Kaczyński apeluje po zamachu w Krakowie. Chodzi o odwołanie protestów ws. TK
Kaczyński apeluje po zamachu w Krakowie. Chodzi o odwołanie protestów ws. TK Fot. Shutterstock

Po tragicznych wydarzeniach w Krakowie 8 i 9 listopada w Polsce obowiązuje żałoba narodowa. W zamachu zginęło sześć osób, kilkanaście zostało rannych, w tym dwóch policjantów, a w domu Michała O. z Ostrowca Świętokrzyskiego policja znalazła jeszcze ciała trzech osób. W związku z żałobą narodową, prezes PiS wystosował apel.

REKLAMA

"Z uwagi na ogłoszoną przez pana prezydenta Karola Nawrockiego żałobę narodową pan prezes Jarosław Kaczyński apeluje o odwołanie manifestacji organizowanych w Polsce w związku z nielegalnymi działaniami koalicji 13 grudnia, w tym zajęciem Trybunału Konstytucyjnego. Pan prezes J. Kaczyński prosi, aby w ten sposób okazać szacunek niewinnym ofiarom brutalnego ataku w Krakowie" – przekazał na X Rafał Bochenek.

Dodał, że apel o odwołanie dotyczy wydarzeń odbywających się zarówno 8. jak i 9. listopada br.

Taka manifestacja odbyła się w sobotę 7 listopada we Wrocławiu. Jak relacjonowała "Gazeta Wrocławska", przed Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim zgromadziło się kilkaset osób, które pikietowały w obronie Trybunału Konstytucyjnego i w geście poparcia dla prezydenta Karola Nawrockiego.

Wcześniej Kaczyński zamieścił wpis na swoim koncie na X, w którym złożył wyrazy współczucia rodzinom i najbliższym ofiar zamachu w Krakowie.

"To niewyobrażalna tragedia. Sprawca tej zbrodni bezwzględnie musi ponieść odpowiedzialność, a okoliczności ataku muszą zostać dogłębnie wyjaśnione. Bezpieczeństwo obywateli jest najważniejsze. Ta tragedia nigdy nie powinna była się wydarzyć" – napisał.

Zamach w Krakowie. Sąsiedzi o zamachowcu: Rodzina była spokojna, nie słyszeliśmy żadnych awantur

Polska nie może otrząsnąć po sobotnim zamachu, w którym zginęło 6 osób, a 16 zostało rannych, w tych dwóch policjantów.

"Starszy posterunkowy Jakub Kulik i starszy posterunkowy Artur Morański to prawdziwi bohaterowie. Uratowali prawdopodobnie wiele ludzkich istnień, nie zważając na ryzyko utraty życia. Ich stan jest poważny, ale są pod bardzo dobrą opieką" – przekazał na X premier Donald Tusk.

Przypomnijmy, atak rozpoczął się około godziny 15. Według informacji służb napastnik wjechał czarnym subaru od strony ulicy Sławkowskiej w rejon Rynku Głównego i strzelał do przypadkowych osób. Był ubrany w strój w stylu wojskowym, cały na zielono. Był wyposażony w wojskowy karabinek typu AR-15 z profesjonalną optyką. Po wymianie ognia z patrolem policji został postrzelony i ujęty.

Wiadomo, że za sobotni atak odpowiada Michał O. z Ostrowca Świętokrzyskiego. W jego domu policja znalazła ciała trzech osób. Obecnie Michał O. przebywa w krakowskim szpitalu pod strażą – jego stan lekarze określają jako "stabilny, lecz krytyczny".

W rozmowach z reporterką Radia Kielce sąsiedzi zgodnie podkreślają, że rodzina O. uchodziła za przeciętną, spokojną i bezkonfliktową.

"Rodzina była spokojna, nie słyszeliśmy żadnych awantur. Chłopak przechodził, czasem mówił dzień dobry, nie ubierał się w żaden mundur, nie wiedzieliśmy, że interesował się bronią. Nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego. Siostra zajmowała się malarstwem, nawet w lokalnej telewizji był z nią wywiad, tyle mogę powiedzieć" – relacjonowali reporterce wstrząśnięci mieszkańcy bloku.

Jak należy się zachować w podobnej sytuacji

– Można powiedzieć, że mamy polskiego Breivika, bo to dokładnie ten sam model postępowania – komentował w "Rozmowie naTemat" płk Krzysztof Przepiórka, były żołnierz GROM i ekspert ds. bezpieczeństwa. W rozmowie z Pawłem Orlikowskim ocenił też zachowanie osób, które były świadkami zdarzenia i mimo zagrożenia wyciągały telefony. – Jestem przerażony – powiedział, komentując oglądane materiały.

W rozmowie z Anną Dryjańską gen. Roman Polko, były dowódca Wojskowej Formacji Specjalnej GROM, dał krótką instrukcję, jak należy zachować się w podobnych sytuacjach.

– Przeciętny Kowalski powinien w takiej sytuacji zejść z pola widzenia dla potencjalnego napastnika, czyli zorientować się, skąd padają strzały i udać się w odwrotnym kierunku, a jeżeli to się dzieje bardzo blisko, natychmiast rzucić się na ziemię. Czyli krótko mówiąc, komenda "padnij" i odczołgać się do jakiegoś ukrycia. W postawie leżącej trudniej kogoś brać na celownik z jakiejkolwiek broni. Jeśli ktoś zaczyna uciekać, staje się bardzo łatwym celem – tłumaczył.