Ilustracja Halloween 2026 w Polsce
Halloween 2026? Tym razem Polska zamyka się na tę modę. Fot. naTemat.pl

Plastikowe noże, trupie makijaże i puste ulice? W tym roku Halloween może przegrać ze strachem przed przemocą. Przebrania, które jeszcze niedawno wywoływały śmiech, dziś budzą niepokój. – Kto po zmroku odróżni plastikowy nóż z marketu od prawdziwego ostrza? – zastanawia się Agnieszka, mama dwóch chłopców. W tym roku nie pozwoli synom wyjść na halloweenowe zbieranie cukierków.

REKLAMA

Wchodzę na zajęcia dodatkowe i odruchowo rozglądam się po korytarzu. Nie ma białych pajęczyn, wielkich, włochatych pająków ani innych halloweenowych dekoracji. Nie muszę przeciskać się między czarnymi nietoperzami z papieru ani udawać czarownicy czy przebierać się za wesołą dynię. Nie czuję się ani jednym, ani drugim, choć złośliwi pewnie chętniej widzieliby mnie w pierwszej roli.

Oddycham z ulgą.

W tym roku strrrrrrasznego tygodnia nie będzie.

Niedługo później dzwoni koleżanka.

– Wiesz, u nas chyba w szkole Halloween nie organizują. To przez tych nożowników – szepcze.

Jeszcze niedawno sztuczna krew, plastikowe noże, wampiry i zombie były po prostu częścią halloweenowej konwencji. Krwawe przebrania miały straszyć, ale nikt nie brał ich na serio. Dziś ten sam widok budzi u niektórych zupełnie inne skojarzenia.

Po doniesieniach o atakach nożowników część szkół i przedszkoli woli zrezygnować z makabrycznych kostiumów i rekwizytów przypominających broń.

Z kolei rodzice zastanawiają się, czy w tym roku w ogóle pozwolić dzieciom na wieczorne zbieranie cukierków. Bo co, jeśli pod przebraniem, będzie czaił się ktoś, kto ma złe zamiary?

Zakazu Halloween nie ma, ale Nowacka prosi o rozsądek

Ministerstwo Edukacji nie planuje wprowadzać odgórnego zakazu organizowania halloweenowych imprez w szkołach. O tym, czy się odbędą, mają decydować dyrektorzy poszczególnych placówek.

– Moja rekomendacja to zdrowy rozsądek – przekazała dziennikarzom ministra edukacji Barbara Nowacka.

Zaapelowała do rodziców i uczniów o ostrożność i odpowiedzialne zachowanie. Przypomniała, że nawet żart, który komuś wydaje się zabawny, może mieć poważne konsekwencje.

– Bardzo uczulam, w szczególności rodziców i uczniów, by zachowywali się odpowiedzialnie, bo nawet to, co wyda im się najśmieszniejszym żartem, może być tragiczne w skutkach, również dla nich i ich kolegów – przestrzegła.

Każda szkoła musi sama wyznaczyć granice halloweenowej zabawy. Jedne ograniczą atrakcje, inne całkiem z nich zrezygnują. Stawką jest jednak coś więcej niż szkolny program imprezy: gdzie kończy się niewinny psikus, a zaczyna zachowanie, które może przestraszyć dziecko albo doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji?

Takie pytania zadają sobie nie tylko nauczyciele, lecz także rodzice. W Ocieszynie (woj. wielkopolskie) obawy o bezpieczeństwo sprawiły, że władze sołectwa wystosowały apel do mieszkańców. Chodzi o rezygnację z halloweenowego chodzenia po domach. Duchy, czarownice i dzieci z koszykami na słodycze? W tym roku nie wszyscy patrzą na ten obrazek z uśmiechem.

Joanna i Agnieszka nie zamierzają pozwolić swoim dzieciom na wieczorne wyprawy po cukierki. Nie chcą ryzykować.

– Po tych wszystkich doniesieniach o atakach nożowników jeszcze bardziej boję się o córkę. Kiedy widzę wyrośniętego nastolatka z zasłoniętą twarzą, przechodzą mnie dreszcze. Skąd mam wiedzieć, kto kryje się pod przebraniem i co ma w kieszeni? – zastanawia się Joanna, mama jedenastoletniej Mai.

Agnieszka, mama dwóch chłopców z osiedla domów jednorodzinnych, jeszcze rok temu sama piekła na Halloween ciastka w kształcie palców wiedźmy. Synowie przebierali się za kościotrupy, brali wiaderko w kształcie dyni i chodzili po sąsiadach w poszukiwaniu słodyczy. Agnieszka przygotowywała poczęstunek również dla dzieci, które pukały do jej drzwi.

– Jeśli moi synowie dostawali żelki czy cukierki, ja też częstowałam nimi dzieci, które przychodziły do nas – opowiada.

W tym roku zamyka dom na cztery spusty.

– Wystarczy chwila zamieszania. Kto po zmroku odróżni plastikowy nóż z marketu od prawdziwego ostrza? Boję się też, że jeśli wydarzy się coś złego, inni mogą pomyśleć, że to część zabawy. Powiedziałam synom krótko: w tym roku nigdzie nie idziecie. Rozpłakali się, ale wolę, żeby zostali w domu, niż żebym przez cały wieczór martwiła się, co się z nimi dzieje. Obejrzymy razem film – mówi Agnieszka.

Marta znalazła kompromis. Zgodziła się, żeby dzieci poszły zbierać cukierki, ale pod jednym warunkiem: będzie im towarzyszył jej mąż. Ma pilnować grupy i czuwać nad bezpieczeństwem małych łowców słodyczy.

– Dziś pod maską może kryć się każdy – uważa.

Magda jeszcze się waha. Na razie powiedziała "nie" swojemu 10-latkowi, ale jak mówi, teraz ma wątpliwości.

Syn bardzo źle to przyjął. Powiedział, że to niesprawiedliwe, że "przez tych nożowników" on nie może iść na Halloween. Przecież nic złego nie zrobił, a teraz ma rezygnować z czegoś, na co czekał. Z jego perspektywy to po prostu nie fair. I trudno się dziwić, że jest mu przykro.

Magda

mama 10-letniego Kacpra

Wiktoria zabroniła swojej 12- letniej córce kupić sztuczną krew.

– Stoczyłyśmy o to w sklepie prawdziwą walkę – przyznaje. – Córka płakała, że przesadzam i psuję jej zabawę, ale musiałam postawić granicę. Po ostatnich wydarzeniach, krew, nawet taka z Rossmana, fatalnie mi się kojarzy. Po zmroku ktoś może zobaczyć na klatce schodowej albo ulicy zakrwawioną postać i naprawdę się przestraszyć. Może też nie zareagować, kiedy dziecku faktycznie stanie się krzywda, bo uzna, że to tylko charakteryzacja. Wolę wyjść na przewrażliwioną histeryczkę, niż żałować.

Czy jednak odwołanie zabawy może uchronić nas przed przemocą?

Żaneta Rachwaniec, socjolożka i psycholożka, ma wątpliwości. Jej zdaniem zamiast przyglądać się przyczynom tragedii i szukać sposobów, by zapobiegać podobnym zdarzeniom, skupiamy się na tym, co łatwo ograniczyć.

– Mam wrażenie, że skupiamy się na samym Halloween, bo zaczęło nam się źle kojarzyć, zamiast zastanowić się nad przyczynami tego, co się stało. Nie analizujemy, jak w szerszej perspektywie zapobiegać podobnym atakom – uważa.

Nie wyklucza, że doniesienia o atakach mogą wzbudzać lęk. Nie przekonuje jej jednak założenie, że rezygnacja z halloweenowych zabaw jest odpowiedzią na ten problem.

– Cały czas słyszymy o katastrofach samolotów, a mimo to latamy. Nie ma automatycznego przełożenia między informacjami o atakach nożowników a lękiem przed Halloween – zauważa.

Halloween od lat budzi w Polsce emocje, a spory o jego obecność np. w szkołach wracają każdej jesieni. Żaneta Rachwaniec ma wrażenie, że tegoroczne wydarzenia stały się dla przeciwników tego zwyczaju dodatkowym argumentem.

– Zawsze byli ludzie, którzy krytykowali Halloween. Mówili, że jest amerykańskie, że mamy Wszystkich Świętych. Dla niektórych od początku było to coś, co powinno zniknąć z kalendarza. Mam wrażenie, że teraz pojawił się pretekst, żeby się z niego wycofać – mówi socjolożka i psycholożka.

Awantury wokół Halloween nie są więc niczym nowym. Zmienił się jednak kontekst, w którym toczy się tegoroczna dyskusja. Czy trzeba rezygnować z zabawy, by zadbać o bezpieczeństwo dzieci? Żaneta Rachwaniec uważa, że nie. Wystarczy ustalić rozsądne zasady.

W szkole jej córki poproszono uczniów, by zrezygnowali z krwawych przebrań i rekwizytów przypominających broń. Dzieci mogły za to przebrać się za postacie z filmów. – Można zorganizować Halloween tak, żeby nie traumatyzować dzieci i nie budzić skojarzeń z ostatnimi wydarzeniami – przekonuje socjolożka i psycholożka.

Sztuczna krew, zakryte twarze i plastikowe noże, które dotąd były elementami przebrania, dziś budzą w niektórych rodzicach niepokój.

Są też tacy, którzy po prostu nie znoszą halloweenowego zwyczaju. Mają dość psikusów, po których zostają zniszczone drzwi i bałagan na klatce schodowej.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Kiedy Halloween to zwykłe chuligaństwo...

Kuba akurat co roku wyjeżdża z miasta w okolicach 31 października. Po powrocie często zastaje na drzwiach ślady halloweenowych psikusów.

Tyle że jego to nie bawi ani trochę.

– Wracasz do domu, a na drzwiach masz bohomazy zrobione czarnym markerem albo całe drzwi oblane farbą. Zmywanie tego zajmuje godziny. To dawno przestało być niewinnym "cukierek albo psikus". To zwykła bezkarność pod przykrywką święta. Mam wrażenie, że ludzi to całe Halloween po prostu wkurza – irytuje się.

Podobne doświadczenia ma Karolina. Zwykle przygotowuje dla dzieci cukierki, ale w ubiegłym roku rozłożyła ją grypa. Nie otwierała drzwi, jednak nie uchroniło jej to przed halloweenowym psikusem. Rano odkryła, że ktoś wysmarował klamkę pastą do zębów.

Liczy, że w tym roku dzieciaki odpuszczą.

– Może jeśli w tym roku Halloween nie będzie, to w przyszłym też już nikt nie będzie chciał go organizować? – mówi z nadzieją – Mam wrażenie, że wszyscy mają dość już tych zabaw.

Żaneta Rachwaniec sama nie przepada za Halloween. Nie z powodów religijnych, lecz przez zachowania, które czasem towarzyszą tej zabawie.

– Nie lubię chuligaństwa, które odbywa się pod jej przykrywką. Pamiętam, jak leżałam w ciąży, bardzo źle się czułam, a mimo to musiałam sprzątać mąkę rozsypaną przez dzieciaki na wycieraczce – wspomina.

Dlatego w Halloween najchętniej wychodzi z domu. Ma dość ciągłego dzwonienia do drzwi i hałasów na klatce schodowej.

– Nie lubię kiedy ktoś mnie niepokoi i co chwilę dzwoni do drzwi. I tego, że niektórzy po prostu nie potrafią się zachować – podsumowuje Żaneta Rachwaniec.