"Ludzie nie są w stanie spłacać kredytów, a oni o tym?!". "Zamach" znowu tematem nr 1 w kraju

Katarzyna Zuchowicz
12 kwietnia 2022, 19:55 • 1 minuta czytania
Konferencją Antoniego Macierewicza przelała się ogromna czara. Jego rewelacje kosztowały nas ponad 22 mln zł i nie było w nich nic, co by postawiło ekspertów na równe nogi. Pozostał niesmak, wrażenie, że na tragedii smoleńskiej rozgrywa się cyrk i deptana jest pamięć ofiar. Teoria Jarosława Kaczyńskiego stała się najważniejszą sprawą w państwie, przykrywając inflację, drożyznę, kredyty i wszystko inne, czym żyją dziś Polacy.
Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz forsują teorię o zamachu w Smoleńsku. Fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER/East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.


Od dwóch tygodni jesteśmy karmieni teorią o zamachu w Smoleńsku. Jarosław Kaczyński wyskoczył z nią nagle 1 kwietnia, po niemal roku względnej ciszy w temacie katastrofy smoleńskiej, i natychmiast się zaczęło. Prawicowe media wpadły w trans, prezes PiS zaczął podgrzewać atmosferę, wreszcie pojawił się Antoni Macierewicz.

W poniedziałek o godz. 11.00 zamarła chyba cała polityczna Polska. Tak rozreklamowano jego konferencję, że chyba wszyscy chcieli usłyszeć, co były szef MON ma do powiedzenia. A przede wszystkim, jakie ma dowody na zamach.

Miał być przełom i nowe ustalenia, a wyszło jak zwykle. Strata pieniędzy, czasu, nic nowego, ciągle od lat powtarzane te same tezy. Znów mamy medialny cyrk, podzielone społeczeństwo, dyskusje o eksplozji w lewym skrzydle, o zrekonstruowaniu rozpadu szczątków samolotu, o stanie ciał jego pasażerów.

Ale także odwrócenie uwagi od innych problemów, które zdecydowanie bardziej spędzają dziś sen z powiek Polaków niż raport Macierewicza. Albo są ważniejsze dla kraju.

"Kiedy rząd zajmie się problemami zwykłych Polaków”

Od wczoraj – czy ktoś chce tego słuchać, czy nie – w Polsce nie mówi się o niczym innym, a to pewnie dopiero początek, bo sądząc po tym, co było do tej pory, Jarosław Kaczyński raczej teorii o zamachu nie odpuści.

Za jego sprawą i podkręcaniu całej historii, w mediach społecznościowych trwają burzliwe dyskusje o zamachu, a w prawicowych mediach żyją ankietami w rodzaju: "Czy Twoim zdaniem 10 kwietnia 2010 roku mogło dojść do zamachu w Smoleńsku?".

Tyle że przeciętny Kowalski często ma już tego wszystkiego dość. Nie tylko z powodu szargania pamięci ofiar, nie tylko z powodów wojny w Ukrainie i tego, że w raporcie nie było nic odkrywczego. Ale także tego, że on dziś łapie się za kieszeń jak nigdy, że wszystko wokół drożeje, szaleją kredyty, ceny benzyny, inflacja, a życie nie wygląda już tak jak jeszcze rok temu.

"Kiedy ten rząd zajmie się problemami zwykłych Polaków”?, "Czym my się zajmujemy...Ludzie nie są w stanie spłacać kredytów!!! Brakuje na żarcie i leki" – czytam komentarze na temat konferencji Macierewicza.

Ceny, inflacja, kredyty

Jarosław Kaczyński być może tego nie czuje, ale przeciętnego Kowalskiego bardziej obchodzi dziś to, z czego i jak ma zapłacić kredyt. Co ma zrobić, gdy nagle dowiedział się, że jego raty skoczyły o kilkadziesiąt procent. Od jesieni tak jest – inflacja galopuje, rosną stopy procentowe, a wraz z nimi raty kredytów hipotecznych. W niejednej rodzinie miesiąc w miesiąc jest z tego powodu przerażenie.

Czytaj także: Spełnia się czarny scenariusz kredytobiorców. "Już dawno przestało być śmiesznie"

"Mieszkańcy niektórych województw w Polsce wydają na spłacenie raty kredytu ponad 80 proc. pensji netto!", "Wysokie raty kredytów hipotecznych drenują kieszenie Polek i Polaków. Inflacja, ceny energii są dodatkowym obciążeniem rodzinnych budżetów" – grzmią politycy partii opozycyjnych.

Ale nie chodzi tylko o mieszkania. Wzrost rat kredytowych bardzo odczuwają też rolnicy. – Mój dobry znajomy rolnik płacił do tej pory 20 tys. zł odsetek na trzy miesiące. Teraz otrzymał informację, że będzie płacił ponad 40 tys. zł. Plus kapitał. To gospodarstwo, które się rozwija i inwestuje – mówił w rozmowie z naTemat Michał Kołodziejczak, założyciel Agrounii, ostrzegając, że negatywne skutki tego, co robią politycy, odczujemy wszyscy.

– Chleb na pewno będzie bardzo drogi. Jest jednak jeszcze jeden problem: jeśli będzie tani, to będzie bardzo złej jakości. I to mnie przeraża – przewidywał.

Czytaj także: "PiS nas oszukał i zostawił". Lider Agrounii dla naTemat o dramacie rolników i konsumentów

Wszyscy wiemy, widzimy i czujemy, że rośnie i drożeje wszystko. Paliwo, energia, ceny w sklepach spożywczych, budowlanych, wszędzie. Ale dla rządzących ważniejszy okazał się powrót do katastrofy smoleńskiej i jeszcze większe dzielenie narodu.

"Inflacją, drożyzną, rosnącymi ratami kredytów, cenami paliw, strajkiem kontrolerów się zajmijcie, a nie ciągle pianę smoleńską będziecie bili" – wytykają im internauci.

Co kogoś mogą obchodzić stare ustalenia podkomisji Macierewicza, gdy dziś nie stać go na zakup leków i gdy zastanawia się, co może kupić na święta, a z czego zrezygnować?

– Straszne jest to granie tragicznym kontekstem. Dzieje się tragedia na Ukrainie, widzimy bomby, agresję, psychopatyczne zachowania Putina i oni, wykorzystując chwilę, w ten kontekst próbują teraz wpisać katastrofę lotniczą. A z drugiej strony mają taki zwyczaj, że co roku, jak idą święta Bożego Narodzenia, wywołują jakąś awanturę w Sejmie. Polacy zamiast normalnie, spokojnie, rozmawiać z rodziną przy stole, mają się kłócić politycznie. I tu też mam takie wrażenie – mówi naTemat senator Krzysztof Brejza.

– Teraz idą Święta Wielkanocne i mam wrażenie, patrząc co się dzieje w sklepach z cenami, że ta awantura ma odwrócić uwagę Polaków od dramatycznej inflacji i wzrostu cen. Żeby Polacy kłócili się o zamach, którego nie było – uważa.

Ale ceny to nie wszystko.

Polski Ład i protesty

Do tego mamy Polski Ład i bałagan z nim związany. Dziś już nie mówi się o nim tyle, co wtedy, gdy triumfalnie ogłaszano jego wejście w życie, ale jest i cały czas rodzi problemy. Znów słyszymy, że potrzebne są kolejne poprawki, a nawet poprawki do poprawek, w nowych podatkach totalnie można się już pogubić, a z perspektywy przeciętnego Kowalskiego jest jeden wielki miszmasz.

Słychać już, że pracownicy skarbówki mają dość, chcą podwyżek i szykują ogólnopolski protest, który może sparaliżować urzędy w najgorszym czasie składania zeznań podatkowych – akcja ma potrwać od 25 kwietnia do 2 maja.

Przy okazji protestów – na lotnisku Chopina strajkują kontrolerzy lotów, którzy też domagają się m.in. podwyżek. Z tego powodu w ostatnich dniach w całej Polsce było opóźnionych kilkaset lotów.

Mówi się też o możliwym proteście nauczycieli.

Wreszcie mamy jeszcze zamrożone fundusze unijne i milionowe kary, które Polska ma płacić, a PiS na ten temat milczy.

Jest co robić, gdzie działać. A powrót do teorii o katastrofie smoleńskiej w tych sprawach raczej nie pomoże.