
Tatry nareszcie odetchną od tłumów, które docierały tam w wakacje czy nawet we wrześniu i październiku. Jednak nadejście zimy i opady śniegu nie sprawią, że szlaki zupełnie pustoszeją. Dowodem na to jest nagranie turysty, który nie dość, że sam był nieprzygotowany, to jeszcze zabrał ze sobą psa.
To już ostatnie chwile, żeby ruszyć na szlaki w słowackich Tatrach. Tylko do 31 października otwarte będą trasy powyżej schronisk. Wraz z nadejściem 1 listopada zostaną one zamknięte aż do 31 maja. Jednak warunki do wędrówki już teraz nie są tam łatwe ze względu na świeże opady śniegu. To jednak nie powstrzymało turysty, który bez raczków czy nawet rękawic ruszył na Krywań. I to z psem pod pachą.
W śniegu na Krywań z małym psem. W Tatrach to szaleństwo
Podczas weekendu na profilu @tatry_official pojawiło się nagranie ze szlaku na Krywań (tak przynajmniej opisali go autorzy wpisu). Materiał daje naprawdę wiele do myślenia na temat tego, gdzie powinna leżeć granica między brawurą i ambicją a bezpieczeństwem naszym oraz naszych zwierząt.
Warunki tego dnia nie były łatwe. Zbocze pokrywała warstwa świeżego śniegu, pod którą mógł znajdować się lód. Takie zdradzieckie otoczenie wymaga odpowiedniego przygotowania – rękawiczki i raczki to minimum dla komfortu i pewnej przyczepności. Jak szybko w słowackich Tatrach można wpaść w tarapaty, pokazała niedawna sytuacja, gdy cztery Polki zniknęły w Tatrach – słowaccy ratownicy ujawnili, jak wyglądała nocna akcja. Jednak "bohater" nagrania wykazał się ogromną lekkomyślnością. Nie dość, że sam nie przygotował się do tej wędrówki, to jeszcze zabrał na szlak psa, który ewidentnie nie był tym zachwycony.
Zwierzę, bojąc się wysokości, trudnych warunków i drogi pod górę, co chwilę się zatrzymywało. Właściciel najpierw je popychał, aby szło dalej, a kiedy to nie przyniosło skutku, po prostu złapał psa pod pachę i poniósł wyżej, nie zwracając uwagi na jego potrzeby. W pewnym momencie widać, jak mężczyzna chwieje się z psem na rękach. Na szczęście odzyskał równowagę, bo w przeciwnym razie mógłby zrobić krzywdę sobie, zwierzęciu, a także osobom, które znajdowały się na niższych partiach szlaku. Nie jest to zresztą odosobniony przypadek. Wcześniej mężczyzna wchodził na szczyt Tatr z psem w torbie na zakupy.
Przestańmy zabierać psy w Tatry. Wysokie szczyty to nie miejsce dla czworonogów
Patrząc na całą tę sytuację, warto zwrócić uwagę nie tylko na brak przygotowania mężczyzny, ale i na fakt, że złamał on tatrzańskie zasady. TANAP, czyli słowacki odpowiednik TPN-u, wyraźnie zabrania wprowadzania psów na część swoich szlaków, a Krywań znajduje się na tej liście. Za łamanie zasad grożą wysokie mandaty, a gdy zaczynają się kontrole w Tatrach, możesz zapłacić nawet 200 euro. Wprowadzenie takich ograniczeń miało związek z zapewnieniem bezpieczeństwa i spokoju dzikiej zwierzynie żyjącej na chronionym terenie, ale też z powstrzymaniem właścicieli przed niebezpiecznymi wyjściami z pupilami. Jak widać, nie udało się.
Zobacz także
Niestety, jak pokazuje ta sytuacja, ale i przypadki z lata, turystów niewiele jest w stanie zatrzymać. A cenę za ich ambicje płacą zwierzęta.
– Po takim doświadczeniu pies może przez jakiś czas pozostawać w podwyższonym pobudzeniu – nawet gdy stresory przestaną już oddziaływać – być bardziej czujny, unikać podobnych miejsc albo reagować intensywniej. Jeżeli sytuacja przekroczyła jego możliwości radzenia sobie, może również dojść do utrwalenia lęku. To jest największe ryzyko, bo to może być trauma dla psa – mówił w rozmowie z nami behawiorysta Piotr Wojtków, komentując nagranie przerażonych zwierząt na szlaku na Rysy.






