Supermarkety w barcelonie nie mają cen, więc wyceniają turystów
Naciągają turystów w Barcelonie aż miło. Wchodzisz do sklepu, a tam niespodzianka Fot. Massimo Todaro/Shutterstock

Barcelona, choć powierzchnią zbliżona do Białegostoku, każdego roku przyjmuje nawet kilkanaście milionów turystów. Nic więc dziwnego, że lokalni sprzedawcy szukają sposobów na to, jak się na nich dorobić. Żeby tego dokonać sięgnęli po standardy rodem z Turcji i Egiptu.

REKLAMA

Barcelona jest niesamowitym miastem pełnym wielobarwnej i zaskakującej architektury. To oczywiście efekt prac Gaudiego, ale i wielu innych modernistycznych architektów. Kolejnymi uliczkami spacerują tam tłumy turystów, które w upalne dni chcą zaopatrzyć się w wodę lub inne napoje albo drobne przekąski. I właśnie wtedy trafiają na turystyczny scam – nową pułapkę na turystów w Hiszpanii.

Supermarket w Barcelonie na każdym kroku. Tylko po przejściu progu robi się dziwnie

Do Barcelony poleciałam na początku listopada i nie powiem, na jej ulicach spędzałam nawet po 12 godzin dziennie. Ponieważ była to moja pierwsza nieco dłuższa wizyta w tym mieście, chciałam odhaczyć jak najwięcej z tego, co warto zobaczyć w Barcelonie. Z hostelu wychodziłam ok. 8-9 rano, a wracałam już ok. 20/21. I choć miałam zapasy wody, to te w połowie dnia były już na wyczerpaniu.

Właśnie dlatego dość często zaglądałam do sklepów, a moją uwagę zwracały zwłaszcza te z wielkim białym napisem “Super Market” albo “Super Mercat”. Na ulicach było ich tak wiele, że myślałam, że to jakaś sieć. Ale podobnie jak wielu innych turystów byłam w sporym błędzie.

Podejrzany supermarket w Barcelonie
Na sklepy z tego typu szyldami uważajcie w Barcelonie. W wielu z nich ceny są zawyżane, a część nawet nie ma cenówek, żeby naciągać turystów Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Po wejściu tam szybko okazało się, że sklepy te są stworzone pod turystów, a wiele z nich wręcz po to, żeby turystów naciągać. Po czym to załapałam? Będąc w Hiszpanii, poczułam się jak w Turcji lub Egipcie, bo owszem, półki były zastawione produktami, ale obok nich nie było żadnych cen. Co to oznaczało? Za małą butelkę wody o pojemności 0,5 litra trzeba tam było zapłacić od 1,5 do 2 euro, podczas gdy w normalnym markecie cena waha się w okolicy 0,5 euro. Brak cen oznacza bowiem, że sprzedawca ocenia cię po wyglądzie i na tej podstawie dyktuje cenę za produkty.

Gdzie robić zakupy w Barcelonie? Mercadona to mój zwycięzca w Hiszpanii

Właśnie dlatego lepiej omijajcie sklepy, które są po prostu nastawione na to, żeby naciągać turystów w Barcelonie. Jeśli jesteście spragnieni albo macie ochotę na coś słodkiego, szukajcie np. sklepów sieci Consum. Są niewielkie, rozsiane po całej Barcelonie niczym Żabki i działały nawet 1 listopada. Ceny w środku były natomiast jak najbardziej akceptowalne, a co najważniejsze, wyraźnie zaznaczone przy każdym artykule.

Moim faworytem w Hiszpanii, nie tylko w Barcelonie, jest jednak Mercadona. Jakość ich produktów bije na głowę to, co znajduje się w naszej Biedronce czy Lidlu. Możecie tam pójść po świeżą rybę, pieczywo, a nawet po obiad za kilka euro, który podgrzejecie w mikrofalówce na miejscu i zjecie przy stoliku w markecie. W dużej mierze tak żywiłam się w Barcelonie, kiedy zobaczyłam ceny w restauracjach. To była moja odpowiedź na pytanie, gdzie najlepiej zjeść w Barcelonie.

Dodatkowo z Mercadony warto przywieźć trochę pamiątek. Panie chwalą ich kosmetyki marki Deliplus. Mnie natomiast przekonały lody kokosowe podawane w kokosie, ale i orzechy pistacjowe w mlecznej czekoladzie. To naprawdę smaczne i tanie prezenty (poza lodami oczywiście), które można przywieźć ze sobą do Polski.