
Rysował w zeszytach wisielców, planował ataki na szkołę i włączał kamerę na lekcjach zdalnych w masce przeciwgazowej. Wtedy rówieśnicy traktowali to jak specyficzny żart. Dziś tamte wspomnienia brzmią jak zapowiedź zbrodni. Portal Interia dotarł do osób z bliskiego otoczenia 24-letniego Michała O.
Dla jednych był cichym chłopakiem z ławki, który ożywiał się tylko na lekcjach historii, dla innych – chodzącą tykającą bombą. Dawni znajomi ze szkoły Michała O. nie mogą otrząsnąć się po tragedii na krakowskim Rynku. Jak ustaliła Interia, niepokojące sygnały pojawiały się od lat: od noszenia masek i kamuflażu po makabryczne rysunki w szkolnych zeszytach. Nikt jednak nie przypuszczał, że ponure żarty z korytarza zamienią się w krwawą rzeź dziewięciu osób.
Znajomi o Michale O.: "Pytaliśmy, co rysuje. Odpowiadał, że to on wchodzi z pistoletem"
Z zewnątrz wyglądało to na typowe nastoletnie dziwactwa i prowokacje, z których rówieśnicy w klasie po prostu się śmiali. Z perspektywy czasu te same zachowania układają się w przerażający ciąg ostrzeżeń, których nikt nie potraktował poważnie – podobnie jak w przypadkach, w których pediatra pokazuje, co przeoczyliśmy po atakach nożowników w szkołach.
Dziennikarze portalu Interia dotarli do osób z najbliższego otoczenia 24-letniego Michała O. – sprawcy sobotniego ataku terrorystycznego na Rynku Głównym w Krakowie, który przed wyjazdem prawdopodobnie zabił w rodzinnym mieszkaniu trójkę swoich najbliższych.
Z relacji dawnych kolegów ze szkoły i sąsiadów z ulicy Tylnej w Ostrowcu Świętokrzyskim wyłania się portret człowieka zamkniętego w sobie, zafascynowanego przemocą i od lat manifestującego swoje obsesje.
Michał O. w szkole: makabryczne rysunki na lekcjach i maska na twarzy
Jedna z byłych koleżanek z klasy Michała O. wspomina w rozmowie z Radiem Eska i Interią, że mężczyzna uchodził w szkole za osobę skrajnie wycofaną i specyficzną. Zwracał na siebie uwagę niepokojącymi rysunkami tworzonymi w trakcie lekcji. W jego zeszytach roiło się od postaci wisielców oraz scen przedstawiających wkraczanie z bronią do budynków.
Gdy koledzy z klasy pytali go wprost, co przedstawiają te szkice, 24-latek bez wahania odpowiadał, że to planowany zamach na szkołę, a postacią wchodzącą z pistoletem jest on sam. Rówieśnicy wspominają także sytuację z czasów pandemii i nauki zdalnej, kiedy Michał O. połączył się z klasą podczas lekcji online, mając na głowie wojskową maskę przeciwgazową.
"Mówiliśmy między sobą, że on na pewno kiedyś kogoś zabije. Wtedy z tego żartowaliśmy, ale naprawdę nie jest to zabawne" – wyznaje rozmówczyni mediów.
Inna ze znajomych ze szkolnej ławy dodaje w rozmowie z Interią, że 24-latek malował paznokcie na czarno, a na marginesach zeszytów kreślił swastyki i niejednoznaczne symbole militarno-wojenne. Choć rówieśnicy uznawali go za introwertyka, otwierał się i stawał niezwykle rozmowny niemal wyłącznie na lekcjach historii, zwłaszcza gdy omawiano tematykę konfliktów zbrojnych i wojskowości.
Zobacz także
Sąsiedzi z ulicy Tylnej: nikt mu nie pasował, wiecznie chodził w masce
Podobne obserwacje w rozmowie z Polsat News przekazał jeden z sąsiadów rodziny O. z bloku przy ulicy Tylnej. Mężczyzna wspomina, że 24-latek był osobą konfliktową, której przeszkadzali inni mieszkańcy. Zdarzało się, że krzyczał na przechodniów z balkonu, a pewnego razu wezwał policję, twierdząc, że ktoś celowo porysował mu karoserię auta.
Mieszkańcy bloku zwracają uwagę na jego specyficzny ubiór: bez względu na porę roku – zarówno w upalne lato, jak i zimą – poruszał się po osiedlu w maskach ochronnych lub kominiarkach zasłaniających twarz. Ubierał się niemal wyłącznie w odzież militarną i spodnie typu moro. Jednak wcześniej Radiu Kielce sąsiedzi mówili, że Michał O. nie nosił munduru i nie wiedzieli, że interesuje się bronią.
Mimo tych dziwactw sąsiedzi przyznają, że nikt nie czuł z jego strony bezpośredniego fizycznego zagrożenia, a rodzina uchodziła za spokojną. Sąsiedzi zamachowca mówili to również w rozmowie z Radiem Kielce.
Od konkursu religijnego do domowego arsenału. Skąd Michał O. miał broń
Z ustaleń dziennikarzy śledczych wynika, że dzieciństwo Michała O. nie zwiastowało tak potwornego finału. Chłopak urodził się w 2002 roku, dorastał w centrum Ostrowca Świętokrzyskiego, a w młodości angażował się m.in. w krwiodawstwo oraz życie religijne. W 2013 roku zajął nawet trzecie miejsce w lokalnym konkursie o tematyce chrześcijańskiej. Jego młodsza o trzy lata siostra była uzdolnioną artystką studiującą w Krakowie – w jej pracach odnaleziono m.in. portret brata.
W późniejszych latach pasją Michała O. stała się broń palna. Mężczyzna trenował strzelectwo sportowe i – jak ustaliła Wirtualna Polska – posiadał zarejestrowane na siebie dwie jednostki broni. Prawdziwy arsenał znajdował się jednak pod opieką jego ojca, 53-letniego Janusza O., na którego zarejestrowanych było aż 11 sztuk broni palnej – to stąd, według pierwszych doniesień, sprawca zamachu w Krakowie mógł wziąć broń. To również do ojca należał samochód, którym 24-latek przyjechał w sobotę pod krakowskie Sukiennice.
Tragedia w mieszkaniu w Ostrowcu i hejt wobec znajomych zamachowca
W niedzielę świętokrzyska policja oficjalnie potwierdziła tożsamość trzech ciał znalezionych w mieszkaniu przy ulicy Tylnej po nocnym szturmie pirotechników. Wszystkie ofiary – matka, ojciec oraz siostra sprawcy – zginęły od ran postrzałowych. Śledczy zabezpieczyli tam też arsenał broni w mieszkaniu zamachowca z Krakowa – siedem sztuk broni palnej.
Może to oznaczać, że 24-latek dokonał zimnej egzekucji na własnej rodzinie, używając domowej broni, po czym z zapasem amunicji ruszył w 160-kilometrową trasę do Krakowa. Prokuratura, która ogłosiła, że rusza śledztwo ws. zamachu w Krakowie, obejmuje nim także zabójstwo trzech osób w Ostrowcu.
Na krakowskim Rynku Głównym zabił 6 osób i ranił 15 kolejnych, zanim po wymianie ognia z interweniującymi policjantami został postrzelony i obezwładniony.
Tymczasem osoby, które przed laty miały kontakt z mordercą, zmagają się z drugą falą koszmaru. Byli znajomi z klasy Michała O. skarżą się na internetowy lincz. Jak tłumaczą w rozmowie z Interią, obcy ludzie atakują ich w wiadomościach prywatnych tylko dlatego, że kiedyś skomentowali jego post lub chodzili z nim do jednej szkoły.
"Po zakończeniu szkoły każdy rozjechał się w swoją stronę. Na mnie i na ludziach z klasy odbija się teraz hejt, ale my nie jesteśmy niczemu winni. Nikt z nas nie przypuszczał, że te jego wojenki z zeszytu zakończą się czymś takim".






