protest mieszkańców Grojca i miejscowy kościół
Grojec kontra biskup. "Gdyby było 1000 takich księży, kościoły pękałyby w szwach" Fot. Wikipedoa/Januszk57 – Praca własna/CC BY-SA 4.0/Zrzut ekranu / X /montaż naTemat

– To był ksiądz idealny. Ludzki. Do rany przyłóż. Bardzo odbiegał od stereotypowego wyobrażenia księdza – powtarzają mieszkańcy Grojca. Ich akcja w obronie ks. Józefa Zborka, którego odwołał biskup, obiegła Polskę. Na szokujących nagraniach widzieliśmy, jak cała wieś stanęła za nim murem, a biskup musiał uciekać w nocy pod eskortą policji. Grojec próbuje podźwignąć się po tym, co się stało. Padają słowa o wstydzie i upokorzeniu. Ale ostrzeżenia, że ludziom mogą puścić nerwy, były już wcześniej.

REKLAMA

– W niedzielę poszło to w bardzo złym kierunku. Wstydzę się tego, jak to się skończyło. Żałuję, że pokazano tylko złe rzeczy. Podejrzewam, że na pewno nie spodobało się to też księdzu proboszczowi, bo on nigdy nas tak nie wychowywał, żeby przemocą rozwiązywać problemy – mówi naTemat Katarzyna Walczyk parafianka, członkini rady duszpasterskiej, która była świadkiem głośnego na całą Polskę wydarzenia z biskupem.

Od wtorku, 29 września, jak dodaje, próbowali rozmawiać z kurią na temat odwołania księdza. Tego dnia, gdy się o tym dowiedzieli, delegacja z Grojca udała się do kurii, ale nie zdołali spotkać się bezpośrednio z biskupem. – Pojechaliśmy z pokojowymi zamiarami. Chcieliśmy, żeby nas wysłuchano. Żeby jeszcze raz przemyślano decyzję. Nie chcieliśmy brutalnego, agresywanego rozwiązania. Nie chcieliśmy stawiać naszej parafii w złym świetle. Nie chcieliśmy zaszkodzić naszemu księdzu – mówi.

Było jednak widać, że parafianie są bardzo rozgoryczeni i zaniepokojeni. Pojawiło się bardzo dużo pytań. Ludzie nie potrafili zrozumieć, w czym zawinił ksiądz Józef Zborek i czym tak bardzo się naraził, że po 30 latach postanowiono go odwołać.

– Emocje już od wtorku zaczynały sie podnosić. Myśmy to czuli. Baliśmy się, że jeśli ta decyzja nie będzie w odpowiedni sposób przekazana, to dojdzie do czegoś złego. I to się niestety wydarzyło. Jest nam za to wstyd. Poniekąd czujemy się odpowiedzialni, ale nie do końca, bo ostrzegaliśmy władze kurii, że wydaje nam się, że ludzie czekają na ich krok. Gdyby ich komunikat był wcześniej, nie doszłoby do tego. Nie chciano nas słuchać – dodaje.

We wsi, jak mówi, jest ogromne zdziwienie, rozgoryczenie i niezrozumienie. Kulminaję widzieliśmy w ostatnią niedzielę w nocy.

Ks. Józef Zborek odwołany po 30 lat. W Grojcu wrze

Grojec w województwie małopolskim leży 10 minut drogi samochodem od Oświęcimia. Liczy koło 3,2 tys. mieszkańców. Jakiś czas temu był bohaterem nagłówków w lokalnych mediach o tym, że to może być najstarsza miejscowość w Polsce (za sprawą jam mieszkalnych z okresu 4500–4000 lat p.n.e., które znaleziono tu podczas wykopalisk archeologicznych).

Nic jednak nie rozsławiło Grojca tak jak akcja w obronie księdza Józefa Zborka, który w tutejszej parafii św. Wawrzyńca służył od 30 lat, a decyzją biskupa do 3 października musiał opuścić parafię. Jak podała kuria, chodziło o "stwierdzone i udowodnione poważne nieprawidłowości w wypełnianiu tego urzędu". Nie wyjaśniła tylko jakich.

– Widać było po nim, że jest załamany. W parafii już go nie ma. Do soboty musiał się usunąć. Nie wolno mu było nawet się z nami pożegnać. Nie mógł zrobić mszy pożegnalnej. Ten człowiek to chodząca dobroć. Ludzki. Do rany przyłóż – słyszę o nim w Grojcu.

We wsi huczy. Nikt nie mówi o niczym innym. Nie wierzą, że 65-letni ksiądz mógł dopuścić się jakichkolwiek nieprawidłowości. O księdzu słychać tylko same dobre słowa.

– On bardzo odbiegał od stereotypowego wyobrażenia księdza. A wszyscy wiemy, jaki jest stereotyp – reaguje jeden z mieszkańców.

Kolejny: – W życiu nie miał żadnego cennika. Po kolędzie, gdy mu się datki do ręki dawało, to w pierwszej reakcji odpychał je. Wziął tylko, jak ktoś nalegał, ale od rodzin biednych absolutnie nie brał. Jak ktoś nie dał mu pieniędzy, to nie było żadnego problemu. Który ksiądz wszystkie pieniądze z kolędy czy wypominek przeznaczał na kościół? Nie ma takich innych księży. A on tak robił. 

Ludzie mówią, że wszędzie go było widać. Że sam kosił trawę koło kościoła i wykonywał różne inne prace fizyczne. 

– Miał gospodynię na plebanii? – pytam.

– A broń Panie Boże! – odpowiada w emocjach jedna z osób.  

Kuria odpowiada komunikatem. Pisze o agresywnym tłumie

Nagranie z niedzielnej akcji obiegło internet i wywołało lawinę. Najpierw jednak tłum otoczył kościół. Przyszły całe rodziny. To nie był spontaniczny zryw. – Na mediach społecznościowych ogłaszali, żeby przyjść o 19:00, bo ma przyjechać biskup i potrzebne jest wsparcie dla księdza. Cała wieś stanęła murem za księdzem – opowiada nam jeden z mieszkańców, który też stawił się pod kościołem.

O godz. 19:00 z inicjatywy biskupa w salce przykościelnej odbyło się spotkanie z Radą Parafialną, które trwało 2,5 godziny i "przebiegło w spokojnej atmosferze". Potem biskup przeszedł do kościoła i wtedy zaczęło robić się gorąco. Jak podało w komunikacie z 5 października Centrum Informacyjno-Medialnego Diecezji Bielsko-Żywieckiej, "do kościoła wtargnął agresywny tłum osób wykrzykujących przekleństwa".

Ostatecznie – jak czytamy – biskup Roman Pindel "w celu uniknięcia zbezczeszczania świątyni i ratowania swojego bezpieczeństwa z kilkoma kapłanami poszedł do zakrystii kościoła i chciał wyjść na zewnątrz".

Polska zobaczyła zaś dantejskie sceny z zakrystii, w tym biskupa, który o 1:00 w nocy, pod eskortą policji, musiał się ewakuować z kościoła. Na miejsce ściągnięto aż policyjnych negocjatorów z Krakowa.

"Zaczęli krzyczeć, przeklinać, ciągnąć za ręce – szarpali ks. biskupem", "Szarpanina nie była potrzebna"

– Jesteś okrutny, biskupie! Nie jesteś człowiekiem! Czy biskup ma serce? Tylko pieniądze wam dać! Dlaczego księży p*dofili tolerujecie, a zwykłego księdza nie? – słychać na nagraniu, jak krzyczą wzburzeni mieszkańcy do biskupa. 

Chcą, żeby bp Pindel wytłumaczył im, dlaczego zabierają im księdza. Biskup miliczy. Dochodzi do szarpaniny. "Zaczęli krzyczeć, przeklinać, ciągnąć za ręce – szarpali ks. biskupem, ks. Markiem Studenskim i ks. Stanisławem Morawą. Wepchnęli grupę kapłanów z ks. biskupem z powrotem do kościoła. Tam odgrodzono drogę grupie kapłanów" – opisuje kuria.

Katarzyna Walczyk brała udział w rozmowie w salce. Była też w zakrystii.

Proszę mi wierzyć, tam był chaos, bieganina, przekrzykiwanie się. To nie była rozmowa. Potem zdecydowali, żeby ksiądz wikary ich gdzieś ukrył. Pobiegli do salki, w której wcześniej rozmawialiśmy. Źle się stało, że nie udało się zapanować nad tym wszystkim.

Katarzyna Walczyk

parafianka z Grojca w rozmowie z naTemat

Nasi rozmówcy przyznają, szarpanina nie była potrzebna. Ale jak mówi jeden z nich, to, co widzieliśmy, było desperacją ludzi, którzy nie wiedzą już, co robić.

– Parafia stanęła murem za księdzem, bo nie dostała wyjaśnienia, dlaczego go zabierają. Widzieliśmy, że pękają nerwy i padają niecenzuralne słowa. Ale gdyby biskup wyszedł do ludzi i przedstawił powody przeniesienia księdza, być może by do tego nie doszło. Tymczasem całą swoją postawą eskalował problem. I sam prosił się o to, żeby w ludziach wzbudzić emocje. W żaden sposób nie umiał tego rozładować – reaguje jeden z mieszkańców.

– A jeżeli ktoś chce wyjaśnień i chce być uczciwie potraktowany, a jest ignorowany, to w pewnym momencie kończy się cierpliwość. I niektórzy się podpalili – dodaje.

Inny z mieszkańców Grojca mówi zaś, że po tym, co stało się w nocy 4 października, bolą go niektóre opinie. Bo ludzie, nie znając sytuacji, spłycają ich pobudki na zasadzie: "chcieli im zabrać księdza, to sobie wymyślili protest".

– To nie jest zwykły protest, że przenieśli księdza, bo był fajny. Gdyby było z 1000 takich księży Zborków, to kościoły w Polsce pękałyby w szwach. To był ksiądz idealny. Bardzo dobry, ludzki, zawsze każdemu rękę podał. Jak ktoś miał problem, zawsze mógł liczyć na jego pomoc. Do każdego umiał podejść – mówi mężczyzna.

"Ksiądz Zborek zawsze był frontem do ludzi", "Umiał wszystkich pojednać"

Dlatego w odczuciu wsi sprawa wygląda dużo głębiej, niż może się wydawać. Pod adresem proboszcza padają słowa, jakich wielu duchownych w Polsce pewnie nie słyszy, bo i sam ksiądz – z opowieści mieszkańców – wyłania się niezwykły. 

– On zawsze był frontem do ludzi. Jak była powódź w 2001 roku, to sam na własny koszt jeździł pomagać. Sam podwoził dzieci do szkoły, zabierał na zakupy i płacił z własnej kieszeni. Taki jest z niego człowiek – twierdzi jeden z mieszkańców.

– W tej parafii nigdy nie było żadnych ogłoszeń dotyczących finansów w kancelarii czy w zakrystii kościoła. Zawsze było "co łaska" albo "nie trzeba" – dodaje Katarzyna Walczyk.

Opowiada, że ksiądz ich wychował. Że ludzie po wizycie w konfesjonale u niego mówią, że czują się, jakby ktoś poszedł do super dobrego psychologa. 

– To jest po prostu człowiek o wielkim talencie i umiejętnościach. Nie ma nic złego na tego człowieka. Nie ma żadnej rzeczy, którą można byłoby mu zarzucić. To bardzo, bardzo dobry człowiek. Bardzo prawdomówny, prawdziwy, uczciwy, pokorny, o wysokiej kulturze osobistej. Jego powołanie jest prawdziwe. Jest bardzo dyskretny, skromny i niesamowicie wrażliwy na różne sprawy ludzkie – mówi. 

Opowieści o nim nie mają końca.

W Grojcu są dwa kościoły. Stary, pw. Św. Wawrzyńca z XVIII wieku, który do 2000 roku był kościołem parafialnym, oraz nowy, murowany – pw. Matki Bożej Miłosierdzia (Ostrobramskiej), który stoi naprzeciwko, po drugiej stronie drogi, i przejął jego funkcję. 

Gdy ks. Józef pojawił się w Grojcu, nowy kościół był w budowie. – Wcześniejszy ksiądz nie miał dobrej opinii. Ludzie przestali dawać na tacę. A ten jak przyszedł, umiał wszystkich pojednać. Wykończył nowy kościół, w starym też co chwila było coś remontowane. Ludzie widzieli, że są zmiany. Dawali pieniądze na tacę. Wszystko rosło – słyszę.

Sam ksiądz jeździł Ładą Nivą. Mieszkańcy nie wiedzą, czy to była ciągle ta sama. Ale cały czas, od samego początku, jeździł takim samym modelem.

"Gdy w innych parafiach chrztu nie chcieli dać, to u nas nie było problemu"

Dziś w Grojcu nikt nie wierzy w jakiekolwiek zarzuty. Tu aż huczy tu od plotek, dlaczego ktoś uparł się akurat na ich księdza.

– Dlaczego tylu ludzi przyjeżdżało do naszego kościoła z okolicznych miejscowości? O to jest cały szum. Bo odbierał wiernych innym parafiom i to je drażniło. Gdy w innych parafiach chrztu nie chcieli dać, to u nas nie było problemu – twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Inna osoba w Grojcu dorzuca: – Chodzą plotki, że to w sąsiednich parafiach księża zgłaszali problemy. On nie ma cennika. Jak ktoś był biedniejszy, to nie brał za mszę czy inne ceremonie. A to ponoć miało powodować pewien opór w innych parafiach – mówi.

Jedno jest pewne – emocje aż buzują.

Dalsza część artykułu poniżej.

Biskup Pindel już powiedział mieszkańcom Grojca – nowy ksiądz jest wybrany. Pytanie, co dalej?

Sprawa na poważnie ciągnie się od 2024 roku, ale narastała podobno już wcześniej. Teraz był po prostu moment kulminacyjny.

Zacytujmy fragment komunikatu Centrum Informacyjno-Medialne Diecezji Bielsko-Żywieckiej, w którym wyjaśniono cały proces.

"Zastosowano procedury przewidziane przez prawo kanoniczne. Ksiądz miał pełne prawo do obrony. Skorzystał z prawa odwołania się do wszystkich instancji Stolicy Apostolskiej. Jego obrońcą był profesor, uznany autorytet w dziedzinie prawa kanonicznego. Dykasteria ds. Duchowieństwa potwierdziła słuszność decyzji Księdza Biskupa, a postępowanie zostało definitywnie zakończone na mocy decyzji Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

Ksiądz Józef Zborek otrzymał dekret Sygnatury Apostolskiej i wie, że nie pełni już urzędu proboszcza. W rozmowie z Biskupem i Wikariuszem Generalnym otrzymał kilka propozycji przeżywania czasu emerytury". 

W międzyczasie mieszkańcy Grojca jeździli do kurii, pisali pisma. – Rada parafialna próbowała dowiedzieć się powodów, ale grochem o ścianę. Nic nie podają. Co dalej? Będzie ciężko. Będziemy dalej próbować, ale czy to coś poskutkuje? Nie wiadomo. Bądźmy dobrej nadziei – rzuca jeden z naszych rozmówców.

Sam dodaje, że biskup już im powiedział – nowy ksiądz jest już wybrany. Jeden z mieszkańców ocenił zaś, że kuria "zniszczyła dwóch księży". – Naszego i tego następnego, który przyjdzie. Bo nowy ksiądz nic nie jest winien, a już będzie miał pod górkę – mówi.

Katarzyna Walczyk mówi jeszcze, że widzieli, jak przez tę sprawę ksiądz Zborek się zmieniał przez lata: – Widzieliśmy, jak chudnie, jak jest wyczerpany psychicznie i fizycznie. A i tak starał się trzymać.

Sami czują się dziś upokorzeni, że do takiej sytuacji doszło. – Że nasz ksiądz proboszcz za taką wspaniałą posługę musiał czegoś takiego doznać. Przecież to jest upokorzenie. Każdy, kto wczoraj w tym uczestniczył, jest załamany tą sytuacją. Nie powinno to mieć miejsca. Z drugiej strony ludzie w Grojcu pokazali jedność – mówi.