Bolsonaro chce azylu politycznego w USA
Flavio Bolsonaro w poniedziałek chciał być liderem opozycji. We wtorek uciekł do USA Fot. Focus Pix/Shutterstock

Światowe media rozpisują się o niedoszłym prezydencie Brazylii. Faworyzowany Flávio Bolsonaro jeszcze w poniedziałek grzmiał, że wyniki wyborów zostały sfałszowane, i domagał się ich powtórzenia. Jak się okazuje, dzień później opuścił kraj i zwiał do Donalda Trumpa. Sposób na "Ziobrę" coraz popularniejszy.

REKLAMA

Sprawa wyborów w Brazylii miała duże znaczenie dla światowej polityki. Flávio Bolsonaro, syn przebywającego w areszcie domowym byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, reprezentujący brazylijską prawicę, miał realne szanse na wygraną. Różnicą ok. 4 mln głosów pokonał go jednak Luiz Inácio Lula da Silva. I choć młody Bolsonaro zarzekał się, że nigdzie się nie wybiera i będzie liderem opozycji, we wtorek czym prędzej odleciał do USA.

Bolsonaro uciekł z Brazylii. Chwilę później jego paszport został zablokowany

Stacja BBC informuje, że Flávio Bolsonaro nie przebywa już na terenie Brazylii. W poniedziałek Sąd Najwyższy nakazał mu zwrot paszportu w związku z podejrzeniami o udział w praniu brudnych pieniędzy. Niedoszły prezydent co prawda nie usłyszał jeszcze oficjalnych zarzutów, ale miał dostęp do kont prawnika, który w ramach oszustwa miał wyprać nawet 1 mld dolarów.

Problem w tym, że Bolsonaro nie dostarczył dokumentu w wyznaczonym czasie. W związku z tym jego paszport został unieważniony, aby zapobiec opuszczeniu kraju przez kandydata opozycji. Ten jednak zdążył już spakować walizki i odlecieć do Stanów Zjednoczonych. Wiadomo, że na Florydzie spotkał się z młodszym bratem, który na co dzień mieszka w Teksasie. Na razie nie wiadomo, czy bracia zamieszkają razem. Niepewne pozostaje także to, jak dokładnie Bolsonaro dostał się do USA.

Na wieść, że polityka nie ma w kraju, służby zaczęły sprawdzać, czy nie przekroczył granicy z Argentyną. Ten trop okazał się jednak błędny, bo nie znaleziono na to żadnych dowodów. Nowe ustalenia wskazują, że w wydostaniu się z Brazylii mógł mu pomóc Donald Trump.

Trump deklarował pomoc Bolsonaro. Brazylijczyk zrobił to co Ziobro

Sprawie wyjazdu Bolsonaro z Brazylii uważnie przyjrzały się nie tylko światowe, ale i lokalne media. Dziennik "Folha de S.Paulo" sugeruje, że w zniknięciu lidera opozycji brał udział Donald Trump. Ma to wiele sensu, ponieważ prezydent USA już wcześniej głośno deklarował poparcie dla prawicowego polityka, a w obronie jego ojca – byłego prezydenta Brazylii skazanego za planowanie zamachu stanu – nałożył na Brazylię wysokie cła. Uderzyły one m.in. w eksport kawy, a ten produkt pokazuje, jak będą wyglądały nowe ekonomiczne strefy wpływu.

– Cóż, poparłbym to. Myślę, że to porządni ludzie. Wybory były bardzo dziwne i moim zdaniem były okropne. Zebrały złe recenzje – mówił Trump pytany o przyjazd Bolsonaro do USA.

Bolsonaro do Stanów Zjednoczonych nie udał się sam. Podobno przekroczył granicę z Argentyną, skąd do USA ruszył w towarzystwie żony i dwóch córek. W ewakuacji miała go wspierać amerykańska administracja. Wiele w sprawie dalszych losów Bolsonaro zdradził Maurício Marcon, członek partii niedoszłego prezydenta. Z opublikowanego przez niego wpisu w mediach społecznościowych wynika, że Bolsonaro zamierza starać się o azyl polityczny w USA.

Podobny scenariusz znamy z Polski – po zmianie władzy w Budapeszcie Węgry wzięły się za azyl Ziobry, który ostatecznie także trafił do USA. W odwiedziny do Trumpa po porażce udał się także Victor Orban. Los Bolsonaro może zatem zależeć od amerykańskiej polityki, a niektórzy komentatorzy przewidują, że królestwo Trumpa upadnie w listopadzie. Wtedy sytuacja "azylowiczów" zrobi się mało ciekawa.

Nad niedoszłym brazylijskim prezydentem we wtorek zebrały się bardzo czarne chmury. Kwestia przyjęcia pieniędzy od oskarżonego o korupcję wpływowego bankiera to tylko jeden problem. Większym zagrożeniem może być jednak podejrzewanie go o finansowanie kampanii wyborczej ze środków pochodzących z zagranicy.