Strefa SPA w hotelu Falkensteiner w Karyntii
Dlaczego ludzie chcą podróżować do drogich hoteli? Zrozumienie tego zajęło mi kilka ładnych lat Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Od lat podróżuję po świecie, a ponieważ latam często, to nocleg, który rezerwuję, jest raczej daleki od luksusowego. Od zawsze uważałam bowiem, że wybieranie drogiego hotelu to strata pieniędzy, bo przecież i tak tam tylko śpię. Po czym służbowo poleciałam do Austrii i zrozumiałam, w czym tkwi różnica.

REKLAMA

W swojej podróżniczej karierze spałam w bardzo różnych hotelach i łóżkach. Nigdy nie zapomnę hostelu w Katowicach, gdzie w pokoju pachniało jak od pijaczka na ulicy. Równocześnie jednak w Dubaju miałam pokój z widokiem na Marinę, a prawdziwe luksusy czekały na mnie w hotelu dla bogaczy w Tajlandii. Chwilę później odkrywałam natomiast cuda malezyjskiej patodeweloperki, nocując w pokoju, którego łazienka była wbudowana w szafę.

I nie mogę powiedzieć, żeby któryś z tych sposobów podróżowania był gorszy. Nie ma niczego złego w rezerwowaniu tanich noclegów czy hosteli. Tak samo właściwe jest wybieranie pięciogwiazdkowych obiektów. Wiele lat zajęło mi jednak zrozumienie, że w hotelach chodzi już nie tylko o gwiazdki, a obiekt może być nie tylko miejscem noclegowym, ale kierunkiem podróży samym w sobie. Bo niektóre naprawdę robią różnicę.

Karyntia to nie tylko region dla narciarzy

Austria jest Polakom dobrze znana głównie za sprawą wyjazdów na narty. Tröpolach, które odwiedziłam jesienią, to natomiast idealny punkt wypadowy do ośrodka narciarskiego Nassfeld/Tröpolach w Karyntii, gdzie do dyspozycji jest aż 110 kilometrów tras o różnym poziomie trudności. Ja jednak byłam tam na długo przed początkiem tego sezonu, więc o jeździe na nartach nic wam nie powiem. Moim celem było skorzystać z oferty hotelu Falkensteiner Hotel & Spa Carinzia. Z narciarskich udogodnień przejechałam się jedynie darmowym wyciągiem, aby ruszyć na okoliczne szlaki, i widok z góry na położone niżej miasteczka był malowniczy. Wjazd i zjazd były całkowicie darmowe dzięki lokalnej karcie turystycznej.

Widoki w Karyntii
Widok po skorzystaniu z bezpłatnego wyciagu był nieziemski. Dokładnie w tej okolicy znajdują się trasy narciarskie Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Sam hotel ma 140 pokoi, więc nie jest to wielki moloch rodem z all inclusive w Turcji czy Egipcie, ale trudno go też nazwać kameralnym. Jego częścią jest strefa SPA z siłownią, saunami (beztekstylnymi), a także wewnętrznym i zewnętrznym basenem, które są ze sobą połączone. A ponieważ Tröpolach to mała miejscowość, w której nie ma za wiele do robienia i zwiedzania, miałam sporo czasu, żeby przyjrzeć się obiektowi. I zwłaszcza basen wraz z leżakami i kanapami polecam na kąpiel, ale i długie leżenie z książką.

Służbowy wyjazd do Austrii przypadł w dobrym momencie mojego życia. Byłam zmęczona po całym sezonie wakacyjnym (lipiec i sierpień są u mnie zawsze najbardziej aktywne zawodowo) i bardzo potrzebowałam ciszy oraz spokoju. I to właśnie gwarantuje obiekt w Tröpolach. A do tego robi to w wyjątkowo przytulny sposób.

Lepsze hotele wiedzą, co zrobić, żeby gość poczuł się u nich dobrze

Zacznijmy od oceny pokoju. W hotelach luksusowych dużą uwagę zwraca się na funkcjonalność, ale i jakość wyposażenia. W Falkensteinerze od razu poczułam się jak w domu, a w sumie to nawet lepiej. Pokój wydawał się przytulny i ciepły w dużej mierze za sprawą drewnianych mebli i desek na podłodze. Materiał na kanapie również wykonany był z naturalnych materiałów, a to wszystko wpływa na nasz odbiór wnętrza.

Pokłój w Falkensteiner Karyntia
Wykończenie z naturalnych materiałów, ciepło i przytulność. Tak w skrócie opisałabym pokój w którym przyszło mi spędzić kilka nocy Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Funkcjonalność? Ogromna szafa od razu po wejściu zmieściłaby garderobę nie pary, a nawet czworga członków rodziny. Na kanapie czytałam książki, a wyspa z szafkami znajdująca się przed łóżkiem szybko zmieniła się w moje centrum dowodzenia – to tam leżał laptop, aparat, kamerka i wszystko to, co przydawało mi się podczas wychodzenia na rower czy górskie wędrówki, bo od wiosny do jesieni to najlepszy sposób spędzania tam wolnego czasu.

Łazienka to spełnienie marzeń każdej zabieganej kobiety. Wanna z gorącą wodą potrafiła zatrzymać pędzącą wokół mnie rzeczywistość, choć generalnie jestem team prysznic. Tu jednak szklana kabina prysznicowa była w stylu, który doprowadza mnie do irytacji. Moda z przeszkloną kabiną otwartą na sypialnię to dla mnie bardzo niefunkcjonalne i po prostu niezrozumiałe rozwiązanie.

Bo wyobraźcie sobie, że jedziecie tam z przyjaciółką albo chłopakiem, z którym dopiero nawiązujecie bliższe relacje. W takich sytuacjach robi się mocno niezręcznie. Raz wylądowałam w pokoju z takim prysznicem z dwiema obcymi mi kobietami na wycieczce objazdowej. To dopiero była katastrofa. Falkensteiner częściowo z tego wybrnął, montując zasłonę, którą można zasłonić tę przestrzeń, niemniej naprawdę nie rozumiem tego konceptu.

Przez żołądek i życzliwość do serca w Austrii

Wysoka klasa wyposażenia to jedno. Drugą kwestią, która uświadomiła mi, że hotel może być kierunkiem podróży samym w sobie, była kuchnia. Śniadania w formie bufetu dawały ogromny wybór, od serów i świeżego pieczywa, przez przygotowywane na nasze życzenie jajka. Na miejscu stała nawet sokowirówka, w której można było zrobić sobie świeży sok lub smoothie.

Kolacja była natomiast serwowana w formie mieszanej. Każdego dnia pojawiało się nowe menu z kilkoma pozycjami, a do tego do dyspozycji gości zostawał bufet, w którym zawsze była robiona na miejscu pizza czy szeroki wybór makaronów. A ponieważ Karyntia jest blisko Włoch, to tamtejsza kuchnia wychodziła im bardzo dobrze. Każdego wieczora zmieniała się również oferta serwowanych tam lodów.

Oferta kuchni w Falkensteiner Karyntia
Hotel zaspokaja potrzeby szerokiej grupy turystów. Ci bardziej wybreni mogą korzystać z bufetu, a ci szukający lokalnej kuchni na pewno znajdą coś w kolacyjnym menu Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Moją uwagę zwrócił także fakt, że hotel wspiera lokalnych przedsiębiorców i gospodarzy. Serwowane tam sery i mięsa w dużej mierze pochodzą z okolicznych farm. Nie odbiera on zatem zarobku restauratorom, których w okolicy nie ma za wielu, a wspiera społeczność. Ponadto w cenie 1500 zł za dwie osoby za dobę (cena różni się w zależności od sezonu) wliczone są śniadania, kolacje, a także wstęp do strefy SPA.

Jednak wyposażenie i dobre jedzenie pojawiają się także w innych hotelach. Nie zawsze tych najwyższych lotów. W tych naprawdę dobrych różnicę robi obsługa. Uśmiechnięta i życzliwa recepcja, zawsze gotowa podpowiedzieć, gdzie warto się udać na wycieczkę, aby spędzić aktywne popołudnie. Kelnerzy, którzy nie są tam za karę, a wręcz przeciwnie: zażartują, podpowiedzą, co zamówić, a nawet przedstawią ciekawostki związane z lokalną kuchnią. Dzięki nim czujemy się mile widzianymi gośćmi, a nie jak teściowa, która wpadła z niezapowiedzianą wizytą, kiedy akurat mieliście zaplanowany romantyczny weekend we dwoje.

Doceniłam spokój i możliwość zatrzymania się, zamiast pędzenia od atrakcji do atrakcji

Gdybym szukała hotelu na rodzinny wyjazd, którego celem nie będzie zwiedzanie, a odpoczynek, to pewnie postawiłabym na Falkensteiner Hotel & Spa w Tröpolach. Narciarze znajdą tam wypożyczalnię sprzętu, do wyciągu będą mieli w zasadzie kilkaset metrów, a pod hotel podjadą na nartach. A ponieważ sama nie jeżdżę, zostałabym przy hotelowym basenie i cieszyła się wolnym czasem. Wieczory spędzalibyśmy wspólnie przy kolacji, a następnie na rozmowach w lobby albo w strefie gamingowej, gdzie za darmo można np. zagrać w bilard lub na konsoli.

Hotel Falkensteiner w Karyntii
Ogromne kanapy w pobliżu basenu to miejsce, w którym mogłabym spędzić cały urlop i niemiałabym żadnych wyrzutów sumienia, o ile towarzyszyłaby mi tam dobra książka Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

I dlaczego mogę i wam polecić taki wypad? Wszystko dlatego, że ten wyjazd na austriackie pustkowie bez sklepów z pamiątkami i tłumów turystów pozwolił mi zrozumieć osoby, które wyjeżdżają nie do konkretnego miasta, a właśnie do wybranego hotelu. Zamiast klasycznie biegać od atrakcji do atrakcji, robiąc po 25 tys. kroków dziennie, przez kilka dni pochodziłam po górach, pojeździłam rowerem, a przede wszystkim wyspałam się, zwolniłam i odpoczęłam. A przecież właśnie o to powinno chodzić podczas urlopu.