
Są porażki, po których nawet najgłośniejszy wpis ministra sprawiedliwości brzmi jak tłumaczenie się ucznia przyłapanego bez zadania domowego. I tak można patrzeć na środową decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie ws. wydania listu żelaznego Marcinowi Romanowskiemu. Waldemar Żurek, a szerzej – cała Koalicja 15 października – została upokorzona.
Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, podejrzany w aferze Funduszu Sprawiedliwości, ścigany listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania, od grudnia 2024 roku pozostaje poza zasięgiem polskich służb – przechytrzył wszystkich i uciekł tam, gdzie ENA nic nie daje. W sierpniu do warszawskiego sądu przyszła od niego koperta. Stempel: Tyraspol, stolica Naddniestrza, skrawka Mołdawii, nad którym od lat wisi rosyjski cień. W środku wniosek o list żelazny i deklaracja, że stawi się na każde wezwanie. A przy okazji zbiegły polityk PiS przyznał się, że posługuje się fałszywą tożsamością.
Prokuratura powiedziała wnioskowi Romanowskiego "nie". Minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, Waldemar Żurek, również powiedział "nie". Wydawało się, że przepis też zdawał się mówić "nie": art. 281 Kodeksu postępowania karnego pozwala w śledztwie wydać list żelazny tylko na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu. Wydawało się, że sprawa jest zamknięta, zanim się na dobre otworzyła.
A jednak. Marcin Romanowski czekał, aż się doczekał – 30 września 2026 sąd uznał, że ten fragment przepisu jest sprzeczny z konstytucją i przepisami prawa międzynarodowego, i wydał Romanowskiemu list żelazny. Rzeczniczka Sądu Okręgowego przekazała, że decyzją składu orzekającego lepiej umożliwić wyjaśnienie sprawy, niż dalej polegać na metodach, które okazały się nieskuteczne. Oznacza to, że jeśli postanowienie sądu się uprawomocni, Romanowski na terytorium Polski nie będzie mógł być zatrzymany i tymczasowo aresztowany, a ENA pójdzie do kosza.
Trudno o bardziej dyplomatyczny, a zarazem bardziej bolesny sposób powiedzenia prokuraturze: nie daliście rady.
Marcin Romanowski z listem żelaznym, a Waldemar Żurek z lekcją, której długo nie zapomni
Bo właśnie to jest sedno upokorzenia Waldemara Żurka, a szerzej – całej Koalicji 15 października. Nie sam list żelazny, bo ten jest nieprawomocny, prokuratura złoży zażalenie, a sąd apelacyjny może wszystko odwrócić. Upokarzające jest to, że człowiek, którego państwo z całym swoim aparatem nie potrafiło odnaleźć, wygrał rundę pismem wysłanym zwykłą pocztą. Bez szturmu, bez ekstradycji, bez spektakularnego zatrzymania na lotnisku. KOPERTĄ wysłaną do warszawskiego sądu.
Zobacz także
Reakcja Żurka tylko pogłębia to wrażenie. Zamiast chłodnego "złożymy zażalenie, sprawa jest w toku", dostaliśmy festiwal emocji: "neosędzia", "szczyt hipokryzji", "swoi chronią swoich" i zapewnienia, że bezkarności nie będzie. Minister ma rację, że to PiS zaostrzył przepis, na który dziś powołuje się prokuratura, a Konrad Mielcarek, sędzia "ze stajni Ziobry, oświadcza, że pisowskie prawo go nie wiąże, zasłaniając się konstytucją".
I, a jakże, jest w tym ironia. Tylko że gdy szef resortu sprawiedliwości musi tłumaczyć porażkę statusem sędziego, opinia publiczna, przy wsparciu prawicowych polityków i mediów, słyszy przede wszystkim: przegrałeś, prokuratorze generalny.
Waldemar Żurek może jeszcze wyjść z tego obronną ręką?
Jest też niestety większy problem. Od blisko trzech lat rząd przekonuje, że rozliczenia poprzedniej władzy idą pełną parą. Tymczasem jedna z najbardziej głośnych afer – defraudacja Funduszu Sprawiedliwości – utknęła na etapie, w którym to jeden z głównych podejrzanych dyktuje warunki. Jeśli list żelazny się uprawomocni, Romanowski pewnie wróci do kraju, ale nie w kajdankach, tylko jako człowiek, który sam wybrał moment i tryb powrotu do kraju. I to będzie musiało zmienić całą narrację ze "ściganego uciekiniera" w "podejrzanego, który przyjechał się bronić". A PiS i jego zwolennicy zapieją z zachwytu.
Oczywiście Waldemar Żurek może jeszcze wyjść z tego obronną ręką. Wystarczy, że sąd apelacyjny przyzna rację prokuraturze. Wtedy minister ogłosi zwycięstwo, a decyzja sądu z 30 września zostanie przedstawiona Polkom i Polakom jako wybryk jednego sędziego. Ale nawet wtedy tak łatwo nie da się wymazać wypowiedzi prokuratora generalnego, który na ruch uciekiniera odpowiada wpisami w mediach społecznościowych, bo innego ruchu w tej chwili nie ma.
Polityka żywi się symbolami i ten jest wyjątkowo wyrazisty – koperta z Tyraspola, która okazała się skuteczniejsza niż list gończy. Dla Waldemara Żurka to nie tylko przegrana potyczka z Romanowskim, który ucieka przed organami ścigania i gra wszystkim na nosie. Wielu wyborców, w tym przede wszystkim obecnej władzy, za chwilę może głośno stawiać pytanie: skoro nie potrafią sprowadzić Romanowskiego do Polski, to co właściwie potrafią? A kolejne wybory parlamentarne już blisko.






