
Krajobraz wokół Jeziora Solińskiego zmienił się w ostatnich miesiącach nie do poznania. Tam, gdzie jeszcze niedawno cumowały jachty i działały wypożyczalnie sprzętu wodnego, dziś rozciągają się rozległe, spękane płaty mułu i kamieni. Linia brzegowa zbiornika cofnęła się w wielu miejscach o kilkadziesiąt metrów, ujawniając dno, które przez dekady pozostawało ukryte pod taflą wody.
Obraz ten przyciąga rzesze turystów i spacerowiczów fotografujących spękane ziemskie ustronie oraz zalane niegdyś fundamenty dawnych wsi. Jednak pod tą osobliwą atrakcją kryje się powoli narastający problem przyrodniczy, gospodarczy i turystyczny.
Dlaczego Solina wysycha? Tragiczny bilans wodny
Za dramatycznie wyglądający spadek poziomu wody w akwenie odpowiada splot czynników atmosferycznych i wymogów technologiczno-retencyjnych. Najważniejsza sprawa to głęboka susza hydrologiczna. Przedłużający się brak opadów atmosferycznych, wysokie temperatury oraz brak istotnych dopływów do zbiornika przez blisko pół roku.
Jezioro ma ujemny bilans dopływu i odpływu: Do zbiornika dopływa obecnie zaledwie ok. 1 m³ wody na sekundę, podczas gdy wypływa z niego aż 7,5 m³/s.
Obowiązek stałego zrzutu wody ze zbiornika przez Zespół Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce wynika z przepisów prawa. Zbiornik soliński ma za zadanie podtrzymywać minimalny przepływ w rzece San, co gwarantuje ciągłość ujęć wody pitnej dla okolicznych miejscowości oraz zapobiega całkowitemu obumarciu biologicznego życia w dolinie rzeki poniżej zapory.
To problem całego kraju, nie tylko Bieszczadów
Solina jest tylko najbardziej widowiskowym przykładem. IMGW od miesięcy alarmuje, a susza obciąża Polskę, bo "ziemia zaczyna przypominać pustynię" – niskie są stany nie tylko rzek, ale i zbiorników retencyjnych w całym kraju.
Skalę zjawiska widać też na głównej polskiej rzece. Gdy coś złego działo się z Wisłą, a królowa polskich rzek przypominała potok, susza obejmowała jednocześnie 14 województw.
Czy to już koniec, czy woda wkrótce powróci?
Choć widok osuszonej wołkowyjskiej czy chrewckiej zatoki rodzi pytania o trwały zanik jeziora, eksperci z zakresu gospodarki wodnej i hydrologii uspokajają: soliński zbiornik nie wysycha na stałe. To zjawisko cykliczne: podobne, drastyczne obniżenia zwierciadła wody miały miejsce w przeszłości – m.in. w latach 2003, 2011 oraz 2022.
Zalew to ogromne rezerwy wody. Przy powierzchni około 22 km² i maksymalnej głębokości sięgającej ponad 60 metrów, całkowita pojemność retencyjna zbiornika wynosi około 500 mln m³ wody.
Zgodnie z przewidywaniami Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Rzeszowie oraz IMGW, stan wody w jeziorze powinien zacząć wracać do normy w okresie jesienno-zimowym wraz ze wzrostem opadów deszczu i roztopami śnieżnymi.
Trzeba jednak zaznaczyć, że postępujące zmiany klimatyczne – wzrost średnich temperatur oraz gwałtowniejsza zmiana struktury opadów – powodują, że tak głębokie niżówki hydrologiczne będą pojawiać się częściej i trwać dłużej niż w poprzednich dekadach.
Co dzieje się z rybami i lokalnym ekosystemem?
Gwałtowne cofanie się linii brzegowej wywiera silną presję na ekosystem zbiornika. Płytkie zatoki i strefy litoralu (np. wokół Chrewtu czy Teleśnicy) to kluczowe miejsca rozrodu, żerowania i schronienia dla wielu gatunków ryb oraz ptactwa wodnego. Gdy woda ustępuje, strefy te zamieniają się w wyschnięte błoto.
Polska nie jest w tym odosobniona. Gdy wysychała największa rzeka Francji, Loara miejscami praktycznie przestawała płynąć, a eksperci ostrzegali, że identyczne obrazy zobaczymy wkrótce nad Wisłą.
Zresztą o polskiej suszy piszą już media na całym świecie. Jak opisywaliśmy, o tym, co dzieje się w Warszawie, donoszą nawet w Turcji, przytaczając liczbę ostrzeżeń IMGW przed suszą.
Mniejsza objętość wody w płytkich zatokach sprzyja jej szybszemu nagrzewaniu się, co z kolei prowadzi do spadku stężenia rozpuszczonego tlenu i stresu u ryb.
Wypłycona Solina ujawnia gigantyczne ilości naniesionego przez lata osadu i mułu. Samorządy oraz lokalni przedsiębiorcy podejmują pierwsze próby odmulania niektórych zatok, ale operacje te wymagają kosztownych badań osadów pod kątem substancji szkodliwych oraz uzyskania zgód od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ).
Z drugiej strony, wymuszony zrzut wód ze zbiornika chroni ekosystem rzeki San poniżej zapory solińskiej, nie dopuszczając do wyschnięcia jej koryta.
Zobacz także
Krótka historia Bieszczadzkiego Morza. Kiedy i po co powstało?
Jezioro Solińskie jest największym pod względem pojemności sztucznym zbiornikiem wodnym w Polsce. Jego historia wiąże się z koniecznością opanowania niszczycielskich powodzi w dolinie Sanu. Pierwsze plany mają ponad wiek. Koncepcję budowy zapory w tym miejscu opracował już w 1921 roku prof. Karol Pomianowski.
Budowę trwającą od 1960 do 1968 roku zrealizowano pod kierunkiem inż. Feliksa Niczkie. Zapora w Solinie ma 81,8 m wysokości i 664 m długości. Zbiornik oddano do oficjalnej eksploatacji 20 lipca 1968 roku.
Powstanie jeziora wymagało zalania kilkunastu tętniących życiem miejscowości (m.in. dawnej Soliny, Wołkowyi, Chrewtu, Sokolego, Teleśnicy Sannej czy Rajskiego). Zatopiono domy, cmentarze, cerkwie i młyny. To właśnie te historyczne podwaliny – fundamenty wiejskich chat, dawne podmurówki i piwnice – oglądają dziś turyści spacerujący po odsłoniętym dnie spiętrzonego pół wieku temu Sanu.
Zjawisko odsłaniania "skarbów" przez cofającą się wodę znamy też ze stolicy. Gdy widzieliśmy z bliska rekordowo płytką Wisłę, woda odsłoniła stołeczne "skarby" – w tym artefakty z czasów potopu szwedzkiego.
Bieszczadzkie akweny retencyjne to potężny mechanizm regulacyjny i choć obecne odsłonięcie dna wygląda alarmująco, Solina przetrwa kolejną suszę, czekając na jesienne i zimowe opady, które znowu wypełnią jej misę.






