
"Spędziłam tam rok życia" – napisała kobieta, która służyła w Afganistanie i otrzymała medal od Amerykanów za pomoc ich żołnierzom. Donald Tusk postanowił odczytać jej poruszającą wiadomość i skierować jasny apel do sojuszników zza oceanu. To reakcja na słowa szefa Pentagonu, które wywołały burzę wokół wkładu polskich żołnierzy w misję w Afganistanie.
– Chciałbym, żeby te słowa dotarły do naszych sojuszników, żeby już nigdy więcej nikt nie lekceważył wysiłku naszych żołnierzy. Wszędzie tam, gdzie nasi sojusznicy, w tym najbliższy sojusznik, Amerykanie, potrzebowali naszego udziału, wszędzie tam polscy żołnierze, Polska, stawały ramię w ramię z nimi, bo tak rozumiemy lojalność i ich zobowiązania sojusznicze – stwierdził Donald Tusk podczas publicznej części posiedzenia rządu.
Polityk odczytał treść SMS-a, który otrzymał od jednej z kobiet biorących udział w operacji w Afganistanie. "Ja dostałam medal od Amerykanów za pomoc im właśnie, za leczenie Amerykanów. Nie musiałam tego robić. Naszymi polskimi lekami ich leczyliśmy. Serce na dłoni mieliśmy" – wspomina kobieta.
"Proszę, stańcie w obronie żołnierzy. Błagam. Na mojej zmianie w Afganistanie stwierdziliśmy śmierć ostatniej polskiej ofiary – plutonowego, którego żona była w tym czasie w Polsce w ciąży. Spędziłam tam rok życia. Wszyscy żołnierze staną za wami. Dla żołnierzy to ważniejsze niż wszystko inne. Ten Afganistan był dla wszystkich tak ważny" – tak brzmi treść otrzymanej przez premiera wiadomości.
Pete Hegseth to niezły żartowniś, ale zasłynął raczej jako kawał niewdzięcznika
Sprawa dotyczy bulwersujących słów Pete'a Hegsetha – szefa Pentagonu i jednego z głównych członków administracji Donalda Trumpa.
– Pięknie było patrzeć, jak 50 różnych krajów wnosi wkład w sojusz NATO i misję ISAF [Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa – red.]. Tyle że realny wkład wnosiło może pięć z nich. A pod koniec konfliktu w operacje bojowe zaangażowane były właściwie już tylko jeden lub dwa kraje – mówił w sobotnim przemówieniu szef Pentagonu.
Przypomniał też anegdotkę ze swojej służby w Gwardii Narodowej w Afganistanie. – Co więcej, z nazwy "ISAF" żartowaliśmy, że oznacza ona "I Saw Americans Fighting" ["widziałem, jak Amerykanie walczą" – tłum. red.]. To niby żart, ale bywa demotywujące, gdy ma się poczucie, że nie chodzi o dzielenie się ciężarem odpowiedzialności, lecz o to, że ktoś staje się dla ciebie ciężarem – mówił.
"Powiedz to, panie Hegseth, rodzinom 44 polskich żołnierzy, którzy zginęli, zabezpieczając trudną prowincję Ghazni" – tak słowa szefa Pentagonu skomentował wicepremier Radosław Sikorski.
Polscy żołnierze w Afganistanie. USA nie ma szacunku do 44 ofiar
Według Wojska Polskiego zaangażowanie naszego kraju w Afganistanie rozpoczęło się w roku 2002 w ramach operacji "Enduring Freedom". Początkowo w działaniach wzięło udział około 100 żołnierzy, którzy zajmowali się rozbudową baz, rozminowywaniem i oczyszczaniem terenów z niewybuchów, zabezpieczaniem konwojów i niesieniem pomocy humanitarnej.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W 2007 roku zmienił się charakter polskiej obecności w Afganistanie. Kontyngent został powiększony o około 1000 żołnierzy, z czego 750 należało do Polskiej Grupy Bojowej. W szczytowym momencie w operacji uczestniczyło około 2,6 tys. polskich żołnierzy i pracowników wojska. Co istotne, nasze oddziały brały udział w aktywnych walkach z talibami.
Nie obyło się również bez ofiar. Według Wojska Polskiego w trakcie misji w Afganistanie poległo lub zmarło 43 polskich żołnierzy i jeden pracownik cywilny wojska.
Jak podaje "The Guardian", słowa krytyki wobec Hegsetha pojawiły się również ze strony Wielkiej Brytanii. Downing Street skrytykowało bagatelizowanie roli sojuszników z NATO w operacjach bojowych, uznając podejście szefa Pentagonu za "niesłuszne". "Fakty mówią same za siebie, jeśli chodzi o wkład Wielkiej Brytanii i NATO w działania w Afganistanie. Tysiące brytyjskich i sojuszniczych rodzin dokonały ogromnych poświęceń, odgrywając istotną rolę w tej wojnie i broniąc naszych wartości" – przekazał rzecznik Andy'ego Burnhama.






