Mężczyzna pukający do drzwi mieszkania
Pięć ofiar w kilka dni. Oszuści dzwonią, a potem ktoś odbiera gotówkę. Fot. New Africa / Shutterstock

Pięć osób z Częstochowy i okolic straciło w kilka dni łącznie niemal 300 tys. zł. Nikt nie wyrwał im torebki na ulicy, ani nie obrabował mieszkania. Pieniądze ofiary oddały same nieznajomym, którzy wkręcili im gotową historię. Sam schemat podszywania się może i jest znany, ale w tym roku mówimy o prawdziwej pladze.

REKLAMA

W lutym pisaliśmy już, że nowe oszustwo w blokach zaczynało się od pukania z "kontrolą bezpieczeństwa", ale przestępcy na osiedlach mają się dobrze także teraz. Tym razem pukanie poprzedza telefon. Sprawcy podają się np. za członków rodziny, policjantów albo kurierów.

Oszustwo na... dowolny zawód. Presja czasu i "szczepionka na HIV" za 100 tys. zł

Scenariusz zwykle jest podobny. Dzwoni ktoś, kto podaje się za członka rodziny (np. syna, wnuczka itd.) i mówi, że spowodował wypadek, a żeby uniknąć odpowiedzialności karnej, potrzebuje gotówki.

Czasem do rozmowy dołącza "policjant" albo "prokurator" i potwierdza tę wersję. Taki drugi głos w słuchawce działa niczym świadek w sądzie. Skoro ktoś jeszcze tak mówi, to musi być prawda.

Telefon to jednak dopiero początek, bo pieniądze ktoś musi jeszcze odebrać. 68-letnia mieszkanka gminy Mykanów przekazała nieznanemu mężczyźnie 100 tys. zł, bo uwierzyła, że jej dzieci potrzebują szczepionki... na HIV.

"Bądźmy także podejrzliwi, gdy ktoś, zasłaniając się pośpiechem, ponagla nas do szybkiego podjęcia ważnych finansowych decyzji" – apelują policjanci z Częstochowy. W takiej sytuacji lepiej od razu się rozłączyć.

Fałszywy policjant to nadal główna ściema. Seniorzy za bardzo wierzą na słowo

Oprócz seniorki z Mykanowa policja wymienia jeszcze cztery osoby z Częstochowy, które dały się oszukać w ostatnim czasie:

  • 87-latek stracił 30 tys. zł. Fałszywy policjant przekonywał go, że chce go ochronić przed złodziejami.
  • 81-latka straciła 21 tys. zł według podobnego scenariusza.
  • 52-latka straciła 45 tys. zł. Uwierzyła, że pomaga w tajnej akcji CBŚP.
  • 90-latka – 100 tys. zł. "Policjant" wmówił jej, że oszczędności są fałszywe, więc oddała je do sprawdzenia. Potem kontakt się urwał...
  • To nie tylko Częstochowa. Według danych Komendy Głównej Policji przytoczonych przez WP Finanse w 2025 roku odnotowano 5226 takich oszustw, wobec 3825 rok wcześniej, a straty sięgnęły 158,6 mln zł.

    W marcu policja w Lubinie opisała dwóch mężczyzn podających się za pracowników spółdzielni, którzy okradli 90-latkę na 24 tys. zł. Opisywaliśmy też, jak przebieraniec "strażak" puka do drzwi i wyciąga pieniądze.

    Jak chronić rodziców i dziadków przed oszustami? Wystarczy "rodzinna umowa"

    "Prawdziwi policjanci, funkcjonariusze CBŚP, czy prokuratorzy NIGDY nie informują o prowadzonych przez siebie sprawach telefonicznie" – czytamy w komunikacie policji. Nie proszą też o przekazanie pieniędzy jako "dowodu w sprawie" czy dostępu do konta w banku, więc jeśli usłyszysz to w słuchawce, rozłącz się.

    Jeśli potem mamy wątpliwości, dzwonimy sami do instytucji, za którą dzwoniący się podaje. Jak się przed tym chronić? Policja proponuje rozwiązanie prostsze niż znane tylko najbliższym hasło bezpieczeństwa. Wystarczy powiedzieć, jak się zachować, gdy ktoś do nich zadzwoni po pieniądze.

    "Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest zapewnienie seniorów o tym, że nigdy nie będziemy tego robić za pomocą telefonu, lecz osobiście i co jest ważne, nie będziemy korzystać z pośrednictwa żadnych osób. Taka 'rodzinna' umowa może uchronić osoby starsze przed utratą zbieranych latami oszczędności" – piszą funkcjonariusze.

    Zadzwońcie więc lub spotkajcie się z rodzicami lub dziadkami i ustalcie to raz na zawsze. Nigdy nie przekazujmy pieniędzy po prośbie przez telefon. Nawet wtedy, gdy w słuchawce słychać głos kogoś bliskiego (można go sklonować przy pomocy sztucznej inteligencji). Pięć minut rozmowy kosztuje dużo mniej niż 100 tys. zł, które straciły dwie seniorki.