Ewakuacja na Lotnisku Chopina
Ewakuacja na Lotnisku Chopina. Wiadomo, co jest jej powodem Fot. The Athenian/Shutterstock

Nie tak miał wyglądać początek weekendu na Lotnisku Chopina. W piątek w południe (9 października) w dwóch strefach doszło do pilnej interwencji służb i ewakuacji części terminala. Wiadomo już, co było przyczyną, a także jak wpływa to na działanie lotniska.

REKLAMA

Weekendy to zawsze ruchliwe dni w polskich portach, a zwłaszcza na tym największym, czyli Lotnisku Chopina w Warszawie. Niestety wiele osób, które w południe planowały ruszyć na szybki city break lub dłuższe wakacje, czekała niemiła niespodzianka. Służby odgrodziły i zablokowały strefę C i D. Konieczna była ewakuacja części podróżnych.

Ewakuacja Lotniska Chopina w Warszawie

Informacja o trwającej na Lotnisku Chopina akcji pojawiła się w mediach społecznościowych. W rozmowie z naszą redakcją doniesienia te potwierdził przedstawiciel biura prasowego stołecznego portu. – Trwała właśnie ewakuacja. Służby działają – usłyszeliśmy chwilę przed godziną 13:00.

Co było powodem całego zamieszania? Podobnie jak w wielu poprzednich przypadkach, do ewakuacji doszło z powodu porzuconego bagażu. – Jest to ewakuacja na poziomie przylotów, odlotów strefy CDE oraz dwóch nitek dojazdowych na lotnisko – przekazał nam przedstawiciel biura prasowego. Oznacza to nie tylko możliwe problemy z nadaniem bagażu, ale i utrudnienia w dotarciu do samego portu.

Dobra wiadomość jest taka, że ewakuacja Lotniska Chopina nie wpłynęła na starty i lądowania. – Nie mamy informacji, żeby był jakiś problem ze startem i lądowaniem. W tej chwili widzę przez okno, że samolot właśnie wylądował, więc operacje działają cały czas – dodał przedstawiciel portu.

Plaga na polskich lotniskach. Bagaże i żarty częstym problemem

Niestety do interwencji podobnych do tej z piątku na wszystkich polskich lotniskach dochodzi bardzo często. W zasadzie nie ma tygodnia, żeby któryś z pasażerów w dowolnym miejscu w kraju nie zostawił plecaka, walizki czy nawet powerbanka bez opieki, a to zawsze skutkuje wyznaczeniem bezpiecznej strefy i zaangażowaniem służb. Nigdy bowiem nie można mieć pewności, czy porzucone rzeczy należą do roztargnionego podróżnego, czy jednak stanowią realne zagrożenie.

Osoba, która porzuci swoje rzeczy na lotnisku, nie jest bezkarna. Zgodnie z polskim prawem za pozostawienie bagażu bez opieki służby mogą nałożyć na nią karę w wysokości 500 zł. Zdecydowanie poważniej robi się, kiedy z powodu ewakuacji dojdzie np. do wstrzymania startów i lądowań. Wówczas sprawa może trafić do sądu, a grzywna wzrosnąć do dziesiątek tysięcy złotych. Zdarzało się już nawet, że samoloty Ryanaira odleciały bez pasażerów przez 2 walizki roztargnionego pasażera.

Drugim dużym problemem na naszych lotniskach pozostają dowcipnisie. Wielu osobom podczas nadawania bagażu lub kontroli bezpieczeństwa zbiera się na żarty i informują, że w ich walizkach lub plecakach znajdują się bomby, materiały wybuchowe, granaty itp. Słysząc takie słowa, reakcja pracowników jest zawsze taka sama – wzywają służby, a te zarządzają ewakuację lub przynajmniej odgradzają kontrolowane miejsce, po czym wnikliwie sprawdzają rzeczy należące do pasażera. Częstą konsekwencją takiego słabego żartu jest nie tylko kara w wysokości 500 zł, ale i odmowa wejścia na pokład. Po przymusowym zakończeniu wakacji żartownisiowi nie jest już do śmiechu.