oddział francuskiej armii
Zawał na prawicy gwarantowany. Po Niemcach do Polski wjeżdża armia Francji Fot. Jean-Marc RICHARD / Shutterstock.com

Ledwo prawicowi komentatorzy zdążyli otrzeć pot z czół po widoku niemieckich transporterów jadących przez Polskę na Litwę, a z Paryża nadchodzi kolejna wiadomość grożąca im zawałem serca. Od 1 stycznia 2027 roku francuskie wojska i systemy rakietowe przejmą bezpośrednią obronę przeciwlotniczą lotniska Rzeszów-Jasionka.

REKLAMA

Ponad 80 procent całej zachodniej pomocy wojskowej dla walczącej Ukrainy przechodzi przez jedno lotnisko na Podkarpaciu. Nic dziwnego, że Władimir Putin i rosyjski wywiad patrzą na Jasionkę jak na cel numer jeden. By polskie niebo było szczelne, sojusznicy wymieniają się wartą: po misji Holendrów posterunek obejmują Francuzi z własnym sprzętem rakietowym.

Od 1 stycznia Francja przejmie obronę powietrzną lotniska Rzeszów-Jasionka

W sieci trwa jeszcze polowanie na niemieckie ciężarówki zmierzające na wschodnią flankę Sojuszu, gdy ambasador Francji ogłosił ruch, który zburzy spokój narodowych publicystów. Od Nowego Roku to francuscy operatorzy rakiet będą decydować o bezpieczeństwie przestrzeni powietrznej nad Rzeszowem.

Jak poinformował oficjalnie ambasador Francji w Warszawie Etienne de Poncins (za agencją Reutera), od 1 stycznia 2027 roku to siły zbrojne Francji przejmą odpowiedzialność za obronę powietrzną lotniska Rzeszów-Jasionka oraz przyległego obszaru Podkarpacia. Będzie to pierwszy przypadek w historii, gdy francuscy żołnierze i francuski sprzęt przeciwlotniczy staną na straży najważniejszego hubu logistycznego w tej części globu. Francuzi nie pojawią się zresztą znikąd – Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy ciągną do Polski, by przećwiczyć ewentualną misję w Ukrainie.

Jasionka pod rotacyjną wartą. Holendrzy pakują walizki, melduje się Paryż

Podkarpacie od wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku funkcjonuje pod parasolem sojuszniczym. Żadne państwo frontowe nie utrzymuje w jednym punkcie wszystkich własnych baterii przeciwlotniczych, bo oznaczałoby to obnażenie innych rejonów kraju. W NATO obowiązuje zasada rotacji i podziału ciężarów (burden sharing). Gdy kończy się misja jednego kraju – jak wtedy, gdy Niemcy wycofywali Patrioty z Polski – wartę przejmuje kolejny.

W czerwcu wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz informował, że Holandia przedłużyła obecność swoich żołnierzy i baterii Patriot w Jasionce do końca grudnia 2026 roku. Pod koniec września zasygnalizował, że po wyjeździe Holendrów ochronę przejmie kolejny kluczowy sojusznik, nie zdradzając wówczas jego tożsamości. Dziś już wiadomo: od 1 stycznia do Jasionki wchodzą Francuzi z własnymi systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej (najprawdopodobniej zaawansowanym systemem SAMP/T Mamba, stanowiącym europejski odpowiednik amerykańskiego Patriota). Wsparcie nie kończy się zresztą na Francji – Szwedzi wyślą do Polski Patrioty i 100 żołnierzy na misję pod Rzeszowem.

80 procent pomocy i cel numer jeden dla GRU

Przez lotnisko w Jasionce przechodzi ponad 80 procent wszystkich dostaw sprzętu, amunicji, dronów i pomocy medycznej, jakie wolny świat wysyła broniącej się Ukrainie. Każdego tygodnia lądują tam dziesiątki ciężkich transportowców z USA, Wielkiej Brytanii, Kanady czy Korei Południowej. To miejsce jest logistycznym kręgosłupem ukraińskiego oporu i zarazem głównym celem operacyjnym dla rosyjskich służb specjalnych (GRU), planujących sabotaże, cyberataki czy prowokacje dronowe. Gdy we wrześniu 2025 roku pojawiły się rosyjskie drony na terenie Polski, zamknięto cztery lotniska – w tym właśnie Jasionkę.

Polska nie ma wystarczającej liczby własnych systemów średniego i dalekiego zasięgu (program "Wisła" jest dopiero w trakcie wdrażania i integracji), by jednocześnie osłonić Warszawę, Trójmiasto, bazy lotnicze i gigantyczny węzeł tranzytowy pod Rzeszowem. Gdyby nie Francuzi, Amerykanie czy Holendrzy, Wojsko Polskie musiałoby ściągać nieliczne posiadane wyrzutnie z innych newralgicznych regionów kraju.

Sojusznicy biorą na siebie koszty, sprzęt i ludzi, gwarantując, że rosyjska rakieta manewrująca czy dron nie zamienią podrzeszowskiego pasa w dymiące kratery.

Histeria z XIX wieku w realiach XXI wieku

Polska prawica ma z tym jednak potężny problem poznawczy. Gdy w ostatnich tygodniach przez terytorium RP przejeżdżały pododdziały niemieckiej 45. Brygady Litewskiej (Panzerbrigade 45), która ma na stałe stacjonować pod Wilnem, prawicowe portale i politycy związani z obozem Karola Nawrockiego i Suwerennej Polski dostawali spazmów – podobnie jak wtedy, gdy niemieccy żołnierze w Warszawie pojawili się przy okazji jubileuszowej wystawy.

W sieci kolportowano narracje o "ponownym wkraczaniu Niemców", ignorując elementarny fakt, że Bundeswehra jechała ryglować przesmyk suwalski – a więc bezpośrednie zaplecze obronne samej Rzeczypospolitej.

Teraz ten sam chór będzie musiał zmierzyć się z francuskimi mundurami na ulicach Rzeszowa i francuskimi radarami omiatającymi niebo nad Podkarpaciem.