
9 października 2026 roku ma już ponurą etykietę "krwawego piątku". W ostatnich dniach policja zatrzymywała kolejnych uczniów z nożami, a wczoraj w szkolnym ataku zginęła 37-letnia pracownica placówki. Po wydarzeniach w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach trudno dziwić się społecznemu przerażeniu. Coś wyraźnie pęka, a dorośli gorączkowo szukają odpowiedzi. Często chyba nie tam, gdzie trzeba.
Z czego to wynika? Skąd to się wzięło? Wszyscy się nad tym zastanawiają. Zewsząd spływają też diagnozy problemu. W sieci mowa o internetowym "challenge'u", o napędzanym przez portale "efekcie Wertera" (jak gdyby nastolatki w ogóle zaglądały do tego typu mediów), a nawet – tu wprost ulubiona wersja trolli, a także mniej doinformowanych rodziców – o wpływie gier komputerowych. Na tym się jednak nie kończy. Wina przypisywana jest lewicy – za zbyt liberalne i "bezstresowe" podejście do wychowania, a także prawicy – za sianie fermentu w przestrzeni publicznej i promowanie agresji, w tym np. tej na tle narodowościowym.
Kolejni winni to rządzący (obecni i zaprzeszli), którzy nie zapewnili odpowiedniego finansowania pomocy psychologicznej w szkołach. Zarzut pewnie słuszny, ale chyba nikt nie zakłada, że przelewy są panaceum na całe zło.
Oskarżenia sięgają aż za Atlantyk. Mówi się na przykład o tym, że to efekt popkulturowej "amerykanizacji" i echa znanych masakr, chociażby tej w Columbine. Być może jest w tym pewna prawda, ale problem ataków na szkoły zaczyna pojawiać się nawet w bardziej konserwatywnych i zdecydowanie bardziej antyamerykańskich niż polskie społeczeństwach. Przykład pierwszy z brzegu – w 2023 roku Kosta Kecmanović, 13-letni uczeń szkoły w Belgradzie, oddał 57 strzałów z pistoletów ojca, zabijając 10 osób. Zresztą topos nożownika bardziej charakterystyczny jest dla chińskiego "odwetu na społeczeństwie" (choć ten z kolei dotyczy raczej dorosłych, a nie uczniów).
Polska z przerażeniem spogląda w przyszłość
Ta lista jest pewnie jeszcze dłuższa, ale to główne "hipotezy", które udało mi się wychwycić podczas czytania setek komentarzy z Facebooka i X, które mają związek z tą sprawą. Wybrzmiewa tu jedna rzecz – polskie społeczeństwo z przerażeniem spogląda w przyszłość. Nikt nie wie, co nas czeka, nikt nie wie, jak w zasadzie zareagować (poza wysyłaniem do szkół patroli), ale też nikt nie wie nawet, gdzie dokładnie leży problem.
Nie dziwi mnie to przerażenie i błądzenie we mgle. Może czas dojrzeć do niewygodnej perspektywy, w której dorośli od dawna odcięci są od problemów swoich dzieci. I to nie na poziomie, który da się rozwiązać prostym przykazem: "usiądźmy dziś wieczorem i porozmawiajmy". To byłaby wersja "light". Tak właściwie to można postawić tezę, że żyjemy w kompletnie innych światach, a dialog kulturowy pomiędzy nimi to towar ekskluzywny, na który pozwolić sobie może coraz mniej osób. Może to być mocny punkt wyjścia w dyskusji o obecnych zdarzeniach.
Żyjemy w dwóch różnych światach, a gry to jedynie tego symptom
Zagadnienie psychologicznych dysfunkcji związanych z grami komputerowymi, a także internetem jest mi bliskie. Światami wirtualnymi zajmuję się niemal całe dorosłe życie. Nauka od dawna wskazuje na to, że relacje pomiędzy poziomem agresji a grami są przede wszystkim skomplikowane i niejednoznaczne.
prof. Sandra L. Shullman, prezydentka American Psychological Association w kadencji 2020
Aktualizacja stanowiska APA z 2020 roku.
Powiem nawet więcej – fundamentalne wzorce agresji i regulacji emocji powstają wcześniej, niż dziecko jest w stanie świadomie grać w gry. Ba! Odważyłbym się nawet powiedzieć, że najpierw występuje dysfunkcyjne otoczenie, a potem dopiero jeden z wariantów eskapizmu, metod radzenia sobie z tym otoczeniem. Dopiero w tym zbiorze znajdziemy owiane złą sławą gry komputerowe.
Znacznie pewniejsze w tym obrazie jest to, że wirtualna rozrywka jest przede wszystkim przestrzenią socjalizacyjną. Co ciekawe, w tej przestrzeni bardzo często są dorośli. W "niezłym" przypadku prezentują niespecjalnie zdrowe wzorce. Zresztą, zagadka: kto tak naprawdę ma do "przepalenia" wiele godzin życia na rozrywkę, w której biorą udział dzieci?
Nie wychowasz dziecka? Zrobi to ulica. To znaczy... Discord
W mniej sprzyjających okolicznościach mówimy tu jednak o znacznie mocniejszym kalibrze – faktycznie toksycznych trollach i osobach, które nie przeszły pomyślnie procesu socjalizacji. Takie osoby często "biorą na warsztat" młodsze osoby, nad którymi mają ogromną kontrolę. Często są to dorośli, którzy wychowywali się w dobie rozkwitu internetu. Bywają to osoby związane ze szkodliwymi forami, incele (uznani przez rząd USA za ekstremistów, całkiem popularni w dobie mody na tzw. redpill), ale też osoby z ogólnie rozumianymi problemami i przestępcy.
Z perspektywy takiego nastolatka bardzo łatwo jest z nimi nawiązać kontakt. Po pierwsze – niezależność i antysystemowość mogą imponować. Po drugie – w końcu ktoś poświęca mu uwagę i zaspokaja szereg potrzeb emocjonalnych. Często nieświadomie, ale niestety z moich obserwacji wynika, że w sieci działają również osoby, które na tym żerują i mają świadomość toksycznego wpływu.
W tej rzeczywistości gry stanowią jedynie pomost, przez który łatwo jest przenieść rozmowę do komunikatora, np. Discorda lub Telegrama. A tam – niech się dzieje wola nieba. Moderacja w takich miejscach w internecie jest dość liberalna, nazwijmy to. Jednocześnie każde forum tego typu tworzy pewnego rodzaju subkulturę. Wiele treści tam obecnych nie rozprzestrzenia się żadnymi innymi kanałami, bo algorytmy popularnych usług miałyby z tym problem. To w tym miejscu tworzy nam się problem. I spokojnie, nie tylko gry tam prowadzą – poczta pantoflowa, nawet w samych szkołach, działa tu doskonale.
Część czytelników na tym etapie złapie się za głowę i wykrzyczy "Laboga, toż to jakaś potwarz!" Obawiam się, że nie. Natomiast taka reakcja może zdradzać jak daleko od siebie jest współczesny nastolatek i jego rodzic.
Porzucony, niezrozumiany i żyjący w innej kulturze – obraz nastolatka XXI wieku
Zdajmy sobie z tego sprawę – żyjemy w innych rzeczywistościach. Pomiędzy dzieckiem a rodzicem w tej chwili istnieje nie tylko przepaść technologiczna, ale także, co pewnie ważniejsze, kulturowa. Dziś mówimy o różnicach w dosłownie wszystkim – wartościach, mediach, priorytetach, ale także nawet w tak uniwersalnych kwestiach, jak strach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Dziś strach nastolatka dotyczy kwestii silnie egzystencjalnych i tożsamościowych. Do tego stopnia, że wytworzyły się wokół niego subkultury pokroju "edgy boyów" wyznających "doomeryzm", czyli doktrynę beznadziei, fatalizmu, braku przyszłości. Z kolei technologia skutecznie potęguje niemal każdy problem związany z dojrzewaniem – porównywanie się do innych, niskie poczucie własnej wartości, szkodliwe wzorce żywieniowe, FOMO, uzależnienia, coraz mniejszą zdolność do koncentracji, autodestrukcyjne bańki algorytmiczne, alienację – ta lista jest znacznie dłuższa.
Rodzice często nie dysponują kompetencjami, które są w tej sytuacji potrzebne. Konieczne jest zrozumienie potrzeb tej drugiej osoby i reagowanie realnym kontaktem. Chodzi o faktyczną empatię i zaufanie, ale też postaranie się o to, by dotrzeć do świata tej osoby i zrozumieć, jak kompletnie innym miejscem jest.
Te różnice pokoleniowe niszczą więzi, wzmacniają eskapizm, a wieloletnie zaniechania wymagają proporcjonalnie większego poświęcenia na naprawę tego stanu. Niestety może to po prostu być poza zasięgiem, np. ze względu na sytuację materialną lub rodzinną, co jest jak najbardziej zrozumiałe.
Bycie rodzicem w dobie tej przepaści jest trudne, ale wciąż to na dorosłym spoczywa odpowiedzialność za zadbanie o te wszystkie skomplikowane aspekty. Życzę więc woli i energii do realizacji tego celu. Będą potrzebne.






