
Osiem niedziel handlowych w roku to dla wielkich sieci detalicznych zdecydowanie za mało. Stokrotka postanowiła ominąć ustawowy zakaz w sposób, który zaskoczył samych klientów. Do sklepu wpuszcza cię ochroniarz, pracowników sieci nie ma na lekarstwo, a zakupy robisz i płacisz całkowicie sam.
Wygląda na to, że polski handel po raz kolejny wyprzedził twórców przepisów. Stokrotka testuje nowatorski model w pełni bezobsługowej sprzedaży w niedziele objęte ograniczeniami. Żabka przyzwyczaiła nas do maleńkich placówek autonomicznych, ale teraz po to samo rozwiązanie sięga supermarket o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych.
Wielki sklep czynny w niedzielę niehandlową, a w środku… żywego ducha
Od momentu wprowadzenia ograniczeń handlu w niedziele, polskie sieci detaliczne udowadniają, że ich pomysłowość nie zna granic. Widzieliśmy już sklepy zamieniające się w placówki pocztowe, czytelnie prasowe, dworce autobusowe, a nawet punkty informacji turystycznej. Gdy jednak ustawodawca stopniowo uszczelniał przepisy, wydawało się, że wielkim supermarketom pozostaje pogodzić się z zaledwie ośmioma niedzielami handlowymi w całym 2026 roku.
Kalendarz jest w tym roku wyjątkowo ubogi – po sierpniowym terminie, jak przypominaliśmy, zostały już tylko trzy niedziele handlowe, wszystkie w grudniu.
Nic bardziej mylnego. Do gry wkracza sieć Stokrotka, posiadająca w Polsce blisko tysiąc placówek, która właśnie zaprezentowała rozwiązanie bez precedensu.
Jak działa "sklep widmo"? Ochroniarz wita, kasa samoobsługowa żegna
W wyznaczonych sklepach sieci – m.in. w Warszawie przy ulicy Patriotów 43 – klienci w niedzielę objętą zakazem handlu mogą bez problemu wejść do środka i zrobić zakupy. Jednak po przekroczeniu progu nie zobaczą ani jednego pracownika sieci: brak panów na magazynie, brak pań układających towary i brak kasjerów przy tradycyjnych taśmach.
Jedyną żywą osobą w placówce jest pracownik zewnętrznej firmy ochroniarskiej. To on wpuszcza klientów do środka, pilnuje bezpieczeństwa i prowadzi obchody sali sprzedaży. Klient sam wybiera towary z półek, przechodzi do strefy kas samoobsługowych, skanuje produkty, płaci kartą i opuszcza sklep.
Dlaczego to rozwiązanie jest legalne? Ustawa ma istotną lukę
Uraz, jaki polscy handlowcy czują do inspekcji pracy, jest uzasadniony – za złamanie zakazu powierzenia pracy w handlu w niedzielę grozi grzywna od 1000 zł do nawet 100 tys. zł.
Klucz leży jednak w precyzyjnym sformułowaniu przepisów. Ustawa zakazuje "powierzania pracownikowi lub zatrudnionemu wykonywania pracy w handlu lub wykonywania czynności związanych z handlem".
Skoro w sklepie Stokrotki nie ma ani jednego pracownika sieci, a ochroniarz jest zatrudniony przez zewnętrzną agencję i dba wyłącznie o mienie (nie dotyka kas, nie wykłada towaru i nie pomaga przy skanowaniu), to w świetle prawa... do złamania zakazu handlu po prostu nie dochodzi. Sieć nie zleca pracy swoim ludziom, a sam obiekt funkcjonuje jako wielka automatyczna maszyna sprzedażowa.
Kasy samoobsługowe przestały być nowinką. Polska była pierwszym krajem w grupie Lidl, w którym rozwój sieci i innowacje objęły 100 proc. obiektów — a bez stabilnej łączności mobilnej autonomiczne sklepy w ogóle nie mogłyby działać, bo każda transakcja wymaga natychmiastowej komunikacji z serwerami sieci.
Zobacz także
Czemu na półkach nie ma alkoholu i energetyków?
W pełni samoobsługowy tryb zakłada jednak spore ograniczenia asortymentowe. Idąc do niedzielnej Stokrotki, klienci nie kupią:
Wyłączenie tych kategorii wynika wprost z polskich przepisów, które przy sprzedaży produktów objętych ograniczeniami wiekowymi wymagają weryfikacji tożsamości kupującego przez pełnoletniego sprzedawcę. Ponieważ przy kasie samoobsługowej nie stoi żaden pracownik, który mógłby zatwierdzić wiek klienta, sieć zablokowała możliwość zakupu tych artykułów.
Warto dodać, że handel mierzy się dziś z całą falą nowych obowiązków. Od stycznia wszystkie sklepy muszą obsługiwać butelkomaty, a rząd zapowiedział, że kaucja nie tylko za butelki i puszki obejmie wkrótce dwie kolejne kategorie opakowań.
Żabka była pierwsza, ale Stokrotka idzie w duży format
Do tej pory bezobsługowe zakupy w niedziele kojarzyły się głównie z konceptem Żabka Nano – małymi, autonomicznymi kontenerami lub mikrolokalami, do których wchodzi się po przyłożeniu karty płatniczej.
Skalowanie tego pomysłu na pełnowymiarowy supermarket o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych to ze strony Stokrotki brawurowy krok. Podyktowany jest on nie tylko chęcią zdobycia niedzielnego klienta, ale również rosnącą presją kosztową i wysoką wrażliwością cenową Polaków w 2026 roku.
Skalę tej wrażliwości widać po wojnie cenowej największych graczy. Gdy Aldi zeszło z ceną kawy do 15 zł za kilogram, Biedronka musiała odpowiedzieć w ciągu kilkudziesięciu godzin. Mniejsze sieci szukają więc przewagi tam, gdzie mogą – na przykład w dostępności.
Presja kosztowa nie omija zresztą nikogo. Koszty utrzymania firm rosną w tempie najszybszym od kilku lat, głównie za sprawą stawek robocizny – a automatyzacja jest dla detalistów najprostszą odpowiedzią na drożejącą pracę.
Co zrobi Państwowa Inspekcja Pracy?
Stokrotka informuje, że na razie rozwiązanie jest w fazie testów i analiz organizacyjnych. Jeśli jednak Państwowa Inspekcja Pracy nie znajdzie prawnego haka na niedzielne "sklepy widmo", w ślady sieci z pewnością pójdą inni rynkowi gracze. A to oznacza, że zakaz handlu w niedziele zamiast uratować tradycyjną sprzedaż, przyspieszy w Polsce całkowitą automatyzację sektora detalicznego.






