
42 złote za pobranie jednej gry. We Francji pojawił się pomysł nowego podatku, który może mocno uderzyć w internautów. Opłata ma być naliczana za każdy gigabajt danych przesyłanych przez platformy streamingowe, wydawców i sklepy z grami. Pomysł jest nie tyle nietrafiony, ile... zwyczajnie głupi.
We Francji pojawił się pewien problematyczny przepis. Został on zapisany w ramach poprawki do ustawy budżetowej. Jego inicjatorem jest Laurent Lhardit. Nowy podatek otrzymał poparcie socjalistów, Francji Nieujarzmionej, ekologów i komunistów. Warto zaznaczyć, że w momencie głosowania w parlamencie było niezwykle mało posłów – 35 z 577.
Konstrukcja podatku jest bardzo precyzyjna. Za każdy 1 GB danych, który zostanie nadany przez wydawcę, platformę lub sklep z grami, należy uiścić opłatę w wysokości 0,055 euro (24 grosze). Dotyczy to streamingu, aktualizacji aplikacji, gier i innych danych. Wysokość opłaty mierzą operatorzy.
Dlaczego to nie jest najlepszy pomysł? Matematyka jest tu bezwzględna
Formalnie opłata ma zostać nałożona na nadawcę danych, jednak w praktyce może to oczywiście odbić się na cenach usługi. Choć 24 grosze za 1 GB wydaje się kwotą trywialną, wcale tak nie jest. Przyjrzyjmy się wyliczeniom, ile zużywa smartfon na poszczególne usługi. Zakładając, że większość użytkowników korzysta z mediów w sieci w rozdzielczości 720p, możemy przyjąć następujące wartości:
- Usługi pokroju Netflixa, Disney Plus, HBO Max, Amazon Prime średnio zużywają od około 800 MB do 1,5 GB w ciągu godziny. W przypadku YouTube jest to zazwyczaj około 1 GB. Takie korzystanie z internetu kosztowałoby więc około 24 groszy.
- Wyświetlanie wideo typu shorts na TikToku i Instagramie w tym samym przedziale czasowym może zużyć nawet powyżej gigabajta danych, więc ponownie około 24 groszy.
- Rekordzistą jest za to gaming w chmurze, który w ciągu godziny potrafi pobrać nawet 5 GB danych. Tu już możemy spodziewać się stawek wynoszących ponad złotówkę.
Zresztą, spokojnie – streaming 720p to "budżetowa" propozycja. Tak naprawdę nic nie szkodzi, by w trakcie przeglądania YouTube w 4K i 60 klatkach zużyć np. 15 GB w ciągu godziny, co przełożyłoby się już na niebagatelną kwotę 3,60 zł.
Na tym się nie kończy. Jak słusznie zwracają uwagę internauci na X, najbardziej problematyczne będzie pobieranie dużych plików, np. gier. Przykład? Wiedźmin III: Dziki Gon w wersji remaster według platformy Steam wymaga 60 GB przestrzeni dyskowej. Mówimy tu więc już o 14,40 zł. To jednak nic w porównaniu z np. Call of Duty: Modern Warfare, które może zająć nawet 175 GB. Stawka opłaty w tym wypadku wyniesie już... 42 złote. A teraz wyobraźmy sobie, że musimy grę przeinstalować ze względu na jakiś błąd. Ciekawe, czy platforma obawiająca się kosztów blokowałaby taką procedurę lub wstrzymywałaby dostęp do aktualizacji.
No dobrze, ale dlaczego akurat gry mają w tym wypadku ogromne znaczenie? W końcu graczy wcale tak wielu nie ma, a zresztą i tak są to osoby całkiem bogate, skoro są w stanie wytrzymać z tymi rosnącymi cenami. Otóż warto zaznaczyć, że Francja to jeden z najważniejszych rynków gamingowych w całej Europie. Prezydent Emmanuel Macron sam zresztą wspierał branżę gier, a we wrześniu tego roku zapowiedział nawet utworzenie międzynarodowego festiwalu gier wideo.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Na szczęście dla Francuzów, ten "znakomity" pomysł może nie wejść w życie
Jak podaje Bezprawnik, poprawka budżetowa nie jest jeszcze prawem, a Francuzi mogą ją jeszcze zablokować. Rząd może zażądać ponownego głosowania w jej sprawie lub posłużyć się konstytucyjnym prawem do usunięcia zapisu i odesłać go do senatu, gdzie większości nie ma popierająca pomysł lewica.
Pomysł budzi też wątpliwości ze strony prawa unijnego. W UE funkcjonuje rozporządzenie 2015/2120, które przewiduje "otwartość" internetu. W sprawie jest jeszcze jeden wątek – choć opłata uderza w dużej mierze we francuski rynek, dotyczy przecież także dużych firm amerykańskich, które rządzą globalnym streamingiem. A postawienie się im może być decyzją nie tyle gospodarczą, ile wręcz polityczną.
W każdym razie pomysł zawodzi na naprawdę wielu poziomach i miejmy nadzieję, że w Polsce nikt nie wpadnie na równie "błyskotliwy" trop przy rozmyślaniach o poprawie sytuacji budżetowej.






