Samolot Wizz Aira lecący do Polski nagle zawrócił nad Czechami
Wizz Air z Polakami musiał awaryjnie lądować w Wiedniu Fot. Tupungato/Shutterstock

Do nagłej zmiany sytuacji na pokładzie samolotu Wizz Air lecącego do Warszawy doszło w czwartek 5 listopada w godzinach porannych. Piloci nadali kod alarmowy, po czym szybko zmienili kurs, szukając miejsca do lądowania.

REKLAMA

Sytuacje awaryjne w lotnictwie się zdarzają, a załogi są świetnie przygotowane, aby sobie z nimi radzić. Niedawno informowaliśmy o tym, że samolot Wizz Air w Gdańsku musiał lądować bez jednego pilota, ponieważ jego stan zdrowia nagle pogorszył się podczas lotu. Wtedy udało się jednak dotrzeć do celu. W czwartek 5 listopada maszyna węgierskiego przewoźnika musiała nagle zmienić kurs nad Czechami.

Wizz Air nagle zmienił kurs. Zamiast w Warszawie wylądował w Wiedniu

Jako pierwszy informację o alarmowej sytuacji awaryjnej na pokładzie maszyny Wizz Air podał serwis Fly4free.pl. Na ten moment nie wiadomo niczego na temat powodów awaryjnego lądowania. Pewne jest, że rejs o numerze W46387 wystartował chwilę po godzinie 7:00 rano z lotniska Mediolan-Malpensa we Włoszech i zgodnie z planem zmierzał w kierunku polskiej stolicy.

Jednak jak wynika z zapisu w serwisie Flightradar24.com, nad okolicami Brna na pokładzie musiało dojść do sytuacji kryzysowej. Airbus A321XLR (najnowszy nabytek we flocie Wizz Air) o znakach rejestracyjnych 9H-XLI nadał kod 7700, oznaczający stan niebezpieczeństwa i konieczność natychmiastowego lądowania. Pod tym sygnałem może kryć się zarówno usterka techniczna wymagająca szybkiego przerwania podróży, jak i nagłe pogorszenie stanu zdrowia osoby obecnej na pokładzie. Z usterką techniczną mieliśmy do czynienia np. wtedy, gdy pękła szyba w samolocie nad Francją.

Chwilę przed godziną 9:00 rano maszyna bezpiecznie wylądowała na lotnisku w Wiedniu. Tamtejszy port funkcjonuje normalnie, co oznacza, że samolot nie zablokował drogi startowej. Z danych Flightradar24.com wynika, że pasażerowie powinni niebawem wznowić podróż do Warszawy – start samolotu zaplanowano na godzinę 12:30.

Alarmy bombowe na pokładach Wizz Aira i nie tylko

Przypomnijmy, że to już kolejna w tym tygodniu sytuacja awaryjna związana z lotem do lub z Polski. Najwięcej alarmów podnoszono w poniedziałek i wtorek (2 i 3 listopada), kiedy to służby dostawały anonimowe wiadomości o bombach na pokładach samolotów różnych przewoźników.

Właśnie w tym czasie na lotnisku w Modlinie musiał awaryjnie lądować samolot PLL LOT lecący do Paryża. Maszynę przekierowano do specjalnego miejsca, ale i tak z powodu przeprowadzanej kontroli w poszukiwaniu zagrożenia port musiał na kilka godzin wstrzymać wszystkie starty i lądowania. Nerwowe chwile przeżyli także Polacy lecący Wizz Airem z Kopenhagi do Warszawy. Maszyna wylądowała co prawda na Lotnisku Chopina, ale od razu została skierowana do specjalnej kontroli.

Podobnie wyglądało to w przypadku lotu Wizz Aira z Londynu do Sofii, który przekierowano do Budapesztu. W przypadku Ryanaira informacje o bombach na pokładzie dotyczyły lotów z Dublina do Sofii, Lizbony i Rzymu. Tylko w dwa dni odnotowano 8 fałszywych alarmów, które wpłynęły na funkcjonowanie lotnisk, a prawdziwa cena fałszywych bomb, czyli sparaliżowane miasto, trauma i gigantyczne rachunki, jest znacznie wyższa, niż mogłoby się wydawać.

Na tym jednak nie koniec. W czwartek 5 listopada utrudnienia ponownie dotyczą połączenia PLL LOT do Paryża. – Do służb lotniska wpłynęła informacja o potencjalnie niebezpiecznym przedmiocie na pokładzie samolotu linii LOT z Warszawy do Paryża. Wdrożono standardowe procedury bezpieczeństwa – powiedział Piotr Rudzki, rzecznik Polskich Portów Lotniczych w rozmowie z TVN24. O godzinie 10:00 alarm odwołano, kontrola nie wykazała żadnych niebezpiecznych ładunków.