
Minister Antoni Macierewicz odpowiada za to, żeby stale podnosić poziom obronności armii. Obywatele mają prawo oczekiwać, że szef MON wywodzący się z formacji, które wielokrotnie podnosiła w trakcie kampanii wyborczej kwestie siły Polski, niezależności i suwerenności zadba o to, żeby polska armia i służby były silniejsze niż w chwili objęcia przez niego urzędu. Niestety, po roku urzędowania ministra można resort nazwać ministerstwem bezbronności narodowej.
REKLAMA
A jakby tego było mało właśnie dochodzą do tego kolejne konkrety. Sąd nakazał rozpoczęcie śledztwa w sprawie wejścia Bartłomieja Misiewicza do biur NATO w Warszawie. Były szef MSZ, Radosław Sikorski, pyta wprost "Dla kogo pracujesz Antek?". A Roman Giertych dodaje: "Wygląda na to, że AM napadł na biuro NATO i umożliwił osobom bez dostępu wejście w posiadanie tajemnic NATOwskich".
Minister jest obecny w mediach, nie ma tygodnia, żeby kamery nie uchwyciły go pośród żołnierzy albo gdzieś w fabryce śmigłowców lub innych zakładach zbrojeniowych. Można by odnieść wrażenie, że trwa budowanie armii i szykują się zbrojenia na wielką skalę. Niestety, o ile na plus ministra można zapisać to, że buduje podwaliny przyszłej partyzantki, o tyle jeśli chodzi o armię regularną, to wcale nie jest tak różowo. Rok zaledwie wystarczył ministrowi, żeby de facto polskiemu wojsku przetrącić kręgosłup.
1. Czystki
Czy Hitler doszedł by w ciągu kilku miesięcy na przedpola Moskwy, gdyby przeciwko Wehrmachtowi stanęły karne oddziały Armii Czerwonej dowodzonej przez doświadczonych dowódców, szkolonych czasem jeszcze w wojsku carskim? Wielu historyków stoi na stanowisku, że jeden zamordowany marszałek Tuchaczewski więcej był wart niż cały sztab generalny razem wzięty, jaki Stalin w swojej łaskawości pozostawił przy życiu w okresie wielkiej czystki. Dla wroga zawsze groźniejszy będzie dobrze dowodzony, choćby mniej liczebny przeciwnik, niż wielkie tłumy szarżujące bez żadnego pomysłu na zwycięstwo.
Niestety, polska armia psuje się od głowy. A dokładniej – psuje ją minister Antoni Macierewicz. Powiedzieć, że jego polityka kadrowa jest nieprzemyślana to nie powiedzieć nic. W ciągu roku od objęcia urzędu przez Antoniego Macierewicza odeszło z wojska co najmniej 26 generałów i 254 pułkowników (stan na listopad). I to wcale nie był koniec dymisji, dwa tygodnie przed świętami złożył dymisję Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych generał Mirosław Różański.
Różański był w dużym stopniu niezależny od ministra, jako szefowi DGRSZ podlegały mu dowództwa wojsk lądowych, powietrznych, marynarki wojennej i sił specjalnych. Szef MON bezpośrednio kieruje tylko żandarmerią i tworzoną właśnie Obroną Terytorialną. Różański swoją funkcję miał pełnić do 2018 roku, ale zdecydował się z złożyć wypowiedzenie.
Fakt, w polskiej armii jest wielu generałów, może nawet za dużo. Jeszcze w połowie zeszłego roku było ich 119, jeden przypadał na trochę ponad 800 żołnierzy. Ale czy w interesie polskiej obronności jest pozbywanie się tych najlepszych?
2. Głusi i ślepi
Od czasów Ramzesa żadna armia nie odniosła sukcesów na polu walki, jeśli przed bitwą swojej roboty nie wykonali szpiedzy i łowcy szpiegów. Nie ma wielkiej przesady w twierdzeniu, że wywiad i kontrwywiad są oczami i uszami armii. Bez wiarygodnych informacji nikt w dzisiejszych czasach nie pośle żołnierzy w bój, bo to byłaby dla nich pewna śmierć.
Na szczęście nie toczymy obecnie żadnej wojny, choć nie można powiedzieć, że nasi żołnierze nie uczestniczą w misjach wojskowych. Są obecni w Afganistanie, minister Macierewicz osobiście wysyłał wojska do Syrii, polscy żołnierze uczestniczą w wielu misjach pokojowych i stabilizacyjnych. Wszędzie tam nad ich bezpieczeństwem czuwa wywiad i kontrwywiad. To znaczy powinien czuwać.
Rok mija od dnia, gdy urzędnicy Antoniego Macierewicza przepuścili szturm na Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO w Warszawie. Czego tam szukali po nocy, co było tak ważne, że trzeba było później wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec pracowników, którzy próbowali zapobiec wtargnięciu? Minister tłumaczy, że to żołnierze urzędowali tam bezprawnie, a jego urzędnicy działali w imię interesu narodowego.
3. Z szablami na czołgi
Tak naprawdę to polscy kawalerzyści nigdy nie próbowali szablami uciąć dział czołgowych, był to wymysł niemieckiego ministra propagandy. Na trwałe jednak w naszej tradycji zapisał się obraz nieustraszonego polskiego ułana szarżującego na przeciwnika uzbrojonego po zęby. I jak tak dalej pójdzie, to polskiemu żołnierzowi znów szaleńcza odwaga będzie musiała zastąpić nowoczesny sprzęt.
W ciągu ostatnich lat w polskiej armii, mówiąc kolokwialnie, nie przelewało się. Limity amunicji do wystrzelania na poligonach były ograniczone, kolejne rządy wstrzymywały się z ogłaszaniem przetargów na nowy sprzęt, kupowano tylko to, co było niezbędne. Dzięki naszym sojusznikom zza Odry, którzy zdecydowali się sprzedać nam po kosztach część swoich czołgów, mamy trochę nowoczesnychLeopardów. Piechota może w chwili zagrożenia wsiąść do wozów bojowych Rosomak i to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o nowoczesny sprzęt wojsk lądowych którego powinni się obawiać nasi przeciwnicy. Pozostałe modele wozów bojowych są albo przestarzałe, albo nie występują w polskiej armii w takich ilościach, żeby mogły przeważyć szalę zwycięstwa na nowoczesnym polu walki.
Dlatego tak ważny był kontrakt na śmigłowce dla polskiej armii. Caracale miały nie tylko przenosić żołnierzy i sprzęt, ale mogły też w razie potrzeby służyć do wsparcia w boju wojsk lądowych. Nie wesprą, bo minister odwołał kontrakt. Tłumaczył to w pokrętny sposób, że Caracale są za drogie, a offset za mały, więc postanowił zamówić dla armii śmigłowce Blackhawk produkowane w Mielcu. Bez żadnego offsetu.
Blackhawki nie mają tych zalet, które sprawiły, że poprzedni rząd wybrał dla polskiej armii Caracale. Ale to nic, bo pomimo szumnych zapowiedzi, wygląda na to, że nawet i tych śmigłowców w polskiej armii nie będzie. Do końca roku MON miał kupić 8, potem mówiono nawet o 20. W powietrze nie wzbił się ani jeden.
Zamiast tego Macierewicz kupuje rakiety do samolotów F-16, które są w stanie skutecznie razić cel odległy o setki kilometrów. Zakup jest tylko pozornie zasadny. Rakieta sama nie poleci, potrzebny jest do niej "nosiciel”. Myśliwców nie mamy dużo, lotnisk jest jeszcze mniej, a współczesny samolot z byle polowego lotniska zorganizowanego ad hoc gdzieś na przygodnej łące pod lasem nie poleci. Wystarczy zniszczyć pasy startowe i nasze "Jastrzębie” wraz z ich kosztownymi dodatkami zostaną uziemione już na początku konfliktu.
Zero tajemnic
Niemiecki pancernik Bismarck, i jego bliźniak Tirpitz samym swoim istnieniem sprawiali, że brytyjska marynarka musiała angażować znaczne siły i środki dla wsparcia konwojów płynących przez Atlantyk. Groźne okręty udało się zatopić dzięki złamaniu kodu niemieckiej maszyny szyfrującej "Enigma”, w czym niemały udział mieli polscy kryptolodzy. To, że kod enigmy przestał być dla aliantów tajemnicą, było tak ważne, że nie raz w trakcie wojny decydowano się poświęcić życie wielu żołnierzy, byle tylko nie dać Niemcom podstaw do przypuszczeń, że ich tajemnice przestały być bezpieczne.
Niemiecki pancernik Bismarck, i jego bliźniak Tirpitz samym swoim istnieniem sprawiali, że brytyjska marynarka musiała angażować znaczne siły i środki dla wsparcia konwojów płynących przez Atlantyk. Groźne okręty udało się zatopić dzięki złamaniu kodu niemieckiej maszyny szyfrującej "Enigma”, w czym niemały udział mieli polscy kryptolodzy. To, że kod enigmy przestał być dla aliantów tajemnicą, było tak ważne, że nie raz w trakcie wojny decydowano się poświęcić życie wielu żołnierzy, byle tylko nie dać Niemcom podstaw do przypuszczeń, że ich tajemnice przestały być bezpieczne.
Bo szyfry i kody to podstawa w wojskowym fachu, a ich ochrona jest priorytetem. Do szyfrów dopuszcza się tylko osoby o nieposzlakowanej opinii i godne najwyższego zaufania. Wojsko stara się zapewnić bezpieczeństwo szyfrantów wiedząc, jak ważnym są elementem całego systemu.
Minister Macierewicz jako szef MON też powinien o tym wiedzieć. Tym bardziej dziwi jego niedawna decyzja o mianowaniu Tomasza Mikołajewskiego na Dyrektora Narodowego Centrum Kryptologii. Mikołajewski jest znany jako człowiek Macierewicza, szef MON osobiście za niego ręczy.
Problem w tym, że ta poręka zdaje się nie wystarczać oficerom Służby Wywiadu Wojskowego, którzy już dwukrotnie nie zgodzili się wydać Mikołajewskiemu poświadczenia bezpieczeństwa, niezbędnego do otrzymania certyfikatu dostępu do informacji ściśle tajnych. Oficjalnych powodów tej odmowy SWW nie podaje, wiadomo jednak, że u podstaw takiej decyzji zwykle leży podejrzenie o związki z działalnością szpiegowską, terrorystyczną, sabotażową, podatnością na szantaż, uzależnieniami lub innymi czynami przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej.
4. Bo w partyzantce nie jest źle
Obrona Terytorialna to oczko w głowie ministra. Chętnie mówi o swojej koncepcji przy każdej okazji, wkrótce rusza program szkolenia żołnierzy, których już nazywa się "Szwadronami Antoniego”, na zmianę z "mięsem armatnim” i "beneficjentami programu Karabin 500+”.
Żeby zostać żołnierzem OT, trzeba być obywatelem polskim chętnym i zdolnym do poświęcenia, który będzie gotów na to, żeby w imię miłości do ojczyzny poświęcić wolny czas na szkolenie wojskowe. Sama idea jest szczytna i nie ma co z nią polemizować, ani próbować wyśmiewać. Niestety, jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach.
Znawcy wojskowości są przekonani, że formacja nie będzie w stanie w sposób realny wpłynąć na przebieg ewentualnego konfliktu zbrojnego. Żołnierze i specjaliści twierdzą, że w dzisiejszych czasach szkolenie żołnierza to długotrwały proces, który tak naprawdę nigdy się nie kończy. Szeregowcy i oficerowie cały czas muszą ćwiczyć, rozwiązywać różne założenia taktyczne, doskonalić się w wojskowym rzemiośle. Jakim żołnierzem będzie ktoś, kto w myśl ustawy o Obronie Terytorialnej poświęci na szkolenie dwa dni w miesiącu?
Minister chce rzucać plutony OT przeciwko "zielonym ludzikom”, ma to być nasz sposób na wojnę hybrydową, którą poznali w ostatnich latach mieszkańcy wschodniej Ukrainy. Trzeba jednak pamiętać, że „zielonymi ludzikami” są wyspecjalizowani żołnierze sił specjalnych Rosji, których uzbrojeni wolontariusze tak łatwo nie przestraszą. Ani tym bardziej nie powstrzymają.
Tymczasem Obrona Terytorialna będzie formacją niezwykle kosztowną. Wstępne założenia mówiły o 35 tysiącach żołnierzy, ale minister Macierewicz ostatnio mówił już o 50 tysiącach ludzi, którym trzeba zapewnić uzbrojenie, umundurowanie, racje żywnościowe. I żołd, bo każdy członek OT ma zagwarantowane 200 zł miesięcznie za udział w ćwiczeniach i 300 zł miesięcznie za pozostawanie w gotowości. Samo przemnożenie 500 zł przez ilość miesięcy w roku i ilość ochotników daje niebagatelną kwotę 300 milionów rocznie. A to dopiero początek wydatków.
Resort podaje, że do do końca roku wydatki związane z OT wyniosą około 5,6 mld złotych. Dla porównania można wspomnieć, że gdy w 2002 roku decydowano o wyborze nowego transportera opancerzonego, najkorzystniej wypadła oferta Finów, i WZM, którzy oferowali nam 700 wozów typu Rosomak za 4,9 mld złotych. Długo można by się zastanawiać, jak można by lepiej spożytkować pieniądze wydane na mrzonki ministra.
Historycy badający dzieje Polski nie raz już stawiali tezę, że gdyby polscy królowie mieli więcej wojsk regularnych niż pospolitego ruszenia, to Rzeczpospolita nie tylko weszłaby do Moskwy, ale i utrzymała by się na Kremlu, a także zajęłaby turecki Krym i złamała potęgę szwedzką. Minister Macierewicz nie odrobił tej lekcji, zamiast modernizować armię zawodową, stawia na weekendową partyzantkę.
Afera z Misiewiczem, któremu oficerowie czapkowali podczas składania kwiatów przy pomniku to nic w porównaniu z tym, co się dzieje w polskiej armii. Strach pomyśleć, jaki obraz będzie przedstawiała za trzy lata, jeśli po roku odeszło ponad 10 proc. najwyższych oficerów. Decyzje ministerstwa sprawiają, że choć na wojsko wydamy więcej niż w latach poprzednich, to wcale nie podniesie to naszej obronności. Premier Szydło jak najszybciej powinna dokonać rekonstrukcji rządu, w przeciwnym razie za kilka lat będzie rządziła krajem pozbawionym możliwości obronnych. Ciężko będzie drugi raz "sprzedać" wyborcom wizję dobrej zmiany i silnej Polski.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
