
Pierwsza tura przedterminowych wyborów prezydenckich w Krakowie przyniosła niewiarygodny spektakl politycznego marketingu. Choć kandydat Prawa i Sprawiedliwości zajął dopiero trzecie miejsce i nie wszedł do dogrywki, politycy Nowogrodzkiej ogłosili wielki sukces. Oto kulisy wyścigu i sondażowego zamieszania.
Podczas gdy Beata Szydło i Jacek Sasin gratulują kandydatowi PiS "świetnego wyniku", inni politycy jego obozu oraz dawni koalicjanci nie zostawiają na tej narracji suchej nitki. Łukasz Schreiber i Janusz Kowalski wprost mówią o "zaklinaniu rzeczywistości do kwadratu". Odsłaniamy kulisy starcia o fotel gospodarza stolicy Małopolski.
Gibała wchodzi z pierwszego miejsca, Piątkowska w finale. Bilans krakowskiego wyścigu
36,38 proc. dla Łukasza Gibały i 29,91 proc. dla Moniki Piątkowskiej popieranej przez KO – tak wygląda oficjalny skład drugiej tury wyborów w Krakowie. Politycy PiS przekonują, że obecność Donalda Tuska w Krakowie była dla kandydatki ze wsparciem Koalicji Obywatelskiej obciążeniem. Cyfry mówią jednak coś innego: Monika Piątkowska zdobyła niemal dwukrotnie więcej głosów niż kandydat Prawa i Sprawiedliwości.
Przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa miały przynieść weryfikację układu sił w stolicy Małopolski. I przyniosły. Jednak to, co wydarzyło się w przestrzeni medialnej tuż po zamknięciu lokali wyborczych, przejdzie do historii polskiego marketingu politycznego jako przykład odklejenia partyjnej propagandy od faktów.
Gdy Państwowa Komisja Wyborcza podała oficjalne wyniki I tury, stało się jasne, że w dogrywce o fotel prezydenta Krakowa zmierzą się Łukasz Gibała (36,38 proc.) oraz kandydatka z poparciem Koalicji Obywatelskiej Monika Piątkowska (29,91 proc.). Kandydat Prawa i Sprawiedliwości, Michał Drewnicki, z wynikiem 17,50 proc. zajął najniższy stopień podium i odpadł z dalszej rywalizacji.
Poranny zimny prysznic
Gigantyczne zamieszanie wprowadziło opublikowane w niedzielę o godzinie 21:00 badanie exit poll. Pokazywało ono niezwykle spłaszczoną czołówkę: Monikę Piątkowską z wynikiem poniżej 25 proc. i depczącego jej po piętach Michała Drewnickiego z rezultatem bliskim 25 proc.
W sztabie Prawa i Sprawiedliwości wystrzeliły korki od szampana. Politycy tacy jak Piotr Gliński, Beata Szydło, Jacek Sasin czy Michał Wójcik natychmiast ruszyli do mediów społecznościowych, ogłaszając "klęskę koalicji Tuska", "świetny wynik Drewnickiego" i dowodząc, że wizyta szefa rządu w Krakowie była dla kandydatki wspieranej przez KO "pocałunkiem śmierci".
Poranne zliczanie kart z obwodowych komisji sprowadziło jednak ten entuzjazm do parteru. Wynik Piątkowskiej skoczył z zapowiadanych 25 proc. do prawie 30 proc., wynik kandydata PiS spadł z 25 proc. na 17,5 proc.
Z zapowiadanego "remisu na progu II tury" zrobiła się ponad 12-procentowa przepaść na korzyść obozu Koalicji Obywatelskiej. Drewnicki zdobył w Krakowie niemal dokładnie tyle samo, ile wynosi ogólnopolski twardy elektorat PiS w miastach – ani punktu więcej.
Warto dodać, że premier osobiście wspierał Piątkowską na finiszu kampanii. To właśnie podczas krakowskiego spotkania padły słynne już słowa: "grzeczny to już byłem", zapowiadające koniec ustępstw wobec opozycji.
Zobacz także
Realizm na prawicy. "To jest zaklinanie rzeczywistości do kwadratu"
Podczas gdy partyjny aparat Prawa i Sprawiedliwości prężył muskuły i celebrował zdobycie trzeciej lokaty, po prawicowej stronie sceny politycznej szybko pojawiły się trzeźwe i gorzkie głosy.
Kluczowy jest tu fakt, że Michał Drewnicki startował w warunkach idealnych – bez jakiejkolwiek konkurencji ze strony głównego nurtu Konfederacji (która nie zdołała nawet zarejestrować list z powodu braku podpisów) oraz bez kandydata ze strony stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Jedynym prawicowym kontrkandydatem był Michał Klimek z prorosyjskiej Korony Grzegorza Brauna, który uzbierał zaledwie 4,11 proc.
Niezrzeszony obecnie poseł Janusz Kowalski nie pozostawił na polityce PiS suchej nitki. "Kandydat PiS w Krakowie po osobistej dobrej kampanii i bez kontrkandydatów z Konfederacji i Rozwój Plus dostaje wynik z jedynką z przodu, a kandydatka beznadziejnego Tuska ~30 proc. Jeżeli ktoś mówi o sukcesie, to zaklina rzeczywistość do kwadratu" – podsumował Kowalski.
W podobnym, chłodnym tonie wypowiedział się Łukasz Schreiber (Rozwój Plus). "Zachwytów nie ma końca w PiS z 18–19 proc. dla p. Drewnickiego – bez prawicowej konkurencji. Jeżeli trzecie miejsce jest powodem do zadowolenia, to trochę… dziwne. W Bydgoszczy w analogicznej sytuacji uzyskałem 29 proc. w 2024 i nie ogłosiłem tego jako triumfu" – zauważył były minister.
Sondaże potwierdzają to, co pokazała urna. Nowy sondaż z 16,5 proc. dla PiS przyniósł najniższe poparcie partii Kaczyńskiego od ostatnich wyborów, a sondaż po rozłamie w PiS wykazał, że większość Polaków uważa wyjście środowiska Morawieckiego za osłabienie całej prawicy.
KO triumfuje, Lewica traci, Giertych ostrzega
W obozie Koalicji Obywatelskiej nastroje są zbieżne z chłodną kalkulacją polityczną. Politycy tacy jak Bogdan Zdrojewski z satysfakcją wskazywali, że "PiS z głównej siły politycznej stał się w Krakowie zaledwie tłem", a Roman Giertych punktował hipokryzję oponentów: "Wygląda na to, że jak kandydat KO ma prawie dwa razy więcej głosów niż PiS, to dla pisowców oznacza to 'bardzo słaby wynik'".
Wyniki krakowskie są jednak również brutalną weryfikacją dla lewicy, która wystawiła dwie osobne kandydatki. Aleksandra Owca (Partia Razem) zdobyła 6,91 proc., Daria Gosek-Popiołek (Nowa Lewica) uzbierała 4,81 proc.
Fakt, że radykalniejsza kandydatka Partii Razem wyprzedziła reprezentantkę sejmowej Nowej Lewicy, wywołał ostry apel ze strony Romana Giertycha, który ostrzegł lewicowych koalicjantów, że przy braku wyciągnięcia wniosków w nadchodzących wyborach parlamentarnych obie te formacje mogą wylądować pod progiem wyborczym.
Wnioski przed drugą turą
Pierwsza tura w Krakowie obnażyła trzy kluczowe fakty. Po pierwsze: PiS w wielkich miastach uderzył w szklany sufit. Nawet bez konkurencji na prawicy formacja Kaczyńskiego nie jest w stanie przekroczyć bariery 18 procent w metropoliach.
Drugi to kompromitacja organizacyjna Konfederacji. Brak możliwości wystawienia oficjalnego kandydata z powodu błędów przy zbieraniu podpisów zepchnął tę formację na margines (4,11 proc. kandydata Brauna). Tym bardziej zaskakująco wygląda to na tle badań ogólnopolskich, w których Konfederacje rosną w siłę i odbierają PiS-owi kolejne grupy wyborców.
Trzeci wniosek dotyczy ceny rozbicia obozów. Rozdrobnienie lewicy kosztowało ją wejście do drugiej tury, a rywalizacja prawicowych formacji może zdecydować o przyszłorocznych wyborach parlamentarnych – co potwierdzają analizy, w których chaos polityczny kosztuje wszystkich, łącznie z gospodarką.
Prawdziwa walka o Kraków dopiero się zaczyna. Łukasz Gibała wchodzi do II tury z solidną przewagą ponad 6 punktów procentowych nad Moniką Piątkowską. O tym, kto ostatecznie zasiądzie w pałacu Wielopolskich, zdecyduje to, jak w drugiej turze rozłożą się głosy wyborców odpadniętego kandydata PiS oraz rozbitej lewicy. Jedno jest pewne: zaklęcia propagandy sukcesu w tym starciu już nie pomogą.






