
Jeśli mowa o turystyce, to Zakopane z pewnością jest miejscem, które budzi wiele kontrowersji. Dla jednych punkt obowiązkowy podczas corocznych wyjazdów, inni przez komercjalizację i wysokie ceny omijają je od lat. Miasto natomiast niewiele robi sobie z niemiłych komentarzy i ściąga turystów zagranicznych. Nowa grupa właśnie masowo rezerwuje tam wyjazdy.
Egzotyczna moda na bliskowschodnich turystów pod Tatrami powoli opada, ale górale nie mają czasu na załamywanie rąk. Miejsce arabskich podróżnych, którzy latem tłumnie szturmowali Krupówki, płacąc gotówką za luksusowe apartamenty, właśnie zajmuje nowa, niezwykle dynamiczna grupa gości. Gdy w listopadzie Polacy leczą jesienną chandrę w domach, pod Giewontem słychać już głównie język węgierski. I jak donosi "Gazeta Krakowska", podhalańska branża znów zaciera ręce.
W Zakopanem nie ma chwili na odpoczynek. Arabskich turystów zastępują Węgrzy
Jeszcze kilka miesięcy temu zakopiańskie Krupówki przypominały bliskowschodni kurort. Latem arabscy turyści w Zakopanem uratowali – po raz kolejny – podhalański sezon, wypełniając ekskluzywne hotele i zostawiając fortunę w restauracjach. Na drodze nie stanęły im nawet utrudnienia w połączeniach lotniczych między Polską a Bliskim Wschodem – loty z Arabii Saudyjskiej do Polski wznowiono dopiero w czerwcu. Jednak gdy nastała jesień, egzotyczni goście odlecieli do domów, a polscy urlopowicze nie palili się do wyjazdów w góry w chłodniejszych warunkach i pod Tatrami na moment powiało pustkami. Te jednak szybko się zapełniły.
W Zakopanem miejsce gości z Zatoki Perskiej z powodzeniem zajmują turyści z Węgier. Choć ich portfel wygląda inaczej, a zamiast kilkudniowych pobytów w pięciogwiazdkowych resortach stawiają na elastyczność i rozsądek, to skala przyjazdów z tego kraju robi ogromne wrażenie.
– Pakiety turystyczne sprzedają się na Węgrzech wyśmienicie już pięć miesięcy wcześniej. Spodziewamy się naprawdę dziesiątek autobusów i tysięcy gości w ciągu kolejnych weekendów. Dla nas to idealne uzupełnienie momentu, kiedy Polacy podróżują mniej – przyznał Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej w rozmowie z "Gazetą Krakowską".
Zobacz także
Węgrzy pokochali Zakopane. Mają do pokonania tylko 430 kilometrów
Dlaczego akurat Zakopane stało się tak ważnym kierunkiem wyjazdowym dla mieszkańców Budapesztu? Odpowiedź jest prosta: chłodna kalkulacja ekonomiczna połączona z poszukiwaniem przedświątecznego klimatu.
Dla mieszkańców stolicy Węgier podróż w Tatry to kwestia 4–5 godzin jazdy samochodem lub autokarem (zaledwie około 430 kilometrów). Jeszcze sprawniej wypada połączenie lotnicze. Rejs z Budapesztu do Krakowa trwa zaledwie godzinę i 15 minut, a bilet w jedną stronę liniami Wizz Air na listopad czy grudzień można kupić za ok. 133 zł. Dlatego wielu podróżnych traktuje wypad na Podhale jako jednodniowy "quick escape" – ruszają bladym świtem, by zjeść oscypka na Krupówkach, zrobić zakupy i wrócić do domu na kolację.
Odległość to jednak nie wszystko. W porównaniu z drogimi kurortami w Austrii czy Szwajcarii polskie Tatry pozostają dla Węgrów atrakcyjnym, a jednocześnie stosunkowo przystępnym cenowo kierunkiem. Zamiast płacić w euro w alpejskich ośrodkach, wybierają polskie termy, bogatą ofertę wellness, klimatyczne jarmarki bożonarodzeniowe oraz tradycyjną kuchnię góralską. W pakiecie otrzymują także spore szanse na prawdziwy śnieg.
Targowisko w Nowym Targu i czardasz na Krupówkach
Obecność Madziarów to eldorado nie tylko dla zakopiańskich hotelarzy, ale i dla lokalnego handlu. Węgrzy przyjeżdżają pod Tatry z jasnym celem: nastawiają się na zakupy. Prawdziwym hitem okazało się targowisko w Nowym Targu, gdzie zagraniczni goście masowo zaopatrują się w polską żywność, odzież oraz pierwsze bożonarodzeniowe prezenty. A kiedy w mieście powstaną nowe termy, goście z południa zapewne zostaną na dłużej.
Na ten węgierski napływ zareagowały już m.in. władze Zakopanego z burmistrzem Łukaszem Filipowiczem na czele. Włodarz intensywnie promuje miasto w kontaktach z węgierskimi dyplomatami oraz influencerami. Dziś na Krupówkach nikogo nie dziwi już widok karczmy, w której kapela obok tradycyjnego "Zbójnickiego" płynnie przechodzi w węgierskiego czardasza.






