policjanci
Chciały opatrzyć ranę, dostały ciosy nożem. Krwawy poranek w Krakowie Fot. Daniel Silva / Unsplash

Trzy farmaceutki z apteki przy ulicy Galla w Krakowie zobaczyły młodego, zakrwawionego mężczyznę. Chciały mu pomóc. Ale 24-latek wyciągnął ostrze i urządził w lokalu rzeź, raniąc kobiety i kalecząc samego siebie. Wszystkie aptekarki trafiły do szpitala.

REKLAMA

W piątek, 30 października, tuż po godzinie ósmej rano, do krakowskiej apteki przy ulicy Galla wszedł 24-letni mężczyzna. Krwawił. Miał na ciele świeżą, otwartą ranę. W aptece były trzy kobiety – farmaceutki. Sięgnęły po środki opatrunkowe i podeszły, by udzielić mu pomocy. W zamian 24-latek wyciągnął nóż i zaczął dźgać.

Atak nożem w aptece przy ul. Galla w Krakowie

Mężczyzna zaatakował wszystkie trzy pracownice, raniąc je nożem, po czym w amoku autoagresji zaczął kaleczyć samego siebie. Policjanci, którzy pojawili się na miejscu, obezwładnili agresora i rzucili na ziemię. Wszystkie trzy poszkodowane kobiety w asyście ratowników trafiły do pobliskiego szpitala przy tej samej ulicy. Napastnik – również pod eskortą, na badania i konsultacje psychiatryczne.

Z relacji policjantów wynika, że sytuacja była bardzo groźna. Napastnik miał przyłożyć nóż do szyi jednej z kobiet. Rany farmaceutek na szczęście nie zagrażają ich życiu.

Scenariusz, w którym ktoś niosący pomoc staje się celem ataku, medycy znają aż za dobrze. Przypomina o tym choćby tragedia w Siedlcach – historie ratowników medycznych jeżą włosy na głowie, a agresja wobec osób udzielających pierwszej pomocy wciąż rośnie.

Seria ataków nożem w Polsce: Skarżysko, Jarosław, Stara Bircza

Atak w Krakowie to nieodosobniony incydent. Kilka dni wcześniej pacjent dźgał pielęgniarza w Skarżysku-Kamiennej – pisaliśmy o tym w tekście "Nie żyje nożownik postrzelony w Bydgoszczy. W Skarżysku doszło do ataku w szpitalu". Kilka tygodni temu nóż poszedł w ruch w klasztorze w Jarosławiu oraz w Starej Birczy.

Fala przemocy zaczęła się na początku października w szkołach na Mazowszu i od tamtej pory nie słabnie. "Szkoły boją się kolejnych ataków". Tragedia w Ostrołęce i pod Wyszkowem to sygnały alarmowe – ostrzegali wtedy nauczyciele i rodzice. Dziś strach wyszedł daleko poza szkolne mury, a ataku nożownika boi się już każdy – ale jak wtedy zareagować? Ekspert ma jedną radę.