osoba licząca finanse
Kredytobiorcy mogą odetchnąć. Podwyżka rat w listopadzie praktycznie wykluczona Fot. Pormezz / Shutterstock

Realna przewaga tempa wzrostu płac nad inflacją stopniała do zaledwie 1,8 proc. – najniższego poziomu od 2023 roku. Polakom brakuje pieniędzy do nadmiernych zakupów, a inflacja bazowa zjechała do 3,1 proc., więc Rada Polityki Pieniężnej traci argumenty za podwyższaniem kosztu pieniądza. Wyjaśniamy, jak rynkowe puzzle układają się przed listopadowym posiedzeniem RPP.

REKLAMA

Wrześniowe dane z rynku pracy są może i mało optymistyczne, ale przyniosły długo wyczekiwane uspokojenie dla spłacających kredyty. Wynagrodzenia w firmach rosną wolniej od prognoz, a realna siła nabywcza Polaków niemal stoi w miejscu. W połączeniu ze spadkiem inflacji bazowej i zamrożeniem cen paliw w programie CPN scenariusz podwyżek stóp procentowych odpływa w siną dal. Sprawdzamy, co to oznacza dla kursu złotego i naszych portfeli.

Koniec strachu przed wyższymi ratami. Płace hamują, a RPP traci pretekst do podwyżek

Spełnienie warunków do podniesienia stóp procentowych stało się w Polsce niemal nierealne. Zamiast przyspieszenia dynamiki wynagrodzeń mamy zadyszkę na rynku pracy, a administracyjny limit cen paliw dodatkowo zdusi październikowy wskaźnik CPI. Czy to oznacza, że kapitał zacznie odpływać od złotego i co się właściwie stało?

We wrześniu pensje w polskich firmach urosły średnio o 5,9 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym, a zatrudnienie minimalnie spadło (o 0,8 proc.). Co to oznacza w praktyce?

Po pierwsze: koniec podwyżek. Pracownicy nie mają już takiej karty przetargowej, by żądać od szefów wielkiego podnoszenia pensji, a firmy zaczynają ostrożniej zatrudniać.

Po drugie: mniej pieniędzy w portfelu na szaleństwa. Po odliczeniu inflacji realny wzrost naszej siły nabywczej wynosi zaledwie 1,8 proc. To oznacza, że nie bogacimy się już tak szybko, jak jeszcze rok czy dwa lata temu.

Niby źle, ale dochodzimy do punktu trzeciego. To również oznacza brak paliwa dla drożyzny. Skoro ludzie nie mają nadmiaru "luźnej gotówki", nie rzucą się na zakupy. A skoro popyt siada, sklepy i firmy usługowe nie mogą bezkarnie podnosić cen. To zjawisko gasi tzw. inflację popytową.

Inflacja spada, a "program CPN" dodatkowo ją zamrozi

Inflacja bazowa (czyli ta po odcięciu cen energii i żywności) zjechała do poziomu 3,1 proc., czyli bardzo blisko idealnego celu Narodowego Banku Polskiego.

Do tego dochodzi wprowadzona administracyjnie blokada cen paliw na stacjach (nazwana programem CPN). Tani bak na stacji natychmiast, w sposób jednorazowy, obniży oficjalny wskaźnik inflacji za październik. Ceny wyglądają na papierze na opanowane.

Co to oznacza dla stóp procentowych i kredytów?

Jeszcze niedawno niektórzy "jastrzębie" w Radzie Polityki Pieniężnej (czyli zwolennicy twardego traktowania inflacji) straszyli: "Jeśli pensje wystrzelą powyżej 7 proc., a inflacja bazowa powyżej 3,5 proc., to podniesiemy stopy procentowe i raty kredytów znów wzrosną".

Po najnowszych danych te warunki są całkowicie nierealne:

  • pensje rosną wolniej (5,9 proc. zamiast ponad 7 proc.),
  • inflacja bazowa spada (3,1 proc. zamiast ponad 3,5 proc.),
  • gospodarka powoli stygnie.
  • Scenariusz podwyżki stóp procentowych w listopadzie został praktycznie wyrzucony do kosza. Kredytobiorcy spłacający kredyty w złotówkach (ze zmiennym oprocentowaniem WIBOR) mogą spać spokojnie – kolejnego skoku rat nie będzie.

    Od marca Rada nie ruszyła stóp

    Warto przypomnieć, skąd wzięła się obecna pauza. Wyjaśnialiśmy to w tekście kiedy znów spadną stopy procentowe i co to oznacza dla raty twojego kredytu hipotecznego – od wiosny 2025 do marca 2026 RPP sprowadziła stopę referencyjną z 5,75 proc. do 3,75 proc., po czym zatrzymała cykl.

    Ostatnie posiedzenia potwierdzały tę linię. Relacjonowaliśmy m.in., że RPP zadecydowała ws. stóp procentowych, a kredytobiorcy nie odetchną z ulgą.

    Ostatnie cięcie miało miejsce w marcu – opisywaliśmy je w materiale stopy procentowe obniżone. RPP zaskoczyła po tym, co dzieje się na świecie, gdy stopa referencyjna zeszła do 3,75 proc.

    Dlaczego to problem dla kursu złotego?

    Dla waluty wysokie stopy procentowe są jak magnes. Zagraniczni inwestorzy chętnie kupują polskiego złotego, bo kiedy w Polsce stopy są wysokie, mogą dobrze i bezpiecznie zarobić na polskich obligacjach skarbowych.

    A skoro rynek widzi, że podwyżek stóp u nas nie będzie, część zagranicznego kapitału może poszukać zysków gdzie indziej. To osłabia fundamenty pod silnego złotego. Jest jednak pewien bezpiecznik.

    Mateusz Czyżkowski, analityk Rynków Finansowych XTB, zauważa ciekawy paradoks. Członkowie RPP zasygnalizowali, że gdyby euro zdrożało powyżej 4,50 zł, to ze względu na drogi import mogliby jednak rozważyć podwyżkę stóp. Dlatego inwestorzy boją się zbyt agresywnie grać na spadek wartości złotego, bo wiedzą, że przy granicy 4,50 zł NBP może zareagować.

    Niższe stopy to nie tylko dobre wieści

    Trzeba pamiętać o drugiej stronie medalu. Przypominaliśmy o niej w analizie dużo niższe raty kredytów są możliwe – nowy porządek w finansach w 2026: tańszy pieniądz oznacza również gorsze oprocentowanie lokat i kont oszczędnościowych.

    Gospodarka zwalnia, pracownicy przestają windować żądania płacowe, a sztucznie obniżone ceny paliw dodatkowo zamaskują inflację. Dzięki temu nikt nie podniesie nam rat kredytów, ale w zamian za to polski złoty może być w najbliższych tygodniach nieco bardziej chimeryczny i podatny na wahania kursów euro i dolara.