policjanci przed blokiem, gdzie mieszkał Michał O.
Siedem sztuk broni i ciała trzech członków rodziny w mieszkaniu 24-letniego Michała O. Fot. Facebook / Policja Świętokrzyska

Siedem sztuk broni palnej i ciała trzech członków rodziny. To zastali mundurowi w mieszkaniu 24-letniego Michała O. z Ostrowca Świętokrzyskiego, sprawcy masakry na Rynku Głównym w Krakowie. Mężczyzna miał pozwolenie na broń do celów sportowych, nie był karany i policja nigdy wcześniej się nim nie interesowała.

REKLAMA

Mundurowi w sobotę wieczorem weszli do mieszkania Michała O. przez balkon. Wybili okno, korzystając z podnośnika, a wcześniej sprawdzili teren policyjnym dronem. Przez całą noc na miejscu pracowali kontrterroryści, technicy i prokurator. Mieszkańców bloku w Ostrowcu Świętokrzyskim ewakuowano.

W mieszkaniu znaleziono ciała 53-letniego mężczyzny oraz dwóch kobiet w wieku 52 i 21 lat. To rodzice i siostra zamachowca w centrum Krakowa. Wstępnie ustalono, że mieli rany postrzałowe. Ciała zabezpieczono do szczegółowych badań. Obecnie nie ma oficjalnego potwierdzenia, że to Michał O. zabił członków rodziny.

7 sztuk broni i 3 ciała w mieszkaniu Michała O.

O tym, że znaleziono 3 ciała w domu Michała O., poinformował w sobotę wieczorem Donald Tusk na odprawie w Krakowie. – Tragedia rzeczywiście wyjątkowa. Wiele na to wskazuje, że to członkowie najbliższej rodziny – przekazał premier.

Radio Ostrowiec udostępniło na Facebooku nagranie z akcji służb w Ostrowcu Świętokrzyskim.

W mieszkaniu policjanci znaleźli też 7 sztuk broni palnej. Wcześniej policja informowała, że 24-latek miał pozwolenie na broń sportową, nie był wcześniej karany ani notowany. Ojciec napastnika również miał prawo posiadania broni. W sumie trzymał w domu kilkanaście sztuk.

Michał O., sprawca zamachu w Krakowie, nie jest też żołnierzem Wojska Polskiego i nigdy nie miał nic wspólnego z wojskiem, a takie fake newsy krążyły w mediach społecznościowych niedługo po ataku w stolicy Małopolski.

Zamach w centrum Krakowa. Nie żyje 6 osób

Do tragedii doszło w sobotę 7 listopada około godziny 15:00. 24-latek wjechał czarnym subaru na Rynkek Główny i w pobliżu Sukiennic zaczął strzelać. Zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych. Po niespełna dwóch minutach na miejscu pojawiła się straż miejska, a po trzech minutach interwencję podjął pierwszy patrol policji. Łącznie w akcji wzięło udział 1146 policjantów i 24 zastępy straży pożarnej.

Krzysztof Klęczar, wojewoda małopolski, przekazał w niedzielę rano na briefingu prasowym, że ofiary to trzy Polki w wieku 61, 47 i 53 lat, 32-letni Brytyjczyk, 51-latka niebędąca obywatelką Polski (służby znają jej narodowość, ale dla dobra sprawy jej nie podają) i około 50-letni mężczyzna.

Pozostali poszkodowani to 11 Polaków i pięciu obcokrajowców. Jak wynika z raportu ze szpitali po zamachu w Krakowie, w 14 przypadkach stan rannych jest już stabilny, w jednym ciężki. W stanie krytycznym jest sprawca zdarzenia, który był już kilkukrotnie operowany.

Policjanci szybko pojawili się na miejscu i doszło do wymiany ognia. Napastnik został postrzelony i w ciężkim stanie trafił do jednego z krakowskich szpitali. W strzelaninie ranni zostali też dwaj funkcjonariusze, starsi posterunkowi Jakub Kulik i Artur Morański. Premier Donald Tusk ujawnił nazwiska rannych policjantów w Krakowie i nazwał ich "prawdziwymi bohaterami". – Stan policjantów wciąż jest ciężki. Jeden został wybudzony, drugi pozostaje w stanie śpiączki – poinformował wojewoda.

Krzysztof Klęczar przekazał także, że potrzebna jest krew grupy AB Rh+. Potrzebuje jej poszkodowany policjant Jakub Kulik.

Policja zapowiedziała ponowne oględziny miejsc, gdzie padły strzały. Krakowski rynek pozostaje zamknięty do czasu zakończenia działań służb. Dokładna godzina nie jest znana. Prezydent Krakowa Łukasz Gibała ogłosił w mieście żałobę do 11 listopada. W niedzielę i poniedziałek (8 i 9 listopada) w całym kraju obowiązuje też żałoba narodowa po tragedii w Krakowie. Prezydent Karol Nawrocki podpisał w sobotę rozporządzenie, a wniosek poparł premier.