Arabia Saudyjska na liście "zakazanych" przez polskie MSZ
Kolejny kraj na liście "zakazanych" przez polskie MSZ. Chcieli postawić na turystów, teraz będą mieli problem Fot. Angelo DAmico/Shutterstock

Rok 2026 z pewnością zostanie zapamiętany jako ten, który przyniósł ogromną liczbę problemów lotniczych. Zaczęło się od masowego uziemiania samolotów na Bliskim Wschodzie, a później przyszły podwyżki cen paliwa lotniczego. Teraz na listę "zakazanych" polskiego MSZ trafił nowy kraj, który wstrzymał loty.

REKLAMA

Sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje bardzo skomplikowana. ZEA od pewnego czasu nie są celami ataków, choć nasze MSZ utrzymuje tam 3. poziom ostrzeżeń, to wzrok podróżniczego świata przesunął się na południe. Arabia Saudyjska w ostatnich latach otworzyła się na turystów i chciała stać się potęgą na miarę Dubaju czy Dohy. Plany legły jednak w gruzach w momencie, kiedy pierwsze rakiety zaczęły spadać na tamtejsze lotniska. Nasze MSZ wydało właśnie najwyższy stopień ostrzeżeń przed podróżami do tego kraju.

Kilkanaście ofiar ataków na lotniska w Arabii Saudyjskiej. Polskie MSZ: nie jedź tam

Arabia Saudyjska na przełomie lutego i marca znalazła się na liście krajów, do których polskie MSZ stanowczo odradzało podróżowanie. Teraz sytuacja jest jeszcze gorsza. Po ostrzałach lotnisk w Rijadzie i innych regionach kraju, w których tylko w sobotę 10 października zginęło 12 osób, nasza dyplomacja wprowadziła 4., najwyższy poziom ostrzeżeń przed podróżami do tego państwa.

"Dochodzi do częstych ostrzałów terytorium kraju przez jemeńskich Huti. Sytuacja bezpieczeństwa pogarsza się. Lotnisko w Rijadzie jest zamknięte. Możliwa jest dalsza eskalacja działań zbrojnych" – alarmuje polskie MSZ, dodając jasny komunikat: "nie jedź tam".

Chwilę przed polskim MSZ na sytuację w Arabii Saudyjskiej zareagowała Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Agencja rozszerzyła "zakazaną" strefę lotów nad krajem, co doprowadziło do masowego odwoływania lotów m.in. do Rijadu. To scenariusz dobrze znany z lutego. Lufthansa nie poleci do stolicy Arabii Saudyjskiej co najmniej do 16 października. Do końca miesiąca swoje loty zawiesiły natomiast linie Air France i KLM. PLL LOT także miały w swojej siatce loty do Rijadu, ale zawiesiły je pod koniec lutego i nie wznowiły z nadejściem sezonu letniego. Nie planowały też powrócić tam zimą.

Chcieli być turystyczną potęgą na miarę ZEA. Sąsiedzi wszystko zepsuli

Dla Arabii Saudyjskiej ataki ze strony Huti, czyli zbrojnej polityczno-religijnej grupy próbującej przejąć władzę w ogarniętym wojną domową Jemenie, to więcej niż zagrożenie dla mieszkańców i infrastruktury. To cios w wizerunek i poważny problem na drodze do realizacji ambitnych celów, które kraj postawił sobie w momencie szerszego otwarcia na międzynarodowych turystów.

Arabia Saudyjska przez lata była krajem zamkniętym i niedostępnym. Turystyka opierała się tam w zasadzie wyłącznie na religijnych pielgrzymkach do Mekki i Medyny, najważniejszych miejsc dla muzułmanów. Wszystko zmieniło się w 2019 roku, kiedy to po raz pierwszy ruszył system wiz elektronicznych, a prawo wjazdu do kraju otrzymali nie tylko pielgrzymi i przedsiębiorcy, ale również zwykli podróżni.

Skąd ten krok? To element strategii Saudi Vision 2030, która ma uniezależnić krajową gospodarkę od ropy naftowej właśnie na rzecz rozwoju sektora turystycznego. W jej ramach saudyjskie lotniska rozpoczęły wielkie przebudowy i ekspansję. Chciały zostać nie tylko hubami przesiadkowymi na poziomie sąsiednich Dubaju czy Dohy, ale także przyciągać nowych odwiedzających do kraju. Liczba turystów miała do 2030 roku wzrosnąć do 150 milionów. Jednak jeśli konflikt nie zostanie szybko zażegnany, perspektywa ta bardzo mocno wydłuży się w czasie.