
Koszty podróżowania idą w górę na całym świecie. Niebawem do tego trendu dołączy kraj, do którego Polacy jeżdżą coraz częściej. W 2027 roku rząd Islandii planuje rewolucję. Bez przepustki nie doświadczymy turystycznych dobrodziejstw, które ma do zaoferowania ta wyspa. A za jej brak będzie grozić wysoka kara.
Islandia to kraj, który w ostatnich latach wyjątkowo skorzystał na turystyce. Chociaż wydaje się kierunkiem odległym i mało dostępnym z Polski (choć dotarcie tam ułatwia nowa trasa Icelandaira z Gdańska), tak naprawdę nasi rodacy już ją dobrze poznali. Stanowimy tam najliczniejszą mniejszość narodową, a nasi podróżni pojawiają się tam coraz częściej w celach turystycznych.
Sielankowe zwiedzanie Islandii nie potrwa jednak długo, bo planowane na 2027 rok zmiany w przepisach uderzą w portfele odwiedzających osób. Już wcześniej było wiadomo, że wyspa lubiana przez Polaków chce wyhamować turystykę i ma na to pomysł, który teraz przybiera konkretny kształt. Władze w Rejkiawiku przygotowały projekt tzw. opłaty przyrodniczo-infrastrukturalnej, która obejmie najpopularniejsze atrakcje Złotego Kręgu. To niejedyny kraj, który sięga głębiej do kieszeni turystów.
Tanio już było. Nowa opłata na Islandii
Nowy system pobierania opłat od turystów ma ruszyć 1 maja 2027 roku i na początku obejmie trzy najważniejsze miejsca na wyspie: wodospad Gullfoss, obszar geotermalny Geysir i Park Narodowy Thingvellir. Dotychczas wstęp do tych miejsc był bezpłatny.
Zamiast pojedynczych biletów, rząd stawia na przepustkę ważną przez 12 miesięcy, sprawdzaną za pomocą kodu QR. Wysokość opłaty będzie zależała od terminu zakupu. W sezonie wysokim (1 czerwca – 30 października) będzie ona kosztować 4500 ISK (ok. 140–145 zł) za osobę. Poza sezonem (1 listopada – 31 maja) jest to już 3000 ISK (ok. 95 zł). Co ważne, tańszy wariant nie zadziała podczas letnich miesięcy, co ma zapobiec kupowaniu biletów "na zapas".
Zobacz także
Za zwiedzanie bez przepustki słono zapłacimy
Za brak ważnej przepustki grozić będzie kara – aż 60 tys. ISK (ok. 1900 zł), zredukowana do 20 tys. ISK w przypadku zapłacenia mandatu na miejscu. Z opłat zwolnieni będą mieszkańcy Islandii i obcokrajowcy odprowadzający podatki na miejscu.
Jednocześnie projekt pozwoli zaoszczędzić turystom w innym zakresie, bo zakłada on likwidację państwowych opłat parkingowych. Parkingi przy Geysir i Gullfoss znajdują się jednak na terenach prywatnych, co oznacza, że ich właściciele nadal będą mogli pobierać własne opłaty.
Jak podaje "Forbes", projekt wywołał krytykę wśród touroperatorów, którzy podkreślają, że spodziewali się raczej symbolicznych kwot (rzędu 1000–1500 ISK), tymczasem nowa opłata podniesie koszty zorganizowanych wycieczek po Złotym Kręgu nawet o 40 proc.
Rząd broni jednak swojej koncepcji. Minister przemysłu Hanna Katrín Friðriksson zaznaczyła, że zagraniczni podróżni powinni współfinansować infrastrukturę niszczoną przez masową turystykę. Podobną drogą idą inne europejskie kierunki – na przykład Amsterdam chce wygonić turystów, a pomóc ma w tym nowy podatek. Według prognoz nowy system ma zasilić budżet Islandii kwotą 6–7 mld ISK rocznie. Dodatkowe pieniądze będą przeznaczone na ochronę przyrody i bezpieczeństwo.






