Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu zmieni dzierżawców
Kolejne polskie schronisko górskie zmieni dzierżawcę. Obecni usłyszeli, że mają się wynieść do 10 listopada Fot. Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu/Facbook

Górskie wyprawy w Polsce zyskują na popularności. Tatry i Karkonosze w weekendy dosłownie pękają w szwach, a ich popularność sprawia, że turyści coraz chętniej wybierają także inne pasma. Na tym korzystają schroniska, ale jedno z nich właśnie przymusowo zmieni dzierżawcę.

REKLAMA

Historia polskich schronisk górskich należy do niezwykle ciekawych. Początki najstarszych sięgają XIX wieku. Początkowo były to budynki prywatne, należące do rodzin, które najpierw wypasały owce w górach, a później zaczęły przyjmować gości, serwować jedzenie i wreszcie oferować noclegi. Później wiele z nich zostało przejętych przez państwo lub organizacje turystyczne.

Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu miała jednak inną historię. Powstała w latach 70. z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. I to właśnie ta legendarna organizacja pozostaje jej właścicielem. Dodatkowo to jej zarząd podjął decyzję o wypowiedzeniu umowy obecnym gospodarzom. Ci nie kryją rozczarowania tym krokiem.

Bacówka na Krawcowym Wierchu zmieni dzierżawców. Obecni byli tam od 11 lat

Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu to schronisko w Beskidzie Żywieckim. Położona jest na malowniczej Hali Krawcula. Nie jest duża – oferuje raptem 30 miejsc w części jadalnej i 35 miejsc noclegowych. Dla wędrujących tam osób było to w zupełności wystarczające. Tym bardziej że aktualni dzierżawcy włożyli wiele pracy w to, żeby doprowadzić obiekt do obecnej formy.

"Gdy 11 lat temu obejmowaliśmy obiekt, był on w fatalnym stanie. Włożyliśmy tu całe serce, siły i prywatne oszczędności. Przeprowadziliśmy gruntowny remont całego wnętrza, wymieniliśmy wszystkie łóżka i materace, ściany wewnętrzne, toalety, kuchnię. Stworzyliśmy dom – ciepły, przytulny, pachnący chlebem, ciastem i żurkiem. Dziś, gdy po latach pracy wreszcie wyszliśmy na swoje, brutalnie nam ten dom odebrano. Odnosi się nieodparte wrażenie, że zrobiliśmy swoje, odbudowaliśmy miejsce z ruin – a teraz możemy po prostu odejść. Bez słowa podziękowań" – napisali obecni dzierżawcy bacówki.

Jak dodają, opuszczenie schroniska nie jest ich decyzją. Wyjaśnili, że umowa została im wypowiedziana przez PTTK. "Walczyliśmy do końca, odwoływaliśmy się, lecz nasze głosy i argumenty zostały zignorowane" – zaznaczyli gospodarze bacówki. Na miejscu zostaną do 10 listopada, później wejdą tam nowi najemcy. A niestety takich historii w polskich górach przybywa.

Zmiany zarządców w kolejnym schronisku. Wcześniej padło na "Samotnię"

W ostatnich latach w polskich górach doszło do przynajmniej dwóch głośnych zmian w zarządzaniu kultowymi schroniskami. Pierwszą było przejęcie tatrzańskiego Murowańca przez nowego dzierżawcę. I choć standard noclegów został tam po remoncie wyraźnie podniesiony, to jednak część turystów narzeka, że obiekt stracił swój dawny, surowy klimat.

Podobnie było w przypadku Samotni, która zdaniem wielu jest najpiękniej położonym schroniskiem w Karkonoszach. Sama, wędrując po tamtejszych szlakach, bardzo często zaglądam w tę okolicę. Przez dekady budynkiem zarządzała rodzina Siemaszków, silnie z nim związana i tworząca legendarną atmosferę. Jednak w 2024 roku ich umowa dzierżawy nie została przedłużona, a ich miejsce zajęły osoby powiązane ze spółką Wysoka II z Zakopanego – tą samą, która prowadzi Murowaniec.

Czy bacówka w Beskidzie Żywieckim podzieli los tamtych schronisk? Patrząc na decyzje zapadające w strukturach PTTK, trudno nie odnieść wrażenia, że unikalny klimat, tradycja i więzi z ludźmi ustępują miejsca kalkulacji. Coraz ważniejsze wydają się kwestie finansowe oraz maksymalizacja zysków z obsługi masowego ruchu turystycznego. Tak jakby górskie schroniska stały się barami szybkiej obsługi. Przykłady Samotni i Murowańca dobitnie to pokazują.