
Kraków ma już zwycięzcę wyborów, ale jeszcze nie ma prezydenta. Lider niedzielnego głosowania musi przejść jeszcze jedną próbę, a w tej samej sytuacji był już dwa lata temu. Wtedy dogrywka skończyła się dla niego porażką. Jak będzie w 2026 roku?
Druga tura wyborów w Krakowie odbędzie się w niedzielę, 11 października, dokładnie dwa tygodnie po pierwszym głosowaniu z 27 września. Lokale wyborcze będą otwarte tak jak ostatnio, od 7 do 21. Na karcie zostaną tylko dwa nazwiska: Łukasza Gibały i Moniki Piątkowskiej.
Wyniki I tury wyborów w Krakowie. Gibała przed Piątkowską
Z oficjalnych danych Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że Łukasz Gibała z komitetu Kraków dla Mieszkańców zdobył 93 042 głosy (36,38 proc.). Popierana przez KO i PSL senator Monika Piątkowska dostała 76 514 głosów, a więc 29,91 proc. Trzeci był kandydat PiS Michał Drewnicki z wynikiem 17,50 proc. (44 772 głosy).
Dalej uplasowali się Aleksandra Owca z Razem (6,91 proc.), Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy (4,81 proc.), Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej (4,11 proc.) i Sławomir Pietrzyk z Socjaldemokracji Polskiej (0,37 proc.). Frekwencja wyniosła 43,5 proc.
Jak pisaliśmy tuż po zamknięciu lokali, Gibała był pierwszy, ale nie mógł jeszcze otwierać szampana. – Osiągnęliśmy ten wynik pomimo że nie mieliśmy żadnego szyldu partyjnego – mówił Gibała podczas wieczoru wyborczego.

Dlaczego w Krakowie są przedterminowe wybory?
Wszystko zaczęło się od referendum z 24 maja. Za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO zagłosowało 171 581 osób, a więc 97,93 proc. uczestników. Frekwencja sięgnęła 29,99 proc. przy progu 26,98 proc., dlatego wynik był wiążący. Rada Miasta przetrwała, bo w jej przypadku zabrakło wymaganej liczby głosujących.
Inicjatorzy referendum, na czele z Janem Hoffmanem, radcą prawnym, który pomógł obalić Miszalskiego, zarzucali prezydentowi m.in. zadłużenie miasta i kolesiostwo. Krytykowali też podwyżki cen biletów i sposób wprowadzenia strefy czystego transportu. Do wyborów miastem rządzi komisarz Stanisław Kracik.
Dla Gibały to powtórka sprzed dwóch lat. W 2024 roku przegrał drugą turę z Miszalskim, zdobywając 128 269 głosów wobec 133 703. Teraz znów zmierzy się z kandydatką wspieraną przez KO. Tym razem z poparciem Hoffmana, który zrezygnował z walki o Kraków i przed pierwszą turą stanął po stronie lidera.
Zobacz także
Czym różni się II tura wyborów w Krakowie od pierwszej?
W pierwszej turze do zwycięstwa trzeba było ponad połowy ważnych głosów. W dogrywce ten próg znika. Zgodnie z art. 473 Kodeksu wyborczego wygrywa kandydat, "który otrzymał większą liczbę ważnie oddanych głosów".
Przepis nawet przewiduje scenariusz na wypadek remisu. Wtedy zwycięża ten, kto wygrał w większej liczbie obwodów, a gdy i to się nie rozstrzygnie, decyduje... losowanie przeprowadzone przez komisję. Głosuje się w stałym obwodzie. Urząd miasta przypominał, że w tych wyborach nie da się jednorazowo zmienić miejsca głosowania ani pobrać zaświadczenia.
Pierwszy sondaż OGB dla Polsat News i Newsmax Polska daje Gibale 57,2 proc., Piątkowskiej 38,4 proc., a 4,4 proc. badanych nie podjęło jeszcze decyzji.
Piątkowska już raz pokazała jednak, że potrafi zaskoczyć ankieterów. W przedwyborczym badaniu, o którym pisała "Rzeczpospolita", miała 20,9 proc., a wieczorny exit poll Ipsos przyznał jej 24,4 proc. Według PKW zdobyła ostatecznie 29,91 proc., o ponad 5 pkt proc. więcej, niż wskazywał sondaż z dnia wyborów.
Najwięcej może zależeć od wyborców Drewnickiego. Na kandydata PiS zagłosowało 44 772 osoby, a to wyraźnie więcej niż 16 528 głosów różnicy między liderami. – Przekroczyliśmy znacznie ten szklany sufit Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie – ocenił Drewnicki w TVN24.
Pytany, czy poprze Gibałę, odpowiedział, że jeszcze o tym nie myśli. Jego decyzja, albo jej brak, może więc mocno wpłynąć na to, kto 11 października zostanie prezydentem Krakowa.






