 17 października 2011 roku ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. bryg. Janusz Nosek zwrócił się do Donalda Tuska o "wyrażenie zgody na podjęcie współpracy ze służbami specjalnymi Algierii, Ukrainy, Gruzji, Federacji Rosyjskiej oraz Chińskiej Republiki Ludowej". Swoją prośbę uzasadnił "planowaną realizacją zadań w zakresie właściwości Służby Kontrwywiadu Wojskowego". Premier wyraził zgodę na tę współpracę.

Zaczęło się od wypowiedzi premiera

Przypomnijmy, że cała ta sprzeczka rozpoczęła się w piątek, kiedy to Donald Tusk określił aferę Zondacrypto mianem "największej afery w historii polskiej polityki". – Nie lubię takich przesadnych sformułowań, ale tutaj sprawa Zondacrypto nabiera kształtów, które naprawdę budzą w jakimś sensie grozę – mówił premier. Właśnie do tej wypowiedzi i samej sprawy odnosił się z kolei w sobotę podczas swojej wielkiej imprezy w Juracie Karol Nawrocki.

– Jeśli pan premier Donald Tusk uznaje, że jest to największa afera po 1989 r., ma do tego prawo, ale to nie jest dobra informacja dla pana premiera. Przypominam, że to pan premier odpowiada za polskie służby, to pan premier pozował z koszulką Zondacrypto. Przypominam, że to polskie służby, za które odpowiada premier i minister koordynator służb specjalnych, odpowiadają za to, aby zabezpieczyć dobrobyt Polaków – komentował prezydent.

Tak naprawdę Nawrockiemu chodziło o zdjęcie szefa rządu z koszulką Lechii Gdańsk, na której faktycznie znajdowało się logo firmy Zondacrypto. Wynikało to jednak z faktu, że giełda była wówczas po prostu sponsorem klubu piłkarskiego (którego przecież prezydent jest wiernym kibicem). O to więc całe zamieszanie.