
Górskie wyprawy w Polsce zyskują na popularności. Tatry i Karkonosze w weekendy dosłownie pękają w szwach, a ich popularność sprawia, że turyści coraz chętniej wybierają także inne pasma. Na tym korzystają schroniska, ale jedno z nich właśnie przymusowo zmieni dzierżawcę.
Historia polskich schronisk górskich należy do niezwykle ciekawych. Początki najstarszych sięgają XIX wieku. Początkowo były to budynki prywatne, należące do rodzin, które najpierw wypasały owce w górach, a później zaczęły przyjmować gości, serwować jedzenie i wreszcie oferować noclegi. Później wiele z nich zostało przejętych przez państwo lub organizacje turystyczne.
Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu miała jednak inną historię. Powstała w latach 70. z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. I to właśnie ta legendarna organizacja pozostaje jej właścicielem. Dodatkowo to jej zarząd podjął decyzję o wypowiedzeniu umowy obecnym gospodarzom. Ci nie kryją rozczarowania tym krokiem.
Bacówka na Krawcowym Wierchu zmieni dzierżawców. Obecni byli tam od 11 lat
Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu to schronisko w Beskidzie Żywieckim. Położona jest na malowniczej Hali Krawcula. Nie jest duża – oferuje raptem 30 miejsc w części jadalnej i 35 miejsc noclegowych. Dla wędrujących tam osób było to w zupełności wystarczające. Tym bardziej że aktualni dzierżawcy włożyli wiele pracy w to, żeby doprowadzić obiekt do obecnej formy.
"Gdy 11 lat temu obejmowaliśmy obiekt, był on w fatalnym stanie. Włożyliśmy tu całe serce, siły i prywatne oszczędności. Przeprowadziliśmy gruntowny remont całego wnętrza, wymieniliśmy wszystkie łóżka i materace, ściany wewnętrzne, toalety, kuchnię. Stworzyliśmy dom – ciepły, przytulny, pachnący chlebem, ciastem i żurkiem. Dziś, gdy po latach pracy wreszcie wyszliśmy na swoje, brutalnie nam ten dom odebrano. Odnosi się nieodparte wrażenie, że zrobiliśmy swoje, odbudowaliśmy miejsce z ruin – a teraz możemy po prostu odejść. Bez słowa podziękowań" – napisali obecni dzierżawcy bacówki.
Jak dodają, opuszczenie schroniska nie jest ich decyzją. Wyjaśnili, że umowa została im wypowiedziana przez PTTK. "Walczyliśmy do końca, odwoływaliśmy się, lecz nasze głosy i argumenty zostały zignorowane" – zaznaczyli gospodarze bacówki. Na miejscu zostaną do 10 listopada, później wejdą tam nowi najemcy. A niestety takich historii w polskich górach przybywa.
Zmiany zarządców w kolejnym schronisku. Wcześniej padło na "Samotnię"
W ostatnich latach w polskich górach doszło do przynajmniej dwóch głośnych zmian w zarządzaniu kultowymi schroniskami. Pierwszą było przejęcie tatrzańskiego Murowańca przez nowego dzierżawcę. I choć standard noclegów został tam po remoncie wyraźnie podniesiony, to jednak część turystów narzeka, że obiekt stracił swój dawny, surowy klimat.
Zobacz także
Podobnie było w przypadku Samotni, która zdaniem wielu jest najpiękniej położonym schroniskiem w Karkonoszach. Sama, wędrując po tamtejszych szlakach, bardzo często zaglądam w tę okolicę. Przez dekady budynkiem zarządzała rodzina Siemaszków, silnie z nim związana i tworząca legendarną atmosferę. Jednak w 2024 roku ich umowa dzierżawy nie została przedłużona, a ich miejsce zajęły osoby powiązane ze spółką Wysoka II z Zakopanego – tą samą, która prowadzi Murowaniec.
Czy bacówka w Beskidzie Żywieckim podzieli los tamtych schronisk? Patrząc na decyzje zapadające w strukturach PTTK, trudno nie odnieść wrażenia, że unikalny klimat, tradycja i więzi z ludźmi ustępują miejsca kalkulacji. Coraz ważniejsze wydają się kwestie finansowe oraz maksymalizacja zysków z obsługi masowego ruchu turystycznego. Tak jakby górskie schroniska stały się barami szybkiej obsługi. Przykłady Samotni i Murowańca dobitnie to pokazują.






