Alarmy bombowe na pokładach samolotów w całej Europie
Seria alarmów na lotniskach w całej Europie. Co najmniej kilkanaście samolotów nagle zmieniło kurs Fot. DyziO/Shutterstock

5 listopada upływa pod znakiem prawdziwej serii awaryjnych lądowań samolotów w całej Europie. Problemy dotyczą Polski, Czech, Bułgarii, Belgii czy Francji. Kolejne maszyny dostają informację, że mają pilnie znaleźć się na ziemi. Na Lotnisku Chopina samolot został wstrzymany na minuty przed startem.

REKLAMA

Od początku listopada europejskie niebo nie należy do spokojnych. W dniach 2-3 listopada doszło do serii awaryjnych lądowań spowodowanych alarmami o bombach i niebezpiecznych przedmiotach na pokładach. Właśnie wtedy zamknięto lotnisko w Modlinie, a służby sprawdzały samolot. Spokój od tych niebezpiecznych żartów nie trwał długo. Kolejna seria takich informacji obiegła załogi 5 listopada, a skala jest bardzo duża.

Polskie samoloty nagle uziemione. LOT i Wizz Air musiały wracać na ziemię

Ciąg alarmów rozpoczął się od samolotu Wizz Aira lecącego z Mediolanu (Malpensa) do Warszawy. Maszyna wystartowała zgodnie z planem, po czym nad czeskim Brnem dokonała nagłego zwrotu i wylądowała w Wiedniu. W momencie, kiedy publikowaliśmy tę informację, nie było wiadomo, dlaczego doszło do sytuacji awaryjnej. Teraz włoskie media podały, że przyczyną był fałszywy alarm bombowy. Informację tę potwierdził także Wizz Air.

W czwartkowy poranek pisaliśmy także o wstrzymaniu startu samolotu PLL LOT lecącego z Warszawy do Paryża. Maszyna była już na pasie startowym, kiedy załoga otrzymała informację o możliwym niebezpiecznym przedmiocie. Pokład sprawdzili pracownicy, a także specjalne służby. Oczywiście niczego nie znaleziono. Z tego samego powodu na lotnisku Zaventem w Brukseli lądowała inna maszyna w barwach LOT. Samolot lecący ze stolicy Belgii do Warszawy także został dokładnie sprawdzony i niczego w nim nie znaleziono.

Żartownisie zalali skrzynki lotnisk alarmami o bombach. W Rzymie wymownie się podpisali

Jak wynika z informacji podanych przez sekretarz transportu Wielkiej Brytanii Heidi Alexander, tylko w czwartek 5 listopada doszło do zakłócenia co najmniej 14 lotów nad Europą. BBC wylicza, że oprócz tras Polaków były to m.in. 4 połączenia do Pragi, a także połączenia Saloniki-Mediolan, Porto-Mediolan, Dublin-Rzym, Helsinki-Rzym, Mediolan-Bukareszt, Kopenhaga-Sofia, Madryt-Sofia, Londyn-Sofia.

Połączenia te były realizowane przez różnych przewoźników, ale tym razem najbardziej ucierpiał Ryanair. Aż cztery z wymienionych powyżej przerwanych tras były wykonywane na pokładach Irlandczyków. Dwie dotyczyły Wizz Aira (wliczając w to lot Mediolan-Warszawa), dla którego to powtórka sprzed kilku dni. Już w poniedziałek przez podejrzenie ładunku wybuchowego na pokładzie Wizz Aira wojsko poderwało myśliwiec.

W Rzymie żartownisie, którzy przesłali maile o podłożonych bombach, podpisali się w bardzo wymowny sposób. Władze lotniska w stolicy Włoch przekazały, że wiadomości o zagrożeniu zostały podpisane przez "Bojowników Państwa Męskiego", którzy twierdzili, że atakują "reżim feministyczny". Wprost grozili, że "zabarwią niebo na czerwono".

Taka fala utrudnień w lotnictwie zaledwie kilka dni po poprzedniej to duże obciążenie psychiczne dla podróżnych, ale i realne straty dla przewoźników, bo prawdziwa cena fałszywych bomb to sparaliżowane miasto, trauma i gigantyczne rachunki. Każdy dodatkowy start i lądowanie oznaczają ogromne wzrosty spalania paliwa, a przecież jego ceny sięgają bardzo wysokich poziomów.